Le Faune

Wszystkie dotychczasowe spotkania z Lalique były dla mnie czymś wyjątkowym. Na cztery perfumy, które miałem okazję powąchać dwa okazały się genialne, a dwa co najmniej bardzo dobre. Nie będę rozwijał tego wątku, bo wkrótce przeczytacie pełne recenzje Encre Noire i White (później pewnie inne), niemniej moje oczekiwania co do Fauna były – w związku tym – spore.
I od razu powiem, że zawiódł. Na całej linii. W sposób, który trudno mi zrozumieć, bo zupełnie niewytłumaczalnym dla mnie jest, jak firma wypuszczająca niezwykle udane i oryginalne męskie kompozycje, mogła stworzyć tak wtórnego gniota? Pytanie pozostanie zapewne bez odpowiedzi, ale skoro znacie już moja opinię na temat Fauna, to możecie na spokojnie przeczytać resztę recenzji.

Le Faune dotarł do mnie w postaci miniaturki (5 ml) wody perfumowanej (EDP). Sugerowało to więc, co najmniej dobrą trwałość. Nic bardziej mylnego – dawno nie spotkałem tak ulotnej wody. Od momentu skropienia wyczuwałem ją dokładnie 3 godziny! Powtarzałem testy kilkukrotnie, za każdym razem z podobnym wynikiem – zawsze oscylującym w granicach 3-4 godzin.
Sam zapach jest po prostu ładny ale równocześnie bardzo zwyczajny, nie ma w nim absolutnie nic co przyciągnęło by uwagę na dłużej. I nic mnie w nim nie zaintrygowało – idealny massmarket – przeciwieństwo tego wszystkiego czym są pozostałe kompozycje od Lalique, który jest zresztą moją ulubiona marką. Wąchałem podobne rzeczy wiele razy, niekoniecznie w przywoływanym przez niektórych, jako wzór z którego zżyna FauneAllure Chanela (tego zarzutu nie podnoszę), ale także w innych zapachach. Jest wtórnie i nijako. Pomimo dużej ilości składników, bardzo trudno przychodzi mi wyróżnić w tym aromacie jakieś konkretne elementy czy nawet akordy. Od początku jest słodko i nieco ciężkawo, choć nie natarczywie. Woń trzyma się blisko skóry, jakby nie mogła się od niej oderwać, może to kwestia tego iż to EDP (przeładowanie składnikami?), ale z drugiej strony brak w Faunie jakiejkolwiek głębi, rozwoju – o projekcji i trwałości już nawet nie wspominając – każe raczej odrzucić tę hipotezę.

Zagadką pozostaje także nazwa „Faun”? Że zacytuję: „Zapach zainspirowany postacią fauna, z uwielbianej przez Rene Lalique’a greckiej mitologii. Faun jest mityczną istotą ze starożytnych czasów, która zabawiała bogów na Olimpie, i… kusiła ludzi. Uwodzicielski, półczłowiek, półkozioł… Pan wszystkiego co zmysłowe, kuszące i zakazane… Zapach dla mężczyzn eleganckich, uwodzicielskich, kochających silne wrażenia i życie wraz ze wszystkimi jego urokami.” O, bogowie! Brzmi jak mało udany żart, jeśli odniesiemy ten opis do aromatu zamkniętego w błękitnej butelce, a może… ktoś się jednak pomylił? Albo koncept dowcipu Fauna realizuje się w owej mierności perfum – właśnie? Byłoby to doprawdy diabelnie wysublimowane!
Wybaczcie ironię.

Zastanawiam się czy wersja EDT  różni się czymś jednak od opisywanej? Zapewne w kwestii zapachu, co jest przecież najistotniejsze – niewiele. Być może inaczej kształtują się pozostałe, wspomniane powyżej kwestie. Często się zdarza, że wersje EDP (różnie nazywane – Intense, Extreme, czy jak tu właśnie – eau de perfum) znacznie odbiegają od swoich odpowiedników w postaci wód toaletowych i niejednokrotnie na niekorzyść, niemniej szczerze mówiąc nie bardzo mam ochotę na sięganie po drugi rodzaj tej mizernej konstrukcji olfaktorycznej. Nie tym razem, nie od Lalique i nie po takich „doznaniach wstępnych”.

Jest jeden pozytyw – piękny, niczym małe dzieło sztuki, podobnie jak we wszystkich innych produktach tej marki – flakon. Nieco smętna okoliczność, bo i po cóż? Tego jak pachnie Faun nie da się zamaskować, a pozostawia jeszcze więcej gorzkiego posmaku, po koncertowo zmarnowanym koncepcie, którego choć zarysy bardzo chciałbym dostrzec (jakoś trudno pomyśleć, że Lalique mógł chcieć zrobić coś dla… wszystkich?! Ale przecież mógł).

Le Faune to wypadek przy pracy. Zdecydowanie.
Paradoksalnie ma znacznie większe szanse spodobać się masowemu odbiorcy niż urzekający ale i niszowy Encre Noire czy niepokojący ale zapewne „apteczny” White. I jest to niestety szara rzeczywistość nieco „szarych” ludzi.

Kompozycja: 3(-)
Moc: 2(+)
Trwałość: 2
Flakon: 5

Nuty:
Umysł: kolendra, jałowiec, lawenda, mandarynka, bergamotka
Serce: pieprz, anyż, geranium,
Baza: drzewo sandałowe, cedr, ambra, piżmo, wanilia, paczula, mech dębu,

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s