Ted Lapidus pour homme

lapidus 3Przyszło mi się potykać z kolejnym przedstawicielem mocarzy z lat ’80. Pisząc o takich zapachach już kilkukrotnie wcześniej, zawsze zwracam uwagę na kilka aspektów, które tym razem pominę, bo nudno się tak w koło powtarzać. Przejdę więc do samych perfum.
Oczywiście otwarcie, to pospolicie mówiąc smród – tak, wiem że to słowo jest „brzydkie” szczególnie w odniesieniu do perfum, ale wierzcie pachnie nieładnie po prostu. Mi aromat przypominał orzechy zanurzone w Ace, a wszystko popsikane aerozolem do zabijania much – a la późny PRL, wymieszane ze świeżym sikiem. Obrazowo, nie? Ale właśnie takie sympatycznie obrazki jawią mi się przed oczami kiedy wącham otwarcie Lapidusa. Z pewnością jednak robi „wrażenie”, a tak miało w tamtych czasach  być i koniec kropka. Ponieważ woda ma klasyczną konstrukcję, czyli płynnie przechodzi z nuty do nuty, oczywiście następuje zmiana w okolicach serca. A tu woń jest już znacznie bardziej znośna i przyswajalna, potrafi nawet zaciekawić, choć wciąż są w niej akordy dosyć drażniące nos, coś co zaburza mi odbiór tej części. Niemniej wyraźniej czuć tu zmiękczenie za sprawą miodu i kwiatów.  Zejście ponownie daje odczuć bardzo przemyślaną konstrukcję całości, bo zmienia się w nieco bardziej chropowate i ciemniejsze. Czuć jakby kadzidełko, odrobinę mchu i chyba paczule, wszystko w sosiku ambrowym. Nie jest złe i w zasadzie od środka można już spokojnie wąchać bez obawy o pojawienie się nieoczekiwanej reakcji alergicznej. Z drugiej strony z pewnością do pojęcia „piękna”, to mamy tu kawał drogi.
Jak to podsumować? Jak ująć? Trudny, specyficzny, dla mało kogo. Wyrazisty, charakterem lat ’80 i ich całą męską, zapachową specyfiką. Trzeba to lubić.
Ja nie jestem aż takim koneserem, żeby się nim zachwycać, podejrzewam, że 99% z was również, więc… trzymajcie się z daleka – dobrze radzę 😉

Kompozycja: 3
Moc: 5
Trwałość: 5
Butelka: 3

Umysł: bylica, ananas, jagody jałowca, bazylia, bergamotka, cytryna
Serce: sosna, miód, korzeń irysa, jaśmin, kmin, liść pomarańczy, konwalia, róża, brazylijskie drzewo różane
Baza: drewno sandałowe, tonka, ambra, paczula, piżmo, mech dębu, cedr, tabaka

Reklamy

13 comments

  1. Uwielbiam tego Lapidusa, fantastyczna miodowo-tytoniowo-paczulowa woń o niesamowitej trwałości. Chyba bardziej mi pasuje niż młodszy TLPHBE

  2. A mi sie ten zapach bardzo podoba.ma jaja. Mocne otwarcie leje jak z pięsci w pysk. I tak ma byc. Bo to typowy meski zapach. Dalej juz bardziej slodko, miodowo i kadzidlanie . Dla mnie jeden z lepszych zapachow, obok zielonego Polo, oraz Van Cleef PH. Ale kazdy na swoj gust

  3. Witam! Może jestem i odbiorcą specyficznym, bowiem uwielbiam takich mocarzy z lat 70tych i 80tych jak Giorgio for men Beverly Hills, Polo Green Ralph Lauren, Grey Flannel Geoffrey Beene, Paco Rabanne Pour Homme, czy Oscar de la Renta Pour Lui. Do moich ulubieńców lależy również Lapidus pour homme. Zapach łączący w sobie staroświecką klasykę i nowy
    styl. Połączenie bylicy(goryczy) i ananasa(słodyczy) to mistrzostwo świata.
    Miodowa baza, z drzewem cedrowym i sandałowym, oparta na pięknej ambrze, palce lizać. Trzeba pamiętać, że do tego zapachu trzeba dorosnąć,
    zrozumieć jego przesłanie i specyficzną, oraz oryginalną nutę. Teraz możecie kupić nową edycję zapachu Lapidus pour homme Black Extreme.
    Jeszcze mocniejszą i trwalszą wersję(zapach trzyma około 1 doby). Nowy Lapidus jest ciemniejszy od najciemniejszej nocy, tajemniczy i czarowny.
    Jeszcze słodszy, ale nieckliwy, męski do bólu i wszechwładny. W składzie super nowoczesny. Piękne fiołki, kwiat pomarańczy i urokliwy szafran, to główne składniki tej kompozycji, obok laudanum i wielkiej ilości fasoli tonka.
    Miłośnicy Hugo Bossa, CK i innej marketingowej tandety, niech trzymają się od Lapidusa na kilometr (a i tak go poczują!). A i jeszcze jedno, nie jestem dziadkiem( bowiem tak ocenicie zapachy wymienione na początku). Wszystkie one przeszły do historii perfumiarstwa, jako kompozycje, które wprowadziły do sztuki perfumeryjnej coś innowacyjnego (daremnie tam szukać produktów Bossa itd.) Wszystkie zapachy firmy Lapidus oceniam na 5, za ich oryginalność i trwałość, a przede wszystkim za to, że nie idą na łatwizne (nie są to zapachy, miłe, ładne i przyjemne). To dzieła sztuki dla odważnych indywidualistów!!!

    1. Oczywiście nowego Teda Lapidusa Extreme widziałem, ale nie miałem jeszcze okazji powąchać. Jak tylko się spotkamy nie omieszkam przetestować.

  4. Używam Ted’a L. PH do wycierania z kurzu w samochodzie(dodaję go do ciepłej wody w misce)… do tego nadaje się świetnie… 🙂 napewno nie do noszenia na sobie…

  5. Sądziłem, że to zapach w stylu Antaeusa, Kourosa lub Quorum. Gdybym nie znał Egoiste czy Opium pomyślałbym, że ktoś sobie „jaja robi”… Ja niestety czuję tylko jedną „nutę” – zapach pasty do zębów w połączeniu z aromatem gumy do żucia. I tak przez kilka godzin (płaski jak Body Kouros;)). Co prawda, jest to „powerhouse” pełną gębą (usłyszałem już, żeby tak bardzo nie przesadzać z tym zapachem), ale jakieś toto takie nijakie. Na marginesie – gdyby ktoś zastanawiał się jak pachnie Boucheron Jaipur EDP to wystarczy dodać do Lapidusa cynamon… et voila. Ale do tego akurat zapachu nie miałbym już uwag…

  6. Niestety to zapach raczej dla specyficznego odbiorcy, mi też nie podszedł. Czego, jak czego, ale trwałości mu jednak odmówić nie można. Tylko czy w przypadku takiego „śmierdziucha” to jest akurat zaletą?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s