Podwójne oblicze mężczyzny?

Z różnych powodów, które składają się na ogólną zasadę – nie testuję i nie używam perfum niszowych. Pewnie to już zauważyliście. Nie wdając się w szczegóły, ani uzasadnienia (samego siebie nie mam jakoś potrzeby przekonywać do swojego poglądu, a tym bardziej tłumaczyć) – szeroko rozumiany mainstream zaspokaja póki co, moje potrzeby w tym – olfaktorycznym – względzie. Jednakże tak się stało właśnie a nie inaczej, że w moje ręce trafiły dwie próbki zapachów stricte niszowych, więc grzechem i niedopełnieniem obowiązku blogerskiego byłoby nie poddać ich testom i ocenie. Zaznaczam, że nie jest to zwrot w zapatrywaniach, ale po prostu jednorazowy „iwent” zapachowy.
Panie i Pany niniejszym przedstawiam – Annick Goutal „Duel”.

Pozwolę sobie na odrobinę ideologii – pozwalam. Według wszystkich opisów tego produktu, który możemy spotkać w różnych miejscach sieci, a któryż to brzmi mniej więcej tak: „Duel oznacza podwójny. W założeniu projektantki nazwa miała oddawać zróżnicowany męski charakter: delikatny i wrażliwy oraz silny i zdecydowany.”* – mamy do czynienia z ciekawym zabiegiem, czy też próbą uchwycenia aromatem – jaskrawych cech męskiej natury. Nie pierwszą chyba tego rodzaju i uprzedzając ewentualne pytanie – w mojej opinii, próbą nieudaną. Dlaczego? W sensie realizacji tej koncepcji mam do tych perfum dwa podstawowe zarzuty. Pierwsza rzecz –  jest to aromat ewidentnie uniseksowy od początku do końca. Nawet jeśli druga jego część skręca w bardziej męskie obszary, to robi to w sposób tak delikatny i subtelny, że trudno odebrać to inaczej niż – mówiąc kolokwialnie – „bezjajeczność”.
Drugi zarzut stawiam samej kompozycji. Jeśli bowiem próbujemy wykreować coś kontrastowego, to musimy ów kontrast wyraźnie zarysować. A tu go zwyczajnie brak. Owszem, pierwsza część jest delikatna, słodkawa, świeża i przyjemna, ale w dopełnieniu brakuje zdecydowanie męskich akcentów. Do samego końca jest to w moim odbiorze uniseks. Ładny, przyjemny, ale jednak uniseks, a to jednak nie mogło się przydarzyć perfumom z aspiracją do uchwycenia czegoś tak trudnego do ukazania jak specyficznie definiowana „delikatność” w – jednak – męskim zapachu. Efekt jest mizerny. Co oczywiście nie znaczy, że perfumy są złe – przypominam, że odnoszę się cały czas do koncepcji, a nie samej kompozycji aromatycznej.
W ogóle dorabianie ideologii do perfum najczęściej tym drugim nie wychodzi na dobre. Wąchamy i zderzamy swoje wyobrażenie z wizją twórcy. One nie muszą być tożsame (rzadko kiedy są) szczególnie, gdy jest to wizja kobiety. Pewne jednak „elementarne elementy”, o których wspomniałem wyżej – powinny być zachowane.

A wracając nieco na ziemię to „podwójny” jest bardzo przyjemnym i delikatnym świeżakiem, może niekoniecznie z  charakterem, ale z pewnością odróżniającym się in plus od większości tego co spotkacie na półkach sieciowych perfumerii.

Woń otwiera się bardzo świeżym akordem, delikatnie słodkawym w którym wyraźnie wyczuwalna jest zielona herbata (wedle opisu mate, ale to znam dość dobrze i jednak pachnie ono nieco inaczej), a także sianko (zapewne zboże) i być może wrzos (ale nie potrafię tego stwierdzić na pewno). Jakby nie było jest to bardzo zielone, lekkie i przyjemne rozpoczęcie, które zachęca do wąchania samego siebie i  odrobinkę „chroboce” na ciele. Ta faza trwa na mnie przez mniej więcej 2-3 trzy godziny, po czym pojawia się „pewien problem”, gdyż drugą (tę „męską” część) wyczuwam bardzo słabo, na granicy czegokolwiek. Ani obiecanego absyntu, ani irysa (chyba, że zlewają się z całością już wcześniej, a mój nos ich nie notuje) – najwięcej niezbyt ciekawego (bo nic nie wnoszącego) piżma. Od czasu do czasu do nozdrzy dolatuje cieniutka stróżka aromatu, mówiąca „jestem tu!”, acz niestety – mówiąca szeptem. Co ciekawe, po pierwszym teście uznałem, że zapach jest zwyczajnie nietrwały, jednak podczas drugiego dnia noszenia poszedłem po rozumek do głowy (stał za rogiem) i spróbowałem zweryfikować swoje wrażenia – zapytaniem skierowanym do znajomej wyrażonym intelektualną sentencją „czy coś czuć?” (i to po bodajże 8 godzinach od aplikacji). Odpowiedź – „Tak, bardzo wyraźnie!”. Mamy więc do czynienia z jednym z tych nieszczęsnych przypadków, w których ty nie czujesz prawie nic po czterech, pięciu godzinach, a otoczenie owszem i to po znacznie dłuższym czasie. W moim odbiorze to fatalna sytuacja, bo jednak używam perfum przede wszystkim dla własnej przyjemności, a reszta jest może nie tyle efektem ubocznym, co dodatkowym. Ale bywa i tak. I jeszcze tak bywa, że pomysł pani Annick mógł zwyczajnie paść ofiarą mojej skóry, która (czasem) sprowadza do parteru nawet najtwardszych zawodników, wycinając ich ząbki w pień, a z pazurków czyniąc sobie poligon manicureowy.
A Duel z założenia mocarzem miał nie być. Możebne i tak.

Podsumowując, Annick Goutal Duel jest udaną i ładną produkcją, o – mimo wszystko – ciekawej kompozycji i zupełnie nietrafionej nazwie. Jestem w tej ocenie subiektywny, ale będę się przy niej upierał, bo to co obiecywano – zwyczajnie tu nie jest. Aczkolwiek to co jest, jest właśnie fajne i przyjemne. To uniwersalna, lekka woda raczej na ciepłe dni.
Cena, jak na perfumy niszowe jest „bardzo” niska, ale oczywiście zaczyna się na poziomie, na którym kończy się górna półka massmarketu.
Czy warto? Ja nie kupuję, to również nie do końca mój typ pachnący, ale wy możecie spróbować – tak z ciekawości i przy okazji – może będziecie mieć więcej szczęścia i zagra na was pełniej niż na mnie?

Kompozycja: 4(-)
Moc: 3
Trwałość: 4(+)
Flakon: 3

Nuty: liście Mate, skóra, zboże, wrzos, piżmo, absynt, irys

*cytat tej treści lub bardzo podobnej możecie znaleźć prawie wszędzie w internecie, gdzie piszą coś o tych perfumach. Ponoć taki był zamysł pani Goutal, ile w tym prawdy a ile czystego marketingu? – sami osądźcie.

PS. Czasem na nadgarstku czuję wyraźny absynt, szkoda że tak słabo i tylko na nadgarstku.

 

 

 

Advertisements

9 comments

  1. Czesc Belor
    Widzialem na blogu piratha, ze lubisz Sables od Annick Goutal. Mam na zbyciu flakon raz uzyty w dobrej cenie 150 zl.
    Daj pls znac jesli bylbys zainteresowany.
    Andrzej

  2. Belor, naprawdę mnie zaskoczyła Twoja recenzja. Mam flakon Duela wysiorbany do spółki z moim mężczyzną na koncie i wyznam Ci, że moje odczucia są skrajnie odmienne. Ani słodyczy w nim nie ma, ani nie wydaje mi się delikatny – nietypową przestrzenną ostrością dorównuje Duel (w moim odczuciu oczywiście) Nemo Cacharel, a czuję go tak intensywnie, ze aż znieść nie mogę.
    Oczywiście nie próbuję Cię przekonać. Tylko zadziwić. :)))

    1. Wiesz, myślę że to kwestia skóry. Zakładam, że bazę i część serca wycięła właśnie owa niewdzięcznica. Co ciekawe większość opinii nt tej wody pisanych przez kobiety była podobna do Twojej, tzn że jest to mocny i męski zapach. Natomiast o jego słabowitości słyszałem właśnie od facetów – różnica w postrzeganiu? Sam nie wiem. A co do słodkości, to nie jest typowo „słodkie”, raczej wynika z kontekstu tej „siankowej zielonkości”.

        1. Hehe, jak większość z nas 😉 Z czasem mamy tendencje do pachnienia jak zadymiony tartak, tudzież indyjska świątynia w której ktoś narozlewał nie wiadomo czego 🙂 Ja nigdy nie wiem, czy zapach który na blotterze pięknieje i się cudownie rozwija na skórze zaprezentuje się podobnie. Niestety czasem jest kompletnie neutralizowany, obcinany i sprowadzany do parteru. A raz mi się tylko zdarzyła sytuacja odwrotna, tzn „wyostrzenie”, za to do tego stopnia, że musiałem zrezygnować z zakupu, bo aż gryzło w nos (Lalique pour homme „Lion” EDP, ale na szczęście z edt było ok i pojawił się na półce w tej wersji, Grey Vetiver TF też mnie masakrował w podobny sposób). Cóż, to jest fajne w perfumach – na każdym inaczej i odrobinę co innego 🙂 Zachwycająca subiektywność.

          1. Mnie Grey Vetiver TF wydawał się bardzo przyjazny z kolei. Ale testowałam tylko na nadgarstku, czyli właściwie nie testowałam.
            Ale to prawda – subiektywność odczuć plus potęga chemii naszej skóry to jest to, co daje perfumom moc fascynowania coraz większej liczby ludzi. My już przepadliśmy. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s