Szara Flanela. Szara.

Geoffrey Beene „Grey Flannel”, to perfuma z 1975 r. To proste zdanie powoduje kilka istotnych dla odbioru woni konsekwencji. Wiec (bo nie należy zaczynać zdania od „więc”) jest to zapach bardzo klasyczny. Oznacza to ni mniej ni więcej, że nie będzie trafiał we współczesne gusta olfaktoryczne – zaryzykuję i powiem, że – 99% odbiorców. Na tyle bowiem zmieniły się kanony piękna w tym co czujemy. Kolejna rzecz, nie jest to woń łatwa, ani nawet „ładna”. Ponieważ dzisiaj zupełnie inaczej obmyślamy,  tworzymy i odbieramy zapachy – łatwo nie zrozumieć Flaneli. Jest to wreszcie zapach generalnie kwiatowy, a taka grupa nie jest dziś przesadnie popularna wśród panów, którzy wybierają albo zapachy zdecydowanie męskie – drzewne i kadzidlane, albo świeże (cytrusowe), rzadziej (ale coraz częściej jednak, szczególnie ostatnio) – uniseks. Ten celuje w zupełnie inny rodzaj męskości – jednoznaczny i określony, ale przedstawiający odrębny typ spojrzenia na naszą płciowość. Spotkałem się nawet z określeniem, że Grey Flannel niczego nie musi udowadniać, że jest jaki jest. I coś w tym jest, choć pytanie o piękno, czy choć „ciekawość” woni pozostaje aktualne.

Otwarcie, mimo sporej ilości składników w spisie jest dosyć standardowe dla tego „typu” – mocne, lekko gryzące, ziołowe. Czuć przede wszystkim kwaskowatą cytrynę. Po pewnym czasie aromat się uspokaja i na główną salę wchodzi fiołek, którego serce wydaje się być królestwem niepodzielnym. Nie jest to jednak świeży fiołek, ale raczej taki przeleżały trochę we flakonie i nieszczególnie miły dla nosa. Ani róży tu nie czuję, ani irysa, na pewno szałwię, która często była kiedyś wykorzystywana w męskich kompozycjach sprzed lat, ale która niezbyt szczególnie pachnie – sama w sobie. Zejście  jest odrobinę spokojniejsze, choć nie ryzykowałbym stwierdzenia, że słodkie – dla mnie nie jest to słodycz, raczej taki lekko mdławy posmak bobu tonka i wetywerii. Warto zauważyć, że prawie przez cały czas trwania jest bardzo mocno mydlanie, nie da się przed tym uciec przy czym jest to inny rodzaj mydlin niż prezentuje dziś np. Prada czy Bvlgari w swoich współczesnych kompozycjach – woda jest mocno mętna, i czuć jakby nie jedna osoba umyła w niej wcześniej ręce. Nie jest to szczególnie pozytywne doznanie.
Wbrew temu, co pisze i mówi wielu, na mnie zapach jest raczej nietrwały (maksymalnie 4-5h) i projektuje subtelnie (delikatna mgiełka z bliska i nic więcej.) – to również nie zachęca. Jednak podstawowy zarzut jaki stawiam Grey Flannel – to potworna nuda, jaka wieje od tej wody. Nie ma tu ani grama, mililitra czegoś ciekawego, intrygującego, czy chociażby „ładnego” – od początku do końca, szarość i kwaskowo-mydlana nuda.
Nie podobają mi się te perfumy. Po prostu i nieodwołalnie. Mają tylko jeden pozytyw –są bardzo, niezwykle wprost – tanie (flakon również jest ciekawy). Ale cóż z tego? Skoro polecić ich po prostu nie mogę?

Kompozycja: 2
Moc: 2
Trwałość: 2
Flakon: 4

Umysł: cytryna, galbanum, neroli, bergamota, petit grain.
Serce: mimoza, irys, fiołek, narcyz, geranium, róża, szałwia.
Baza: migdały, bób tonka, drewno cedrowe, mech dębowy, wetyweria.

Reklamy

3 comments

  1. Zgadzam się, że takie użycie kwiatów w latach ’70 kiedy dominowały zupełnie inne aromaty mogło być czymś przełomowym. Natomiast poza samym przełomem jest jeszcze, a chyba przede wszystkim zapach, a ten jest bardzo nieciekawy. O butelce również wspomniałem, to najbardziej udana część perfum.

  2. Mogę się mylić, gdyż nie jestem znawcą w tym temacie, ale wydaje mi się, że Grey Flannel jak na lata siedemdziesiąte musiał być dość odważnym zapachem, gdyż nieco odbiegał od przyjętych wówczas męskich kanonów zapachowych. Dopiero od niedawna w męskich perfumach pojawiają się nuty kwiatowe, zarezerwowane do tej pory wyłącznie dla płci pięknej (chociażby Dior Homme z 2007 roku oparty na irysie). Tymczasem ja wyczuwam w Grey Flannelu głównie kwiaty i gdybym nie wiedział, że to męski zapach mógłbym go pomylić z kobiecym. Zgadzam się, że to zapach kwiatowo-mydlany, dość monotonny, może i nudny, poza tym nietrwały. Używam go po kąpieli bo do pracy chyba nie odważył bym się go użyć. Jedyne co mnie w nim urzekło, to butelka – prosta a przez to niesamowicie piękna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s