Ferrari Black – Szybkie samochody i… szybkie zapachy

Ta woda trafiła na moją listę do „poniuchania” niejako tylną furtką. Gdzieś tam czytałem, gdzieś tam chwalili, gdzie indziej ganili… a jednak coś mnie w niej zaciekawiło.
Pierwsze wrażenie po powąchaniu testera było pozytywne, choć szybko okazało się, że wszystko przemawia przeciwko temu Ferrari.
Zapach jest wtórny, skojarzenia idą w stronę szarego Bossa, jest to podobna woń, aczkolwiek Boss jest mniej słodki, bardziej „elegancki”. „Black” to głownie słodkie owoce. Postawiłbym go na jednej półce z takimi wodami jak: Starwalker od MontBlanca, Quasar JdP, właśnie Boss „Bottled” – z tym, że pod względem jakości ustępuje wszystkim wymienionym. Nieoryginalność nie jest sama w sobie wielką wadą, przynajmniej dla mnie, niemniej nie jest pożądana w wypadku zapachu, bo chcemy przecież pachnieć i pięknie i inaczej niż wszyscy, a szary Boss – a przez to także to autko jest dokładną odwrotnością tego warunku. Kolejna wada to nietrwałość i ulotność. To już jest całkowicie niewybaczalne. Woda trzyma się blisko ciała, jest bardzo lotna i ma bardzo krótki zasięg – po 3-5 godzinach nie ma po niej śladu. Kolejny minus to chemiczność. Nie ma co ukrywać, że nie są to naturalne aromaty, wrażenie sztuczności jest spore, aczkolwiek nie nachalne. Dąży się do odwzorowania tego co występuje naturalnie i jakkolwiek większość woni ma dziś już jednak chemiczne pochodzenie, to owa „chemiczność” może być bardziej lub mniej wyczuwalna. Tu daje się odczuć wyraźnie. Sporo tych wad przyznacie, i to dosyć ważnych. Co przemawia na plus? Przede wszystkim dobra cena, no i coś co w końcowym efekcie pozwoliło mi jednak dobrze spojrzeć na ten zapach – kompozycja, to jak pachnie. Otóż – ładnie. To lekki (wbrew pozorom), kolorowy, słodki i męski zapach. Owocowy – to dla mnie duży atut, bo najbardziej lubię właśnie tę grupę. Nie jest szczególnie świeży, nadaje się na dzień, ze względu na nikłą projekcję raczej nie można go przedawkować, dobrze sprawdzi się w biurze, pracy. Podoba się kobietom, choć żeby go poczuć muszą podejść bardzo blisko – cóż, to również bywa zaletą 😉
Może jeszcze kilka słów o tym jak pachnie. Wspomniałem że jest podobny do szarego. To prawda, ale są jednak różnice i to wg mnie – na korzyść Ferrari.
Otwarcie to owocowy koncert – bardzo słodki, przyjemny i ładny – wyraźne jabłko i śliwka. W sercu jest bardziej kwiatowo i przyprawowo, ale jednak ton zapachowi nadają owoce, a nuta serca łączy się z nimi bardzo delikatnie i niewyraźnie. W podstawie klasyka czyli piżmo, wanilia, ambra i drzewo cedrowe. Niestety podstawa nie ciągnie zapachu zbyt daleko a szkoda, bo przesłanki do tego są – dzięki wanilii jest jednak słodko do samego końca. Całość kompozycji jest ładna, dosyć linearna ale to akurat nie zawsze wada. Ulotność woni niestety nie pozwala jej się rozwinąć do końca. Boss jest jednak bardziej złożonym zapachem, ale to Ferrari podoba mi się bardziej. Zapewne do głosu dochodzi animozja do tego zapachu, jego „szarości”. „Black” mimo podobieństwa daje ciekawszy efekt (przynajmniej w kwestii samego zapachu), ale to oczywiście sprawa indywidualna.
Słówko o flakonie, jest utrzymany w klimacie samochodowym, aczkolwiek do szczególnych nie należy. Dość szybko też mikrouszkodzeniu w moim egzemplarzu uległ atomizer, przez ca zamiast rozpryskiwać ciecz, sikał. Jakość atomizera to ważny element świadczący o jakości perfum, w tym wypadku jest marnie.

Podsumowując sodki, przyjemny, codzienny zapach aspirujący do średniej półki (ale raczej z mizernym skutkiem). W zasadzie dla każdego, choć do dojrzałych mężczyzn niekoniecznie będzie pasował. Ot, taki przyjemny przeciętniaczek.

Kompozycja: 3
Moc: 3
Trwałość: 3
Butelka: 2

umysł: limonka, bergamot, jabłko, śliwka,
serce: kardamon, jaśmin, róża, cynamon,
podstawa: drzewo cedrowe, piżmo, wanilia, ambra.

Reklamy

6 comments

  1. Myślę, że moja ocena wynika z treści recenzji – staram się namalować jakiś swój odbiór woni. Nie chcę dodatkowo jeszcze tak rozdrabniać. Każdy może sobie wyrobić opinię sam – cel recenzji jest taki, żeby dać ogląd rzeczy i jeśli wyda się on intrygujący, to czytelnik sięgnie po tester. Tudzież zaryzykuje inaczej.

    1. W sumie, racja. My, czytelnicy, mielibyśmy wówczas za dobrze. ;D

      Mój pomysł jednak stąd, że zdarzyło mi się spotkać z traktowaniem recenzji jak… rekomendacje (?!). To dziwne, wiem, ale zwróć czasem na to uwagę. 🙂

      1. Trudno brać odpowiedzialność za coś tak subiektywnego jak zapach. Dlatego staram się przede wszystkim opisywać swoje wrażenia, bo gust i tak każdy ma inny. Oceny częściowe oddają względzie obiektywne czynniki (choć to też dyskusyjna kwestia), natomiast co do rekomendacji… Nie podjął bym się tego chyba. Już raczej antyrekomendacji, bo tu jest większe prawdopodobieństwo trafienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s