Avon x10. Test 1.0

Specjalnie dla was dokonałem zakupu 10 fiolek jednorazowych z męskimi edt Avon. Zestawienie było dosyć przypadkowe, chciałem mieć jak najszerszy przekrój przez to, co firma oferuje mężczyznom, oczywiście gama zapachów jest szersza, niemniej myślę, że taka ilość jest wystarczająco reprezentatywna. Wody po testach trafiają do jednej z trzech grup:

 – pierwsza – marny zapach, kiepska kompozycja, beznadziejna trwałość

– druga – dobry zapach, ale problemy z trwałością/projekcją, lub też przeciętny aromat, ale dobra trwałość/projekcja

– trzecia – udana kompozycja, dobry i ciekawy aromat, dobra lub co najmniej wystarczająca trwałość i projekcja.

Słowem rozwinięcia metodologii wyjaśnię wam także, co rozumiem poprzez określenia: trwałość i projekcja, bo odnoszę wrażenie, że każdy opisujący perfumy podchodzi do tej kwestii bardzo subiektywnie, co wprowadza nieco zamieszania. Otóż, trwałość to w moim rozumieniu czas, przez jaki zapach jest wyczuwalny dla mnie lub otoczenia z odległości co najmniej 10 cm. Dlaczego akurat 10 cm? Ponieważ zapach ma wymiar również użytkowy, dookreślenie odległości jest bardzo istotne, taką przyjąłem za w pełni wystarczającą aby uznać, że zapach jeszcze „emituje” się. Fakt, że czuję aromat szurając nosem po skórze nawet po 20 godzinach nie oznacza dla mnie, że zapach wciąż trwa. Projekcja to odległość z jakiej otoczenie wyczuwa woń. Najsilniejsze zapachy pozostawiają za sobą „ogon”, czyli po przejściu ciągnie się za nami jakby zapachowy szal, ale nadają się tylko na wieczorowe wyjścia, tam gdzie taka krzykliwość jest wskazana (np. klub, impreza); bardziej umiarkowane i codzienne wonie są wyczuwalne z bliska, odległości do ok. 50 cm, nadają się do pracy, na spotkanie, to tzw. casual. Są również wonie trzymające się z zasady blisko ciała, działają jako rodzaj wody odświeżającej i praktycznie są nieinwazyjne dla otoczenia. Avon to dwie ostatnie grupy, przy czym najczęściej raczej bliskoskórnie

A teraz już same perfumy.
True Force – Przyjemne połączenie szałwii i lawendy, ta pierwsza wyczuwalna jest prawie do końca, przy czym baza już dość blada. W kategoriach Avon zupełnie dobry zapach, nie rozpisuję się, bo można krótko podsumować i się nie pomylić. Trzecia grupa.

 Simple elements – Refreshing Rain – mięta, jałowiec i cedr? Trudno powiedzieć i wyczuć. Brak skojarzeń z deszczem, syntetycznie i prosto ale niezbyt ciekawie. Trwałość typowa dla Avonu 4 godzinki. Pierwsza grupa.

 

 

Essence – Jeden z niewielu, w którym spis nut jest dostępny. Może Avon nie wstydzi się tego zapachu? W sumie nie powinien, bo jest bardzo poprawnie. Wszystko co „na liście” można w essence poczuć. Otwarcie to niezbyt mocne yuzu i szałwia, bardzo lekkie, podobnie jak i cały zapach. Szybkie przejście do serca, a tam wyczuwalny kardamon i szałwia,  zejście to już niestety klasycznie u tej firmy – czyli trzeba się domyślać, że pachnie i co. Ale i tak jest nieźle. Trwałość mizeryjna. Druga grupa.

Umysł: yuzu, szałwia
Serce: kardamon, lawenda
Baza: nuty drzewne, ambra.

Simple Elements – Crisp Forest – Suchy, sosnowy las – to pierwsze skojarzenie. I ostatnie, bo właśnie taki jest Crisp Forest – to igły, szeleszczące pod nogami, to paproć kołysająca się pod drzewami, to odrobinka wetiweru na zejściu, to zielony, ciekawy aromat – w końcu. W mojej opinii jest to udana kompozycja, jedna z najlepszych Avonu, cierpi jednak na dwie podstawowe choroby „firmowe” – ulotność i nietrwałość, przez co zanim zdąży się w pełni rozwinąć już się kończy. Niestety, mimo to jednak zdecydowałem się umieścić go w trzeciej grupie, co by docenić kompozycję, bo jest naprawdę niezła. No i z całej testowanej przeze mnie kolekcji, jest to zdecydowanie najlepsza woda.
Nuty: sosna, bergamotka, cyprys, wetiwer, paczula, brzoza, paproć

Christian Lacroix – Noir – Zapach wydany w ładnej ciemnej butelce, z zachęcającą i wielce sugerującą nazwą no i firmowany nazwiskiem Lacroix, który ma na koncie kilka bardzo ciekawych kompozycji, choć może niekoniecznie dla Avonu. Spodziewałem się więc zapachu wieczorowego, mocnego i raczej ciemnego. Częściowo tak jest, tzn jest to raczej ociężała woń. Niestety bardzo nieciekawa i monotematyczna. Nie wiem jak z nutami, ale dla mnie jest to aromat przede wszystkim różany, w wersji mdłej i syntetycznej. Męczy, nuży, nie zmienia się. W dodatku niezbyt ciekawa trwałość. Poza nazwą nie ma w tym zapachu nic, nad czym warto by się dłużej zatrzymać –  mówiąc krótko – porażka. Pierwsza grupa.
Umysł – imbir, szafran, tonik, grejpfrut
Serce – kardamon, opuncja
Baza – cedr, wetiwer, irys

Signature – A tu mamy to do czynienia z próba wstrzelenia się Avonu w półkę przeznaczoną dla „nowoczesnego mężczyzny naszych czasów”, czyli z klasą , świeżo, drzewnie, bezpiecznie i na każdą okazję. Jest to chyba jedna z najbardziej obleganych kategorii zapachowych dla panów w ogóle (poza świeżarkami). Każdy duży dom coś proponuje w tym przedziale, często jest to kilka zapachów do wyboru. Mi Signature najbardziej przypomina takie wody jak Exceptionelle od Mont Blanca jednak co należy wyraźnie zaznaczyć, to jednak zupełnie inna półka. Czy Signature jest próbą udaną? Jak na standardy Avon – dosyć. Obiektywnie jednak jest raczej tak sobie, czyli można znaleźć wiele lepszych zapachów, w dodatku niekoniecznie droższych. Brakuje tu odrobiny choćby pomysłu w konstrukcji pachnidła, jest do bólu prosto, przewidywalnie. Mamy więc świeże, słodkie otwarcie, które szybko przechodzi do serca, delikatnie bardziej gryzącego i tak to mniej więcej trwa przez 4 godziny, bo jak w większości Avonów, baza jest tylko na papierze. Jaka paczula? Jakie drewna? Ja się pytam gdzie? Duga grupa.
Umysł: grejpfrut, zielone jabłko
Serce: imbir, bambus
Baza: cedr, drewno teakowe, paczula

 Herve Leger – I znowu zapach sygnowany inną marką w ramach Avon. Wedle opisów miały to by być perfumy drzewne, zmysłowe, dla nowoczesnego mężczyzny. Czyli segment docelowy podobnie jak w poprzedniej produkcji. A jak jest? Miałko i nijako. Kompletnie mi ta woń nie pasuje, brak jej wyrazistości, jakiegoś charakteru, w dodatku trwałość jest fatalna. Z wymienionych w nutach składników czuję może odrobinę drzew i chyba tyle. Nic szczególnego, z bólem serca i szczękościskiem – pierwsza grupa.
Umysł: grejpfrut, śródziemnomorski yuzu, imbir,
Serce: cedr, drzewo sandałowe, wetiwer,
Baza: paczula, sycylijska ambra i piżmo

Christian Lacroix – Absynthe – zapach „potarty” z katalogu pachniał bardzo ciekawie, zapach na ciele pachniał bardzo nieciekawie. Choć nie ukrywam, że z pewnością to dosyć złożona kompozycja, to jednak klimaty bagienno-molowe, nieszczególnie mi podchodzą. Nie ukrywam również, że to kwestia mocno subiektywna, bo zapach może się podobać, mi najbardziej przypominał Zino od Davidofa w wersji „light”. Trzymał się dość długo na ciele, ale nie sprawił przyjemności, wprost przeciwnie. Druga grupa.

umysł: bazylia, czarny pieprz, petitgrain, limonka
serce: figa, paczula, kardamon, irys, mirt
baza: wetiwer, ambra, jęczmień, piołun, labdanum


Windscape
– zapach zszedł ze mnie po 2 godzinach. W zasadzie można by na tym zakończyć, ale przez obowiązek dodam jeszcze, że to syntetyczne badziedełko w standardowym avonowym wykonaniu. Szkoda słów – pierwsza grupa.

 

Just Play – syntetyczny, świeżak. Monotonny i nieciekawy o marnej trwałości. Kopia współczesnych, świeżych zapachów, dużych marek. Szkoda czasu i literek. Pierwsza grupa

 

 

Kończąc ten mini test, podsumować można krótko. Męskie zapachy Avon są w przeważającej większości po prostu marne – nietrwałe, fatalne kompozycyjnie, syntetyczne, wtórne i nudne. Zdarzają się aromaty lepsze i gorsze, ale zazwyczaj nie dorównują one do poziomu reprezentowanego przez chociażby przeciętne perfumy mainstreamowe. Wyjątki przytrafiają się, ale dokładnie w takich ilościach, aby potwierdzić szarą regułę. W testowanej przeze mnie grupie na wyróżnienie zasługuje jedynie „Crisp Forest”, to dobra kompozycja i niestety marna trwałość. Pewnym zaskoczeniem jest również „True Force”, z przyjemnym szałwiowo-lawendowym motywem przewodnim, to w sumie dwie najciekawsze wody, jakie znalazłem w tej ofercie Avon. Niemniej gdybym miał coś wam „polecić”, to z czystym sumieniem… nie poleciłbym nic – przynajmniej z tego zbioru. Dobrą wodą, ale nieujętą w niniejszym zestawieniu jest „Always”,  testowałem ją wcześniej więc możecie sięgnąć do recenzji, niestety w wypadku „Zawsze” odrobinę szwankuje projekcja – jak to Avon, zawsze coś…

Czy warto używać męskich perfum Avon? W mojej opinii nie warto. Co prawda są tanie, ale w niewiele większych pieniążkach możemy nabyć naprawdę dobre kompozycje, znacznie ciekawsze i o klasę przewyższające omawiane tutaj. Choć „na upartego”, i tutaj znajdziecie coś ciekawszego.

Dodam jeszcze, że większość perfum testowałem w trakcie upałów, kiedy skóra była mocno natłuszczona i część z nich zrobiła z tego użytek, utrzymując się znacznie dłużej niż zwykle, w trakcie bardziej umiarkowanej temperatury. Należy to poczytać na plus.

Pierwsza Grupa Druga Grupa Trzecia Grupa
Refreshing Rain Essence True Force
Noir Signature Crisp Forest
Herve Leger Absynthe
Windscape
Just Play
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s