(Nie)całkowicie biały.

Wbrew pozorom najtrudniej zmierzyć się z zapachami wyjątkowymi. Tymi, które czarują swoją głębią, wyjątkowością – są wielowymiarowe i intrygujące. Wydaje się, że słowa same powinny płynąć po papierze tymczasem… wcale nie jest to takie proste. Z pewnością Lalique White należy do tej grupy perfum, to piękny i niesamowity zapach.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to rzecz charakterystyczna dla tej marki w ogóle, czyli autentycznie ładny flakon. „Ładny”, to raczej eufemizm w tym wypadku, bo buteleczka jest po prostu piękna. Nie ma sensu jej opisywać, bo widzicie na zdjęciach, niemniej robi doskonałe wrażenie, mocne poczucie że obcujemy z perfumami, czymś luksusowym. Tak, ilekroć trzymam je w ręce, za każdym razem odczucia są niezwykle pozytywne.

Sam zapach… zachwyca. Przynajmniej mnie. A poważniej, może zamiast opisu nut wizja, która z nieodpartą siłą objawia mi się, ilekroć używam białego.
…duża, czysta sala w szpitalu. W środku łóżko, świeżo pościelone, z białym prześcieradłem, dobrze wykrochmalonym i wyprasowanym, równo ułożonym. Poczucie bezpieczeństwa i ciepła, powracające wspomnienia  dzieciństwa…
Taki obraz przyszedł mi do głowy kiedy pierwszy raz powąchałem White na blotterze w perfumerii i do tej pory towarzyszy mi on, za każdym razem z każdym pierwszym psiknięciem. Być może wasze skojarzenia nie będą aż tak pozytywne, ale wierzcie (lub nie), że otwarcie Lalique’a jest znakomite. Bardziej przyziemnie – czuć odrobinę cytrynę, ale gdzieś w tle, a więcej tego co „oprócz”, bardzo niecodzienne. Jest bardzo świeżo, ale właśnie w taki nieco „szpitalny” sposób, to zupełnie co innego niż to, co proponuje większość popularnych świeżaków. Mimo, że zapach jest świeży, to wbrew pozorom nie jest taki lekki jak by się zdawało. Środek woni przynosi muszkat i kardamon oraz wyraźny i delikatnie świdrujący pieprz (biały – fiołka nie wyczuwam). O ile w otwarciu wrażenia kierowały się w stronę szpitala, to w sercu na „upartego” można by się pokusić o skojarzenie z apteką. I znowu – całkowicie pozytywne. Baza nie wnosi wiele w kwestii ewolucji, natomiast lekko rozmiękcza całość i ciągnie ją gdzieś w okolice 6-7 godziny (choć przebłyski zapachu potrafią się snuć jeszcze dłużej).

Zaskakujące jest bardzo różne podejście do kwestii aromatu na cieplejsze dni w wykonaniu White, szczególnie w stosunku do popularnych „świeżaków”. To co przynosi jego konstrukcja jest po prostu inne. Niecytrusowe, niesłodkie – aromat, jest miejscami wręcz gorzkawy – i wcale nie lekkie. A mimo to składa się na piękną, spójną, subtelną (mimo wszystko) i wciągającą całość. Nazwa jest nieco przewrotna, bo rzeczywiście mamy do czynienia z bielą, ze światłem ale… światło potrafi także oślepić.

Trwałość jest dobra, szczególnie biorąc pod uwagę grupę zapachową do której się zalicza, również projekcja nie zawodzi, aczkolwiek oczywiście raczej blisko ciała, co nie powinno dziwić. Nosząc go w upale doszedłem do wniosku, że jednak lepiej sprawdza się w odrobinę lżejsze temperaturowo dni, więc polecam szczególnie wiosną, późnym latem (lub wczesną, ciepłą jesienią) – wtedy idealnie harmonizuje z nosicielem i otoczeniem.

White to jeden z dwóch Lalique’ów, które mnie autentycznie zachwyciły. To piękny, męski, złożony zapach na cieplejsze dni. Jest dopełnieniem i odwrotnością Encre Noire (o którym przeczytacie wkrótce). Jednak zaznaczam, że nie jest łatwy w odbiorze – myślę że w swoim koncepcie zahacza o niszowość. To zdecydowana zaleta, choć niekoniecznie dla wszystkich.

Zakończę cytatem z wikipedii, który myślę dobrze oddaje treść bieli zawartej w White:
Tak więc można powiedzieć, że biel jest w pewnym sensie pozorna. Co prawda wszelkie zjawiska barwne są wrażeniami subiektywnymi, bo powstającymi w ludzkiej psychice, jednak szczególnie wyraźnie ten subiektywizm występuje w przypadku odczuwania bieli oraz odcieni zbliżonych do szarości. Każdy człowiek widzi biały kolor, ale każdy trochę inaczej„.
Serdecznie polecam, przynajmniej spróbować.

Kompozycja: 5(+)
Moc: 4(-)
Trwałość: 4
Flakon: 5

Umysł: tamaryndowiec, liście cytryny, bergamota, żywica elemi.
Serce: gałka muszkatołowa, biały pieprz, fiołek, kardamon.
Baza: ambra, piżmo, drewno cedrowe.

PS. Oczywiście chyba nie muszę dodawać, że flakon White’a stoi na mojej półce?
PS2 Nie potwierdzam, jakoby w swojej bazie zapach był mydlany – nie jest.
Idąc za sugestią koleżanki Sabbath dodam, że oczywiście jak prawie wszystko subiektywne w perfumach, na czyjejś skórze może się okazać lekko mydlany. Choć na mnie taki nie jest w najmniejszym wymiarze.

Advertisements

4 comments

  1. No dobra, to w punktach, bo mam natłok myśli po przeczytaniu Twoje recenzji.
    Po pierwsze niekoniecznie jest tak, ze trudno jest pisać o zapachach wyjątkowych. czasem taki zapach porywa i słowa leją się człowiekowi przez ręce jak woda z rozwalonego hydrantu. Ale czasem rzeczywiście się człek zakleszczy w tym zachwycie i obchodzi zapach sto razy nie mogąc znaleźć słów wystarczająco pięknych, by go opisać.
    Po drugie rzeczywiście zadziwiające jest, jak schematycznie traktują ludzie zapach na letnie dni. Wodny, świeży, cytrusowy. Wszystkie odstępstwa są dziwne.:)
    Po trzecie uwielbiam zapach elemi, a tu on tak wychodzi, że klękajcie narody.
    Po czwarte wreszcie, kwestia mydlenia się perfum na skórze jest indywidualna. I ja wierzę, że na kimś mogą się wymydlić, szczególnie z tym nieszczęsnym kardamonem, białym pieprzem i piżmem w składzie.
    I po piąte jeszcze – fajna recenzja. Jak widzisz – poniosła mnie.:)

    1. 1. Pełna zgoda, mnie White zaintrygował na tyle i w tak niejednoznaczny sposób, że właśnie nie bardzo wiedziałem jak go ugryźć w opisie, mimo że słów było wiele i cisnęły się, oj cisnęły. Ale nie popaść w banalne powtarzanie, że piękny i och ach, nie strywializować piękna – ot i sztuka:)
      2. Niestety. Spotkałem się w wypadku tej wody z uwagami, że śmierdzi apteką itd Ale również w „łatwiejszych” zapachach, ale nie tak wymagających określenia typu „kibelek” – delikatnie mówiąc – się zdarzały.
      3. A mi się podoba, żywice mają w ogóle coś takiego „zagęszczającego” w sobie 😉
      4. Masz zupełną rację, choć niektóre perfumy są ewidentnie mydlane prawie od początku (np Infusion, pewnie wymienisz mnóstwo z niszy), inne tylko trochę (często jakoś w tle) lub nie od początku mają taki posmak (Twice, nawet Black Cavalliego). Ale fakt, że to bardzo indywidualna sprawa zależna od skóry. Niemniej w uwadze na końcu chodziło mi o podkreślenie faktu, że Biały nie jest mydlany z zasady czy konstrukcji. Oczywiście może wyjść na kimś mydlinkami (szczególnie w bazie). Akurat powiem ci, że kardamon i pieprz na mnie są zdecydowanie selektywne, a mydło wychodzi bardziej z kontekstu całości.
      5. Dziękuję bardzo, miło mi że się spodobała 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s