Everlast Original 1910

Firma Everlast znana jest wszystkim miłośnikom sportu, ze szczególnym uwzględnieniem sztuk walki. To dosyć stara i wyrobiona marka, która do niedawna nie miała zbyt wiele wspólnego z zapachami, no chyba że tymi naturalnymi.

Debiut miał miejsce kilka lat temu, a sztandarowym – jeśli można to tak zgrabnie ująć – produktem wioniejącym owej marki jest opisywany właśnie Everlast Original 1910. Nazwa tyleż ciekawa co oczywista, niewiele mówiąca jednak o samym zapachu, choć jeśli główny to można się spodziewać czegoś w rodzaju wyznacznika stylu na przyszłość. Czy tak jest w rzeczywistości?
Otwarcie jest bardzo dobre. Słodkie, cytrusowe, ale w taki gęsty sposób.  Inaczej niż większość świeżaków. Wyraźnie wyczuwalna lawenda, bardzo ładnie nadaje męskości, coraz rzadziej stosuje się ją w otwarciu – a szkoda. W tle mięta, ogólne wrażenie jest niezwykle pozytywne, a nawet zaskakujące!
Serce przynosi znowu bardzo męskie akordy – muszkat, cynamon, estragon i geranium kierują zapach w stronę bardziej wyrazistą, aczkolwiek co trzeba zauważyć nie zmieniają go aż w takim stopniu jak można by się spodziewać. Jest jednak wciąż ładnie i ciekawie. W tej nucie najbardziej przemawiają do mnie cyprys i cynamon, gałka jest raczej tłem, podobnie jak i estragon, geranium praktycznie nie wyczuwam, najprawdopodobniej łączy się z innymi składnikami tworząc środek. Zejście jest jak dla mnie najsłabszym momentem Everlasta. Dosyć „standardowe” piżmowo-ambrowe, z jakimś dziwnym kremowym nalotem – którego nie mogę strawić na spokojnie, zwyczajnie i po prostu robi mi się niedobrze, gdy coś takiego czuję. Zastanawiające, że nie wywąchuje w ogóle skóry ani gwajaku, a szkoda bo lubię. Więc zjazd rozczarował mnie i popsuł humor oraz odbiór tej woni. Ale chciałbym, żebyśmy się zrozumieli dobrze – nie jest ono złe, czy brzydkie, po prostu mnie razi, bo akurat nie gustuję w kremach zapachowych tego typu, wam może się wydać bardzo komfortowe, a nawet ładne.
Wadą i to dosyć poważną opisywanej perfumy jest jej (nie)trwałość. Tylko kilka godzin, maksymalnie 4-5, z czego wyraźnie pierwsze 2-3. To zdecydowanie za mało, choć taka jest chyba specyfika tego produktu – jest lekki i czysty. Natomiast cena za jaką możemy go kupić oscyluje w okolicach kilkudziesięciu złotych, więc stosunek jakości do opłaty jest i tak bardzo dobry. Woda na starcie zjada wszystkie „Lambordżiny i Adidasy”.
Flakon to prosta, nawet toporna butelka z wielkim korkiem, przypominającym rękawicę bokserska. Żadne to dzieło sztuki ale dobrze koresponduje z marką i nie pozostawia złudzeń co do zawartości. Ciecz ma kolor żółty, co również jest raczej trafionym pomysłem.
Przydałoby się jakoś podsumować… Cóż, debiut Everlasta nie jest zły – więcej jest całkiem udany. Za niewielkie pieniądze możemy dostać zdecydowanie męskie pachnidło, o przyzwoitej jakości i nieprzyzwoitej trwałości. Jest dosyć lekko, nowocześnie, bardzo poprawnie i w zasadzie zupełnie dobrze. Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę, że warto spróbować.

Kompozycja: 4(-)
Moc: 3
Trwałość: 3(-)
Flakon: 3

Umysł: limonka, lawenda, mandarynka, grejpfrut, mięta
Serce: gałka muszkatołowa, cyprys, cynamon, estragon, geranium
Baza: paczula, piżmo, bób tonka, drewno gwajakowca, akordy skórzane

Reklamy

2 comments

  1. Zaskoczył mnie ten zapach, kupiłem go w ciemno za śmieszne pieniądze, spodziewając się jakiegoś nudnego psikacza, a tu całkiem przyzwoite perfumy. Trwałość adekwatna do ceny – niestety – czyli średnia. Aczkolwiek i tak był to udany zakup 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s