Antonio Puig Quorum

Dziś będzie krótko i na temat, bo to z czym się (s)potykam należy do mojej najulubieniejszej grupy zapachowej, czyli męska klasyka pachnąca inaczej – lata ’80 (a konkretnie rok 1982, bo wtedy powstał nasz bohater).

Quorum jest jak do tej pory zapachem najlepiej imitującym woń kostki toaletowej używanej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, jaki spotkałem. Mowa tu o takiej żółtej, okrągłej „kostce”, której „aromat” mieliście zapewne nieraz okazję poczuć nie tylko w publicznych szaletach. Jej specyfika polegała na tym, że zabijała wszystkie nieładne wonie w miejscu w którym się znalazła, zastępując je swoją… równie nieprzyjemną. Już wtedy nie rozumiałem idei używania tego wynalazku, ale powiedzmy, że był to PRL, a więc jeden wielki eksperyment a ja miałem mało latek, mogłem czegoś nie rozumieć, dziś przynajmniej potrafię sobie wytłumaczyć mechanizm, który tym kierował. Takie trochę pionierskie to było wówczas – homeopatyczne rzekł bym nawet – zwalczać to samo tym samym.
Ale, ale my tu gadu gadu, a Antoś nam stygnie!

A pachnie on mniej więcej tak: otwarcie to właśnie woń owej kostki i zapewne zawdzięcza to kminkowi, który najczęściej nadaje zapachom bardzo nieprzyjemy aromat. Później jest trochę lepiej, bo do głosu dochodzą inne składniki kompozycji i staje się ona znośna dla mojego nosa. Chyba najbardziej wyczuwalna jest sosna, choć jakaś taka niewyraźna, przysypana kwiatami, niezbyt miłymi w odbiorze (goździk, jaśmin, fiołek) – no nie jest to zbyt ładne. W przeciwieństwie do innych przedstawicieli gatunku, Kworum nie jest aż tak trwały, jak by się zdawało oczekiwać (6-7 godzin, średniej projekcji, później jeszcze trochę przy skórze) w związku z czym bazę pokazuje już znacznie bardziej subtelnie i jest ona chyba najbardziej przyswajalnym momentem w całości czasu jego trwania. Konstrukcja perfum opiera się na połączeniu kwiatów z mocno męskimi składnikami z dodatkiem sosny, jednak sposób w jaki jest to zrobione nie daje szansy na zachwyt czy nawet lubienie przez współczesnego faceta. Jestem bardzo ciekaw rekonstrukcji tego zapachu w dzisiejszym świecie perfumeryjnym, bo pokazuje on równocześnie jeszcze jedną ciekawą rzecz – jak zupełnie różnie definiowano męskie piękno wtedy i dziś. Nawet spot reklamowy utrzymany jest w takim klimacie. Na plus woni przemawia również to, że da się ją wytrzymać (pomijając nieprzyjemne otwarcie) – jest w pełni noszalna.

Na uwagę zasługuje jeszcze jedna rzecz – naprawdę fajnie pomyślana kampania reklamowa, promująca naturalną męskość. Ciepłą i opiekuńczą a równocześnie silną. Dziś takie ujęcie byłoby nie do pomyślenia, albo jesteś metroseksualnym feministą albo wypadasz poza nawias socjalnego, „postępowego” społeczeństwa (przecież ojciec nie można być po prostu ojcem, to „tacierzyństwo” )  …30 lat, a świat zdążył pójść w zupełnie inną stronę. Szkoda.

Fanom tego okresu polecam, reszcie oczywiście – klasycznie już u mnie – nie, ale jeśli ktoś bardzo chce, to nie będę zwyczajowo – jakoś przesadnie odradzał.

Kompozycja: 2(-)
Moc: 4(-)
Trwałość: 4(-)
Flakon: 2(+)

Umysł: kminek, grejpfrut, bergamotka, cytryna,
Serce: fiołek alpejski, sosna, goździk, sandałowiec, paczula, jaśmin,
Baza: ambra, mech, tytoń, skóra

Spot w „klimatach romantycznych” obrazuje jak bardzo zmieniło się nasze postrzeganie „romantycznego” zapachu (ale chyba i szerzej wizji) –  mężczyzny na przestrzeni tylko 30 lat

Reklamy

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s