W dwóch postaciach, ale tylko jeden – KOUROS

„Kuros – typ posągu w sztuce starożytnej Grecji, przedstawiający stojącego, nagiego młodego mężczyznę z falistymi włosami i zagadkowym uśmiechem (archaiczny uśmiech), z rękoma zawsze opuszczonymi wzdłuż ciała i lewą nogą wysuniętą lekko do przodu. Ten typ posągu był charakterystyczny dla drobnej i monumentalnej sztuki greckiej okresu archaicznego (około 640-430 p.n.e.).„*

Yves Saint Laurent Kouros jest tylko jeden (choć w dwóch postaciach). Dla niektórych, to prawie perfumowy Graal. Dla których, czyli przeważającej większości w najlepszym razie retro-dziadek, częściej wręcz śmierdziuch. Kiedy pierwszy raz powąchałem go przelotnie w jakiejś perfumerii – odrzuciło mnie to, co poczułem. Było to jakieś trzy lata temu, od tego czasu jednak sporo się zmieniło, również w moim nosie – jak mieliście się niedawno okazje przekonać czytając recenzje mocarzy z dekady ‘80. Nie to, że podoba mi się ówczesna myśl perfumeryjna – nie podoba i nie trafia do mnie, niemniej mogę wąchać bez uprzedzeń i strachu o zniszczenie nosa. Wszystko płynie everything Zen itp. Wiecie – rozwijamy się (jak pączki w oleju) itp.
A wracając już do tytułowego Kourosa, to w moje łapki wpadł ów zawodnik i to od razu w dwóch wersjach – hołubionej – przedreformulacyjnej, oraz nowszej – uwspółcześnionej. Trzeba przyznać, że różnią się one dość znacznie, choć trudno by mi chyba było wskazać „lepszą”, są po prostu inne, dyć motyw przewodni pozostaje ten sam.

Testy globalne rozpocząłem od wersji starszej. To co oferuje ona na mnie opiszę raczej skojarzeniowo, bo w ten sposób odbieram ten zapach. Otóż ilekroć zamykam oczy, gdy w nosie przelatują cząstki YSL widzę czysty, publiczny szalet w PRL pachnący w bardzo charakterystyczny sposób, nie do pomylenia z niczym innym. Trudno powiedzieć czy jest to ładny zapach, chyba raczej nie, ale  z pewnością jest to pewien specyficzny rodzaj świeżości i czystości, z dodatkiem syntetycznych kwiatów. Ci z was, którzy pamiętają tamte czasy zapewne skojarzą. Moje odczucia są pozytywne, ale nie tyle przez samą woń ile skojarzenia, które ona wywołuje. Bo pachnie w gruncie rzeczy tak sobie.
I ten aromat utrzymuje się prawie przez cały czas, przy czym w dalszych fazach wygładza się, słabnie, żeby na finiszu przejść w przyjemną ambrę (chyba niezłej jakości, bo jak nie znoszę tego składnika, to w Kourosie mnie nie męczy).
Odmiennie sprawa przedstawia się w nowszej wersji. Już od pierwszego niucha czuć, że to jednak coś w innym typie. Trudno powiedzieć na ile uwspółcześniono klasyczną kompozycję, ale z pewnością jest ona inna – znacznie bardziej aromatyczna, mniej „szaletowa”. Przypomina mi odrobinę w otwarciu – Teda Lapidusa ph, później również jest inaczej niż w pierwowzorze – zdecydowanie bardziej słodko (czy też słodkawo) i o wiele „przyjemniej” dla dzisiejszego odbiorcy.  Hm, trzeba przyznać, że Kouros w sensie zapachowym ma coś w sobie. To dziwny rodzaj męskiej… szorstkości (może nawet piękna)? Które nie są jednoznaczne, mimo mocy którą emanują. Może się podobać i jestem w stanie to zrozumieć, aczkolwiek żeby być szczerym wobec siebie nie mogę ocenić samego aromatu wysoko, bo zwyczajnie nie robi na mnie olfaktorycznie – większego wrażenia. W porównaniu z testowanym niedawno Antaeusem, wypada blado. Ale może to kwestia tylko i wyłącznie własnej preferencji? A może ja się po prostu nie znam? 😉 A może za klika lat?

Jak przystało na zapach z ’80 trwałość i projekcja są na najwyższym poziomie. Flakon może się podobać, nie musi. Perfumy są adresowane do tych, którym się podobają. Ten komunał w wypadku tego zapachu jest całkowicie zasadny.

Kompozycja: 2(+)/3(-)  (stary/nowy)
Moc: 5
Trwałość: 5
Flakon: 3(+)

Nuty: bylica, goździk, kolendra, wetiwer, paczula, mech dębowy, jaśmin, piżmo, wanilia, szara ambra
(a tak naprawdę nie wiadomo co jest w nutach, bo każdy portal podaje co innego, ale te wydaja mi się najbardziej prawdopodobne – dotyczy starszej wersji).

*cytat jak i foto Kurosa pochodzą z wikipedii

Spot z 1985r odwołuje się do antycznego piękna i klasycznej, męskiej siły. Bardzo specyficzna rzecz. Ale z pewnością wysmakowana.

Reklamy

4 comments

  1. Zatem z trafieniem na odpowiedni jest czysta loteria. Bo tam, gdzie testowalem, tam tez kupilem. I udalo mi sie dobrze trafic. Choc szczerze po tych kilku godzinach od zaaplikowania testera bylem niemile zaskoczony. Otwarl sie calkiem interesujaco, przez kilka godzin tez trwal dobrze. Ale pozniej…yyy…nieciekawie. Mimo wszystko zapach ciekawy i wart glebszego zainteresowania.

  2. Rozumiem, ze to, co teraz mozna dostac, jest czyms innym niz ten klasyczny Kouros? Choc jest to troche dziwne, gdyz z testera, ktorym go probowalem, po pewnym czasie zapach zaczal po prostu pachniec moczem. Jednak ten z pudelka, moj wlasny, tak nie ma. Utrzymuje sie ladne kilkanascie godzin, ale z fekaliami nie ma nic wspolnego. Czy mozna to jakos zweryfikowac?

    1. Ten „moczowy” to najprawdopodobniej właśnie stara wersja, przedreformulacyjna. Obecny „nowy” ma mocno zmieniony charakter. To w sumie dosyć inny zapach, bardziej aromatyczny, słodki, uwspółcześniony właśnie. Co kto woli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s