Giorgio Beverly Hills „Giorgio”

W ostatnim rzucie testerów znalazły się dwie klasyczne wody marki Georgio Beverly Hills. Opisywany właśnie „Georgio” oraz „Red”.  Na drugi z nich muszę poświęcić więcej czasu, bo to dosyć trudny zapach, a teraz przyjrzymy się pierwszej perfumie, o której mam już swoje zdanie i parę słów powiedzieć mogę, a przede wszystkim chcę.
„Giorgio” to według klasyfikacji portali perfumowych zapach orientalno-drzewny. Nie zgadzam się z tą klasyfikacją. Dla mnie to ewidentnie zapach świeży, kwiatowo-owocowy i bardzo aromatyczny, orientu nie uświadczyłem tu w żadnej znanej mi postaci, a drzew jest niewiele i są prawie niewyczuwalne (nawet w zejściu). Do klasyków podchodzę z dużym dystansem – to nie jest mój target zapachowy, moja nisza. Nawet nowe kompozycje wymagają określonego stylu, ubioru, pracy. Te starsze, szczególnie z lat ’80 (ale także ’70) porażają mocą, trwałością, często jakością. Narzucają się niewymownie. Dokładnie taki jest „Georgio” z jedną pozytywną różnicą, ale o tym dalej.
Otwiera się mocno i ostro, świeżością kompletnie nieporównywalną do dzisiejszych jej wizji, świeżością „toaletową” (aldehydy?), lekko tylko przełamaną owocami i kwiatami. Zapewne można ją odebrać chemicznie i nieprzyjemnie, niemniej właśnie tak definiowano to prawie 30 lat temu. Wrażenie jest mniej więcej takie, jakbyśmy weszli do świeżo umytej łazienki, pachnącej środkami czystości, odświeżaczem, mydłem (lekko). Pierwsza nuta trwa dosyć długo, niemniej serce kiedy już nadejdzie, przynosi znaczne zmiękczenie zapachu i sprawia, że staje się ona ładny i przyjemny. W tej nucie nie wyczuwam poszczególnych składników (jak i w całym zapachu), ale zmiękczenie jest mocne, a woń ewoluuje wyraźnie. Nuta środka trwa bardzo długo i dopiero po kilku godzinach rozpoczyna się najładniejsza część według mnie – zejście. Tutaj prym wiedzie wanilia, miód i ambra. I trzeba powiedzieć, że jest bardzo przyjemnie, słodkawo a nawet ślicznie. Trwa tak bardzo długo, bo perfuma jest niezwykle trwała i utrzymuje się nawet kilkanaście godzin, z tego przynajmniej 8-9 jest mocno wyczuwalna. Takich warunków mogą pozazdrościć nawet najtrwalsze współczesne kompozycje. Całość konstrukcji utrzymana jest w barwach żółtej i zielonej, kolor cieczy dobrze oddaje jej ducha.

Butelka dopełnia obrazu całości, jest prosta ale ze żłobieniami, zakryta dużym, srebrnym korkiem. Atomizer aplikuje spore dawki cieczy i warto na to zwrócić uwagę, bo łatwo przedawkować.

Cały zapach jest bardzo elegancki, emanuje luksusem, ale bliskim, dostępnym, ciepłym. To z pewnością dobry aromat, choć dla wyraźnie wyselekcjonowanego odbiorcy – dojrzałego, eleganckiego, statecznego mężczyzny. W jakim wieku? Trudno podawać jakieś kryteria, ale nie sądzę, żeby przed czterdziestką. Dodatkowym atutem jest cena, po prostu doskonała.
Wspomniałem wcześniej, że w stosunku do swoich „kolegów” perfum z okresu, którego pochodzi – „Georgio” ma jeden pozytywny wyróżnik. Otóż w przeciwieństwie do nich, nie narzuca on stylu swojemu nosicielowi. Asymiluje się, ale nie daje o sobie zapomnieć. I to duży plus tej perfumy. Mimo, że nie gustuję w tej działce olfaktorycznej, to w zasadzie bez większych problemów mógłbym go nosić. Bardzo zapada w pamięć, jest charakterystyczny i charakterny.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 5
Trwałość: 6
Butelka: 4

Umysł: aldehydy, pomarańcza, ziele angielskie, akordy owocowe, bergamotka
Serce: goździk, drewno sandałowe, paczula, cynamon, irys, cedr, róża
Baza: miód, bób tonka, ambra, piżmo, benzoes, mech dębowy, wanilia

Znalazłem perełkę, spot reklamowy z końca lat ’80 w wykonaniu GBH, i… ma klimat!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s