Rochas i jego kawowe inspi – racje?

Rochas Man, to również jedno z moich rozliczeń z oczekiwaniami. Mocno przenoszonymi, bo spotkałem ten zapach już dość dawno, ale dopiero teraz miałem okazję przyjrzeć mu się bliżej. I kolejny raz wyobrażenia rozmijają się z rzeczywistością, choć może nie do końca?
Zapach był często porównywany do A*Mena. Zwracano uwagę na jego słodycz, na to że jest „garmound” podobnie jak tamten. Czy tak jest zaiste? Cóż, prawdą jest, że zapach jest słodki i dosyć smaczny – w taki sposób, jak smakuje sama kawa. Ale nie jest prawdą, że występuje podobieństwo do A*Mena. To dwie zupełnie różne bajki. Inny target, inny typ woni, inne przesłanie. O ile Rochas jest przede wszystkim wariacją na temat samej kawy, to A*Men jest zapachem o wiele bardziej złożonym, mimo że paradoksalnie wcale nie jakoś szczególnie. Gdyby uprzeć się przy porównaniach, to Mugler to wariacja paczulowo-karmelowa, raczej (już bardziej podobnym jest do Givenchy Very Irrestible).
…więc nie, nie są podobne.
Rochas jest zapachem trwałym, utrzymuje się na skórze kilka godzin, przy czym nie jest bardzo mocno wyczuwalny, intensywny, choć daje o sobie znać wyraźnie. Skrywa pewną nutę elegancji, mimo słodyczy można by go ubrać do garnituru, aczkolwiek nie jest to elegancja typowo „wyjściowa”. Równie dobrze, a nawet lepiej – da się nosić w dzień, myślę, że chłodniejsze dni jesienno-zimowe, to jego czas – również wieczory. Jest dość drogi i kwestią otwartą pozostaje czy warto wydać te pieniądze czy nie. Ja wybrałbym coś innego, ale z pewnością ma w sobie potencjał i potrafi zauroczyć.
Dlaczego więc mnie nie zachwycił? Po testach nadgarstkowo-blotterowym wydał mi się zapachem dosyć ostrym – płynnie przeszedł przez trzy fazy, zmieniając się i pokazując swoje oblicze. Były to trzy wersje kawy, od ostrej przyprawowej, przez mleczną na waniliowo-ambrowej, lekko drażniącej zakończywszy. I… nie porwało mnie to co poczułem, aczkolwiek było bardzo ładnym – samo w sobie, trzeba to uczciwie przyznać. Jednak to jak zapach pachnie na papierku, a czym raczy nas na „ciele” – to dwie różne sprawy. Jak bardzo różne, kolejny raz (bo to nie pierwszy zapach, który się w ten sposób zaprezentował) – dowiedziałem się po aplikacji „na siebie” i spędzeniu dnia tylko we dwoje. W momencie znikła ostrość i pazur, który wyczuwałem wcześniej. Woń była o wiele bardziej aromatyczna, delikatna i stonowana. Trudno mi było określić w jaki sposób się zmienia, pachniało dosyć jednolicie. Powtórka i kolejna przyniosły podobne odczucia. Moja skóra dość szybko pozbawiła Rochasa jego ostrego, blotterowego charakteru i sprowadziła do parteru. I nie było to nic, nad czym chciał bym się dłużej zatrzymać.
I na koniec – jak pachnie? Celowo zostawiłem odpowiedź na to pytanie na tę chwilę. W zasadzie po przeczytaniu tego, co już napisałem powinniście się domyślić – tak, jest to zapach kawy. Przede wszystkim. Oprócz tego mamy tu także ładną lawendę w otwarciu, kwiaty w sercu (słabo wyczuwalne przyznam) oraz ambrę i drzewa w zejściu. Jest poprawnie, przyjemnie i słodko. I nic więcej, przynajmniej jak dla mnie. Niestety szczególnej głębi w tych perfumach się nie doszukałem, ale być może za słabo szukałem? Spróbujcie sami, jeśli tylko macie chęć.
Aha, bardzo się podoba paniom, więc jeśli kierujecie się tym w wyborze zapachu, to z pewnością warto zwrócić uwagę na tę wodę.
Krótko mówiąc dobre perfumy, choć nie dla mnie.

Kompozycja: 4
Moc: 4(-)
Trwałość 4
Flakon: 4

Umysł: lawenda, bergamota.
Serce: konwalia, jaśmin, piżmo.
Baza: wanilia, drewno sandałowe, ambra, kawa.

Spot ciekawy, ale… chyba jednak nie do tego zapachu…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s