Giorgio Beverly Hills… w czerwieni

Po niedawnych testach „Georgia” od Georgio Beverly Hills, do tej perfumy podchodziłem z pewnymi oczekiwaniami. Z pewnością spodziewałem się jakości przez duże K, oraz dobrego zapachu. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to rozmiary opakowania testera. Duże, czerwone pudełko pięknie wydane, z wkładką, a w środku spoczywał sobie dobrze umieszczony i bezpieczny pojemniczek z próbką. Jak się okazało wygląda dokładnie tak, jak opakowanie pełnej wersji wody plus za utrzymanie całej linii w ramach jednej koncepcji – dziś to bardzo rzadkie. Aż się chciało sięgnąć po tak pięknie opakowaną woń. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciach.
Zacznę od końca, co by było trochę inaczej niż zwykle. To co oferuje nam „Red”, to dobry, męski zapach, jednak zdecydowanie dla osób z wyrobionym nosem. Porażająca jest jakość tych perfum, która przejawia się w trwałości – niezbyt natarczywie potraktowany nadgarstek, pachniał przez dobę, to absolutny rekord wśród tego z czym się do tej pory spotkałem. Przy czym zaznaczam, że pachniał, a nie był wyczuwalny – to zdecydowana różnica! Kolejna świetna rzecz, to klasyczna i bardzo dobra konstrukcja woni w klasyczny – „francuski” sposób. Bardzo wyraźnie zaznaczone są przejścia pomiędzy poszczególnymi nutami, czerwony przechodzi przez nie płynnie ale z zaznaczeniem, że oto kończy się wstęp otwiera treść, a później zamykamy. Zapach jest mocny i zupełnie niespotykany jak na dzisiejsze standardy – gwarantuję, że w żadnym współczesnym nie znajdziecie czegoś tak określonego jak tutaj, a nawet idącego w podobnym kierunku. Mimo, że perfuma zadebiutowała w 1991r, to ewidentnie osadzona jest w dobrych, bezwzględnie „męskich” czasach lat ‘80. I w tym miejscu warto przejść do samej woni, bo wcześniejsze zdanie implikuje pewną sytuację, co bystrzejsze nosy już zapewne przeczuwają klimat.
Otwarcie zawiera wszystko to, co dominowało we wspomnianych ’80 w męskich aromatach. Jest więc ostro, mocno i zdrowo daje po nosie. Fakt, że brzydko i odrzucająco jest już pewnym spostrzeżeniem „dodatkowym”. Po prostu tak wtedy miało być, inne wody z tego okresu mają bardzo podobnie, nie wiedzieć czemu na otwarciu perfumy miały „robić wrażenie”, zabijać muchy w promieniu 10 metrów i ogólnie dawać czadu. Nie trudno zlokalizować winnego, to bylica, która w połączeniu z kminkiem i bazylia jest trudna do zniesienia. Ale czekamy co będzie dalej, opadają pierwsze opary i serce (po dłuższej chwili raczej) przynosi zmianę. Zapach robi się ciekawy, intrygujący z dobrze wyczuwalnymi akordami, może z wyjątkiem geranium i jałowca, których nie znajduję. Jest bardzo intrygująco, odrobinę niepokojąco i znacznie bardziej przyswajalnie, choć określenie „ładnie” (szczególnie wedle dzisiejszych standardów), chyba nie do końca jest tu na miejscu. Na zejście trzeba czekać naprawdę długo. Przychodzi po kilku godzinach i znowuż woń wyraźnie ewoluuje. Drydown, jest najbardziej łagodną częścią kompozycji, aczkolwiek warto zauważyć, że owoż „łagodną” – odnosi się do jej wcześniejszych części, a nie ogólnego znacznie tego słowa. „Łagodność” – głównie za sprawą ambry i paczuli, skóry nie wyczuwam, natomiast dla mnie ten etap jest przede wszystkim koncertem mchu dębowego, który dominuje i jest bardzo ładny. Ciemny, wyraźny – jeśli chcecie się przekonać jak pachnie ten składnik perfum w dobrym wykonaniu, polecam do tego celu, właśnie zamknięcie „Reda”.
Bardzo trudno jest mi jednoznacznie ocenić ten zapach, nawet pomijając fakt, że to kompletnie nie moja bajka. Podobnie jak wcześniej opisywany „Georgio” tej marki, „Red” to doskonała jakość pod każdym względem, coś co jakoś tak dziwnie wchodzi w głowę i zapada w pamięć na długo, Łapałem się na tym, że przypominał mi się nawet kiedy na sobie miałem już inny zapach i to z taką intensywnością, że potrafił zagłuszyć ten „prawdziwy”! „Red” to także charakter, którego próżno szukać w większości współczesnych mainstreamowych produkcji, nastawionych na masowego odbiorcę. No i cena – po prostu śmieszna w kontekście tego wszystkiego, co już zostało napisane. To niewątpliwie mocne strony tych perfum. Problem jest tylko z samym aromatem, który jest… trudny w odbiorze. Nie „piękny”, nie „ładny” – nawet. Ma coś w sobie, nie da się przejść koło niego obojętnie, niemniej… jest raczej dla nielicznych.
Mimo wszystko jednak, za całą klasę tej wody – polecam wypróbować choć tester, warto poświęcić mu te klika(naście) godzin – moja rekomendacja dla wytrawnych niuchaczy.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 5
Trwałość: 6
Flakon: 3(+)

Umysł: bylica, bazylia, bergamotka, kminek.
Serce: goździk, jaśmin, geranium, jagody jałowca, róża, tymianek.
Baza: ambra, skóra, drzewo cedrowe, mech dębu, paczula.

Reklamy

4 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s