Czarne Słońce

Ten zapach „trochę” mnie zaskoczył.

Patrząc na flakon – czarny jak słońce, jego przekaz niewerbalny oraz nazwisko Salvador Dali spodziewałem się głębokiego, ciemnego, mocnego zapachu typowo na wieczór. Dodatkowo, to wrażenie potęgował skład poszczególnych nut – nieczęsto się zdarza (przynajmniej w tego typu woniach), żeby w otwarciu uderzało kadzidło z drzewem, a dalej wcale nie było lżej. Brzmiało to wszystko niezwykle zachęcająco, choć opinie na sieci sugerowały coś zupełnie innego…
I (nie)rzeczywiście Black Sun nie jest ani specjalnie ciężki, ani ciemny, ani nawet mocny. Owszem do świeżaków nie należy, ale nie wykracza poza pewien współczesny standard perfumy dla nowoczesnego faceta w zasadzie na każdą okazję. Pomimo mocnych akordów, to co dominuje w woni, na bazie czego reszta to „tylko dodatki” – to wanilia. Jeśli w tym momencie zapaliła wam się lampka bezpieczeństwa, a styki niebezpiecznie zagrzały to uspokajam – tak, jest to waniliowiec ale spokojnie – całkiem przyjemny i „nieprzegięty”. A skoro wiemy już czym ów Dali jest a czym niekoniecznie, można spojrzeć na niego już bez oczekiwań i obłędnych zapędów olfaktorycznych pomylonego nosa.

Otwiera się bardzo ładnie, kadzidła za grosz tu nie czuję za to bazylia ciekawa, choć nie tak udana i gryząca jak w Romie” LB. Dość szybko przechodzimy do serca, a tam tylko subtelne zmiany, dalej bardzo słodko i lekko chropowato. Nie umiem wyróżnić tu żadnych składników – na pewno nie wyczułem jodły ani żywicy –  jest po prostu „ładnie”. W zejściu wetiwer ale raczej niby niż naprawdę, bo głównie wanilia dosłodzona jeszcze bobem. Trwa to wszystko mniej więcej przez ok. 6-7 godzin, czyli zupełnie przyzwoicie.

Black Sun to niezły zapach. Jest pomysł, jest wykonanie, jest wszystko co powinno być, żeby zaistnieć i nie zejść zanim się rozbłyśnie. Zapach – mimo, że nowoczesny, to pokazuje odrobinkę charakteru. Mimo, że słodki, to nie nudzi się szybko i potrafi zauroczyć. Mimo, że (mocno) nieoryginalny – to nie sprawia wrażenia (no dobra – sprawia, ale bez przesady…), że wszystko to już gdzieś było (choć było).
Nie ma sensu porównywać go z mistrzami gatunku, to po prostu bardzo przyzwoity, słodziak choć o męskim charakterze, dla współczesnego, młodego gościa. Jest idealnie skrojony według garnituru aromatycznego jaki się dziś nosi – słodko, nienachalnie, nie za mocno, bezpiecznie. Na dodatkowy plus – bardzo ładny flakon i rewelacyjna cena.

Wy decydujecie.

Kompozycja: 4
Moc: 3(+)
Trwałość: 4(-)
Flakon: 4(+)

Umysł: bazylia, czarne kadzidło i cedr.
Serce: pelargonia, piżmo, żywica, jodła.
Baza: wanilia, bób tonka, wetiwer.

edit:
Po kilku krotnym użyciu… jest w tym zapachu coś, co nie daje o sobie zapomnieć. Nie doceniłem też zejścia, ciekawsze niż się z początku wydaje.
Ocena więc lekko w górę.

Reklamy

3 comments

  1. Code Armaniego przypomina mi jedynie zejście. To prawda, że zapach nie daje o sobie zapomnieć (3 razy się do niego przymierzałem aż w końcu dorwałem).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s