Kenneth Cole Black

Wraz z pełną butlą innego Black-a dotarła do mnie także estetycznie opakowana próbeczka perfum nad którymi aktualnie się rozpisuję. Słowo „czarny” w nazwie zobowiązuje. Pytanie do czego? Sądząc po obecnym marketingu perfum mainstreamowych, jest to tylko i wyłącznie dookreślnik, za którym nie kryje się w zasadzie żadna treść. Zapach „ciemny”, to aromat ciężki, głęboki, wieczorowy z przewagą „ciemnych” akordów, tworzących specyficzną aurę. Niewiele jest obecnie autentycznie takich woni. Większość dzisiejszych „kodów” „bleków” itd. poza marketingowym bełkotem nie ma nic wspólnego z rzeczywistością „dark”. Ale zaraz zaraz, czemu ja właściwie o tym piszę? Może dlatego, że pan Kenneth Cole również stara się nam przedstawić swoją wersję „czarnego” zapachu dla mężczyzn?  Czy mu się to udaje? Cóż, gdyby o czerni decydowały użyte składniki, to zdecydowanie tak. Jeśli jednak skupimy się na samym zapachu, to… już niekoniecznie. Choć przyznać należy, że przynajmniej uczciwie próbuje. Dodam jeszcze na marginesach rzeczy, że to drugi zapach od Kenneth Cole, który testuję, wcześniej spotkaliśmy się z R.S.V.P.
Ale do rzeczy.

Pierwsze spotkanie z próbką autentycznie mnie odrzuciło. Rozgrzany słońcem,  psiknąłem na nadgarstek, a to co doleciało do nosa przypominało słodkie, psujące się owoce leżące na słońcu we własnym sosie… W dodatku po dwóch godzinach nie było po nim już śladu. Wróciłem do zapachu w wolny weekend, mogąc mu poświęcić należytą uwagę i pełne dwa dni noszenia. A otóż i wnioski.
Kenneth Cole Black nie znosi upału. Do tego stopnia, że jeśli się spotka z potem i wysoką temperaturą znika ze skóry w ciągu 4, maksymalnie 5 godzin. To wniosek po drugim dniu noszenia i po owym nieszczęsnym pierwszym naszym spotkaniu. Ale wczoraj było bardzo przyjemnie, ciepło a równocześnie z wiaterkiem. W takich warunkach sprawdził się zupełnie dobrze i jakkolwiek należy zaznaczyć, że są to perfumy ewidentnie na chłodne dni, to więcej mogę o nich powiedzieć rzeczy pozytywnych.

W otwarciu prym wiedzie mandarynka w miksie z imbirem, i dodatkiem mięty. Jest dosyć specyficzne, lekko świdrujące. Nie jest cytrusowe, ale dzięki mięcie również świeże, przy czym nie jest to typ letniej, orzeźwiającej świeżości – zanika również bardzo szybko. To dobre otwarcie i chyba najbardziej ciemny moment całej kompozycji.
Serce stanowi najdłużej pachnąca część całości. Nie wyczuwam w nim żadnego kadzidła, a na mojej skórze dominuje kwiat lotosu z wyczuwalną gałką i może cedrem. Przez co cały zapach odbieram jako wyraźnie kwiatowy (?). Ciekawa rzecz, bo nie wiedziałem wcześniej jak pachnie ten kwiat, a jest on zdecydowanie dominujący w tej części woni. Określiłbym go kolorem żółto-białym, jest dosyć intensywny i ładny. Będąc przy środkowej części kompozycji podzielę się jeszcze jednym wrażeniem, które od czasu do czasu trochę poniewierało mój nos. Miejscami dolatywał do mnie bardzo syntetyczny i nieco metaliczny posmak, rodzaj czegoś chemicznego. Nie było to pozytywne doznanie. Niemniej pomijając to, uważam że serce jest całkiem ładne, jak zaznaczyłem – zdecydowanie kwiatowe.
Zejście, czyli baza oferuje niestety bardzo niewiele. To klasyczny drydown piżmowo-ambrowy, z dodatkiem bardzo bladego i dogorywającego we flakonie fiołka (w tle). Strasznie nudne, odrobinę mydlane i prawie niewyczuwalne (i dalej mimo wszystko kwiatkowo). Ciekawe, że damska wersja tego zapachu, ponoć na fiołku się opiera i to bardzo niezwykłym, jakoby „cmentarnym”, więc dlaczego tutaj tak „spaszczono” ten patent? Gdyby zakończenie  nie było tak kiepskie, to wystawiłbym wyższą notę za kompozycję myślę, że wtedy byłaby to solidna czwórka. Jednak nic z tego.

Flakon taki sobie, ani ładny ani nie – ogólnie mało ciekawy. Szkoda, że męski różni się od damskiego, bo tamten jest znacznie mocniej intrygujący i w swojej formie nawiązuje do buteleczek, w których wydawane są niektóre perfumy niszowe.

Podsumowując:  Black miał potencjał na to, by być dobrym zapachem.
Jest przeciętny. Marna baza, odrobinę za dużo syntetyków. W sumie nieszczególna trwałość i słaba projekcja.
Z drugiej strony przyjemne otwarcie i dominujący kwiat lotosu w sercu.
Raczej nie polecam.

Kompozycja: 3
Moc: 3(-)
Trwałość: 3(-)
Flakon: 3(-)

Umysł: imbir, mandarynka, bazylia, mięta,
Serce: kadzidło, gałka muszkatołowa, drewno cedrowe, kwiat lotosu,
Baza: ambra, piżmo, liście fiołkowe,

Ktoś próbował zrobić spot dla zapachów z linii, wyszło amatorsko, ale może oddaje klimat..?

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s