Antidotum

antidote-viktor-rolfrevealVictor&Rolf Antidote, to pierwszy zapach z pośród dużej grupy przybyłych do mnie niedawno testerów. Pierwszy po który sięgnąłem, nie ukrywam z premedytacją. To jedne z tych perfum, które co jakiś czas przewijają się w naszych forumowych dysputach, choć przyznam, że nie tyle w kontekście porównań, co raczej czegoś zupełnie odrębnego. Być może właśnie to zdecydowało, że postanowiłem mu się przyjrzeć bliżej w „pierwszej kolejności”?

Nie miałem wyobrażeń, nie było też i oczekiwań. Może poza jednym – spodziewałem się dobrego zapachu i w tym aspekcie nie mogę czuć się zawiedziony. Antidote, to kawał dobrych perfum, choć dosyć specyficznych. Już sam spis nut wystarczyłby do obdzielenia ze trzech przeciętnych produktów. Podobne bogactwo spotkałem chyba tylko w deklaracji Cartiera. I podobnie jak i wtedy – mam problem z wyróżnieniem poszczególnych składników. W wypadku Antidote wyraźnym staje się podział na trzy części, które mój nos wyczuwa dosyć miarowo, aczkolwiek z małym wyjątkiem na końcu, o czym później.

Zapach otwiera się ciekawie, czuję odrobinkę cytrusów ale okraszonych bardzo specyficznym akcentem, który jeśli nie dominuje, to jest co najmniej równorzędny i zapewne jest to kardamon. Pierwsze wrażenie jest ciekawe, choć chyba niczym nie zaskakuje. Po pewnym czasie woń przechodzi do swojej drugiej części, która ma chyba najwięcej wspólnego z nazwą zapachu. Serce przypomina mi klimat apteki, o ile jednak np. w przypadku White była to taka apteczna (czy też szpitalna) świeżość specyfików właśnie produkowanych w jej zakamarkach, to antidotum jest znacznie bardziej „dymne”. Jakbyśmy weszli do starego, przykurzonego pomieszczenia w którym zalegają dawno nieużywane preparaty. W powietrzu unoszą się opary suszonych ziół, a podłoga skrzypi przy każdym kroku… Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba. Podoba. Bo toć i ciekawie i jakoś tak inaczej. Finał to triumf indyjskiego kadzidła nad całością. Zapewne to efekt wymieszania drzew z kadzidłem właśnie – nie mogłem się oprzeć wrażeniu zapalenia kadzidełka o zapachu drzewa sandałowego. Przyjemnie, nienatarczywie ale dominująco. Zejście jest długotrwałe, przykleja się do skóry i sączy bardzo powoli. Zaskoczyło mnie jednak co innego, kiedy bowiem wydawało się, że kompozycja w zasadzie wyczerpała swoje spektrum – pojawił się (co prawda już bardzo słaby ale jednak) aromat, który bardzo mocno przypomina mi L’Instanta od Gurleina. Nie wiem czemu, być może na sam koniec moja skóra wydobyła z całości coś jeszcze, może to mech, może co innego, nie umiem powiedzieć, ale był to niewątpliwie miły akcent.

Perfumy mają dobrą trwałość, na mojej skórze są wyczuwalne spokojnie przez 6-7 godzin, a  nawet jeszcze dłużej. Projekcja jest umiarkowana – brak ogona, ale powodów do narzekań na jej enigmatyczność również nie znajdziecie. Zapach jest dojrzały, męski w sensie klimatu i roztacza wokół noszącego specyficznie intrygującą aurę, może nie tyle nawet piękna co… hm… pewnej „inności”.

Wielkim minusem jest cena. Wybaczcie, ale prawie dwieście złotych za 75 ml cieczy to zdecydowanie za dużo, o większych pojemnościach nawet nie wspominam. Dla mnie to całkowicie dyskwalifikujące, próg aberracji daleko przekroczony.

Podsumowując Antidote to dobry zapach, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Ma ciekawą, dosyć bogatą kompozycję. Interesująco się rozwija i intryguje. A jednak – czegoś mi w nim brak. Jest zbyt spokojny, snuje się powoli i nie przyspiesza kroku ani na chwilę. Chyba nie w takt nam, ale nic to, bo jak nadmieniłem już dwukrotnie – jest dobry, pomimo naszych rozbieżnych charakterów.

Jeśli życie lub zdolności osobiste pozwoliły wam na nieliczenie się  z pieniędzmi – warto spróbować.

PS. Na uwagę zasługuje zarówno flakon jak i forma w jakiej perfumy są reklamowane. Bardzo dobre i spójne ujęcie, plastyczne i piękne.

PS2. Dziękuję koledze Daljit, dzięki którego bezinteresownemu wsparciu w postaci próbek mogła powstać ta jak i kolejnych kilka(naście) przyszłych recenzji!

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(-)
Trwałość: 4(+)
Flakon: 4(+)

Umysł: mandarynka, mięta, bergamotka, grejpfrut, kardamon,
Serce: cynamon, muszkat, kwiat pomarańczy, geranium, fiołek, frezja, jaśmin, lawenda,
Baza: paczula, skóra, wanilia, ambra, tonka, gwajak, cedr, sandałowiec, kadzidło, mech, irys

Spot to połączenie archetypowości perfum jako takich wraz z przesłaniem tego konkretnego zapachu. Jest doskonały.

Reklamy

2 comments

  1. Na naszym forum Antidote albo jest kopane albo jego obecność jest niezauważana. A tu tak pozytywnie. Oczywiście pojawiła się łyżka dziegciu w podsumowaniu (już myślałem, że będziesz pierwszą osobą która zamknie całość wielkim, no, może dużym, plusem – w sumie Twój ranking to więcej niż 4 :)).
    Na mnie A. robił największe wrażenie podczas testów. „Dziwak” – tak zawsze o nim myślałem, wychodząc z S. z V&R na nadgarstku.
    Kupiłem 🙂 (na bezcłówce zapłaciłem ok. 100PLN za 125ml. – w PL cena jest…surrealistyczna), ładnie się układa na mnie w połączeniu z balsamem z tej samej linii. Jednak to „dziwactwo”, gdy już posiadam flakon, gdzieś się ulotniło.
    Pozdrawiam,

    1. Widać, zapach zyskuje przy bliższym poznaniu, to dodatkowy plus. Moja próbka wystarczyła niestety tylko na dwa dni noszenia, to trochę mało, w dodatku są też pewne podejrzenia co do jej trwałości (swoje odleżała). Niemniej zapach uważam za ciekawy i charakterny. Gdyby jeszcze nie ta cena w pl, to… czemu nie? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s