Wędrujący Kwazar

Jednym z pierwszych ciekawych zapachów, z którymi się zetknąłem był Quasar – Jesus del Pozo. Soczyście świeżo-owocowy, słodki i trwały wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie. Później dowiedziałem się, że istnieje inna wersja tych perfum z dopiskiem „Adventure” w nazwie, jednak przez długi czas nie była ona dla mnie osiągalna. Od tego spotkania minęły już prawie trzy lata i wreszcie niedawno udało mi się wejść w posiadanie oryginalnego testera, wspomnianej właśnie wariacji.

Różnice są istotne, mimo że to wciąż stary, dobry Quasar – tak, istotne. Przede wszystkim zmianie uległ główny temat zapachu. Podstawowa wersja była „owocowym sadem”, Adventure jest co prawda równie słodki, ale jakby bardziej „poważny”. Otwarcie w klimacie nieco tropikalnym, to bardzo intrygujące połączenie yuzu (niezbyt kwaśnego) z kumquatem (specyficzny) szybko przechodzi w serce, gdzie przede wszystkim czujemy szałwię i lawendę,  i to właśnie one są głównymi bohaterami kompozycji. Oczywiście, również imbir i pelargonia przebłyskują, ale tworzą raczej tło – mieszają się z całością. Pachnie bardzo ładnie, aromatycznie i męsko. Zejście w niewielkim stopniu zmienia klimat, obiecanej figi nie czuję, natomiast cedr i piżmo jak najbardziej. Podsumowując kompozycję -jest wyważona, dopasowana, po prostu bardzo dobra.

Woda jest trwała, co najmniej tak samo jak poprzednia wersja. Czułem ja na sobie przez cały dzień, projekcja również nie zawodzi – stanowi doskonałe wyśrodkowanie pomiędzy wyczuwalnością, a bliskoskórnością. Innymi słowy zapach jest wyraźnie obecny na skórze i wyczuwalny również przez otoczenie, ale nie zostawia ogona – typowy casual. Taki sam flakon w obu wodach – różniący się tylko kolorem cieczy (Quasar – niebieski, Adventure – zielony) – podkreśla „pochodzenie”. Perfumy dość trudno już dostać, nie są osiągalne w głównym nurcie sprzedaży, również w internecie nie jest łatwo znaleźć Adventure, ale z pewnością warto go kupić, bo to na prawdę dobry aromat i nie mam co do tego wątpliwości. Wymyka się także kategoryzacji, bo dziś już zwyczajnie nie robi się takich zapachów. Równocześnie to dobry przykład na słodkie ale męskie spojrzenie na aromaty z połowy lat ’90 – jakże różne od dzisiejszych świeżo-chemicznych, massmarketowych „śmierdziuchów”. Polecam powąchać, jeśli tylko będziecie mieli okazję.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4
Trwałość: 5
Flakon: 4(-)

Umysł: yuzu, kumquat,
Serce: lawenda, szałwia, pelargonia, imbir
Baza: listek figowy, drzewo cedrowe, mech dębu, piżmo,

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s