Bijan Men, czyli walka sprawiedliwie nierówna

Panie i panowie! Dziś w ringu dwóch zawodników – w lewym narożniku w niebieskich slipkach oraz czerwonej krawatce zawodnik wagi lekkiej, tylko 67 kg  jest zwarty i gotowy widać że pali się do akcji, tak pali dokładnie właśnie ściągnął macha ale cóż to… cóż… patrzymy, bowiem do bocznego narożnika wchodzi właśnie bohater dzisiejszego wieczoru numer dwa, albo jeden, nieistotne, żółty t-shirt, bez slipek – więc będzie łatwiej rozróżnić, ten zawodnik ma 81(r) a więc nieco więcej, zobaczymy czy przełoży się to na skuteczność ciosu. Sędzia daje znak, a w zasadzie nie sędzia, a może to jednak sędzia wymiary 60/90/60 tak to musi być sędzia, no bo co jak nie sędzia, ale nieważne, nieważne, bo oto start i poszli!
Łosz kur… ale go łomotnął, pierwszy cios i zawodnik wagi lekkiej leży na deskach, liczenie, nie nikt nie liczy, no bo kto ma liczyć, ale cóż to się dzieje, oto zawodnik numer dwa jakby mu było mało krzywdy którą właśnie wyrządził, dopadł leżącego biedaka i dusi i dusi i dusi i tak już 6-tą godzinę, a to bydle! Jest, wreszcie puszcza… ale tylko trochę...”

W zasadzie tak mógłbym streścić moje zmagania z klasycznym zapachem z początku lat ’80 Bijan for Man. Dla wszystkich fanów ortodoksyjnie męskich pachnideł typu Azarro ph, Dali ph, Kouros etc skojarzenie będzie oczywiste, jednak ja podszedłem do tej próbki nieco „w ciemno”. Może to i lepiej, może gorzej – nie wiem, fakt faktem, że zapach mnie powalił, zdusił i sponiewierał niemiłosiernie. Ale jak pewnie wiecie – ja w ogólności nie potrafię odnaleźć się w tej stylistyce.
To jak pachnie Bijan nie jest ładne, nie jest przyjemne, przeciwnie sprawia bardzo duży dyskomfort. Pomimo bogactwa w nutach sugeruję traktować te informacje nieco z przymrużeniem oka. Zapach ewoluuje, ale polega to na tym, że z czasem jest mniej przytłaczająco, a na samym końcu już prawie błogo, bo znacznie mniej czuć. Oczywiście woda jest mega trwała, przez pierwsze 6 godzin poraża mocą, później się nieco wycisza, ale na skórze trwa cały dzień. Potrafi skurczybyk przetrwać prysznic! Cena śmiesznie niska, jakość jak na tamten okres oczywiście jest niepodważalna – warto na to zwrócić uwagę. Nieco dziwny, zakręcony flakon – nie mam zdania co do niego, ani na plus ani minus. Kolor żółty dobrze oddaje „szaletowy” charakter woni.

Jeśli lubicie klimaty lat ’80 w perfumiarstwie – polecam. Ale tylko wam.
Reszta niech się trzyma z dala (i to w jak największej odległości).

Kompozycja: 1(+)
Moc: 5
Trwałość: 5
Flakon: 3(-)

Umysł: mandarynka, lawenda, gałka muszkatołowa, piżmo, mech dębowy, nuty owocowe,
cytryna, bergamotka, szałwia.
Serce: irys, cynamon, drzewo sandałowe, jodła, ambra, goździk, miód, jaśmin, róża,
ylang-ylang, estragon.
Baza: rozmaryn, goździk, paczula, wetiwer, benzoes, cedr, skóra, bób tonka, wanilia, piżmo.

PS. Zapach został wykreowany w 1981r.

Reklamy

10 comments

  1. Drogi Belorze – a propos recenzji głównej:
    może rzeczywiście jest on trudny w odbiorze, ponieważ sam kiedyś po raz pierwszy go niuchając miałem poczucie, że to jakaś straszna pomyłka, ale nie przez to że źle pachnie tylko z powodu tego że W OGÓLE NIE PACHNIE, w każdym razie ja nic nie czułem, co dla mnie było bardzo dziwne,.. Po jakichś 2 latach ponownie zapodałem go na ciało i powiem, że jest on po prostu niesłychanie specyficzny. Być może i trwały ale przede wszystkim chce on nieśmiało nawiązać do klasycznych szyprów z dawnych lat (jakieś Gresy i Balenciagi mi tu latają..), tylko albo w powodu składników albo z innych jest to nie do końca skutecznie wyegzekwowane. Może trzeba poczekać i „poznać” się z tym zapachem, żeby docenić jego ukryte walory; i na pewno nie jest piękny ani łatwy w potocznym tego słowa znaczeniu.
    Lecz jeśli ktoś chce się wyróżniać i poczuć choć odrobinę klasy i wyrafinowania, to chyba dobra propozycja tym bardziej, że ceny na rynku krajowym skłaniają do zakupu nawet jeśli miałby być to tylko zapachowy eksperyment. Warto jednak poznawać zapachy z lat przeszłych, ponieważ bardzo wiele z nich tworzy tak naprawdę historię perfumiarstwa, kiedyś, gdy rynek nie był jeszcze rak skażony koniunkturalizmem i komercją powstawały zapachy epokowe, można ich wymieniać dziesiątki (pewnie znane czytelnikom blogów perfumiarskich).
    Ja osobiście uwielbiam odkrywanie pośród całego bogactwa różnych pozycji zapachowych właśnie takich, które nie tylko mnie oczarują lub chociaż potężnie zaintrygują ale jeszcze i do tego nie wydrenują kieszeni – ponieważ w dzisiejszej rzeczywistości ekonomicznej jest to niestety czynnik jeszcze bardziej aktualny niż jeszcze z 3-4 lata temu.
    Oczywiście nie zapominam o perfumerii niszowej w której znajdziemy wiele propozycji na temat kadzideł, szyprów, smoły, awangardowych ujęć pojedynczych składników ale wiąże się to już z innymi poziomem wydatków, więc to zupełnie inny temat.
    Pozostaje czasami odkryć właśnie takiego niewinnego, budżetowego Bijana który jednak w jakimś tam procencie uzmysławia nam jak piękne są zapachy klasyczne, szyprowe czy fougere. Takie zapachy też trzeba znać, nawet tylko dla siebie, żeby naprawdę dużo wiedzieć o perfumach w ogóle 🙂

    1. W zasadzie mogę się z tobą tylko zgodzić w pełni. I osobiście nic nie mam przeciw zapachom klasycznym, choć z ósma dekadą w szczególności mam pewien problem. Nie oznacza to, że się uprzedzam, bo perfumy takie jak Antaeus, Drakkar Noir czy (nieco wcześniejszy) Gentleman robią na mnie wielkie wrażenie i doceniam ich klasę. Akurat Bijan nie zrobił wrażenia, lub zrobił anty. Dlaczego? Bo ujęcie tego co próbuje przedstawić, czyli klasycznych szyprów (które jednak nie wydają mi się aż tak kwaśne) mój nos po prostu odrzuca. Prawdą jest też, że czasem warto wrócić po jakimś czasie do konkretnej wody i może kiedyś rzeczywiście zupełnie inaczej spojrzę na niego czy Dali ph. Ale jeszcze nie teraz 🙂

    1. Trochę szaletu, odrobina kwiatów, szczypta przypraw. Przypomina mi azzaro ph, z tej działki najlepsza rzeczą jaka do tej pory wachalem jest giorgio zielony, sale to jednak trochę inny klimat.

  2. Ktoś gdzieś kiedyś swego czasu rzucił link do strony, na której zawarte były rzekomo ulubione perfumy różnych znanych osób. Sporo tam było amerykańskich akotrów, także tych twardzieli (Schwarzenegger, Stallone itp.). Zapamiętałem, że właśnie ten Bijan był bardzo często przez nich wymieniany. Jedynie wymoczek Pitt wybrał Clean for Men 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s