Na zawsze?

Jak do tej pory spotkałem tylko jeden zapach marki Moschino i zrobił on na mnie bardzo dobre wrażenie. Moschino Uomo?, bo o tym mowa, to ciepły, ciekawy, typowo włoski klimat. Zresztą nie będę się rozpisywał, odsyłam was do swojej recenzji. Tym razem na spotkanie przybyła mi próbka tegorocznej premiery, a mianowicie Moschino Forever. Testy w perfumerii stacjonarnej były bardzo obiecujące. Na blotterze zapach pachniał pięknie, bogato, świetnie ewoluował i zwrócił moją uwagę do tego stopnia, że aż wpisałem go na listę zakupową. Oczywiście sprawa otwartą pozostawały jeszcze testy globalne, ale pierwsze wrażenie było doskonałe…

Forever nie przypadnie do gustu współczesnej młodzieży zakochanej w uniseksualnych, świeżych aromatach typu Aqua di… coś tam. To woda z charakterem, ciekawa, niebanalna, intrygująca. Gdyby na mojej skórze emitowała się w taki sposób jak na papierku, to bez zastanowienia bym ją kupił. Niestety jest kolejną ofiarą zabójczych właściwości skóry belora, a może nie tyle zabójczych, co po prostu mocno zmieniających niektóre zapachy.

Wąchając papier spryskany „zawszem”, wyraźnie wyczuwalne są trzy klasycznie skrojone fazy. W pierwszej dominuje anyż w słodkiej polewie i nieco orientalnym klimacie kumkwatu. To bardzo ładne i przyjemne otwarcie, a stanowi tylko wstęp do doskonałego rozwinięcia w postaci nuty serca, któraż to nuta przynosi nam wyostrzenie zapachu. Woń staje się nieco duszna i chropowata, za sprawą pieprzu i szałwii, równocześnie słodka, żeby finiszować delikatnie piżmowo-wetiwerowym posmaczkiem. Kompozycja robi bardzo dobre wrażenie. I gdyby tylko udało jej się zaprezentować podobnie w trakcie noszenia, to byłoby niebo w nosie!

A tymczasem… dostałem…
Anyż, bób tonka (bardzo słodko przez cały czas) oraz szałwię rozmytą przez wetiwer czego efektem jest odbiór całości w nieco zielonych, siankowych klimatach. Bardzo lekkich i delikatnych, równocześnie aromatycznych. I to wszystko – i tak przez cały czas. Słodko, aromatycznie, zielono. Związek z tym co pojawiało się na blotterze jest symboliczny.

Dodatkowo, w bazie konstrukcji nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że gdzieś to już wąchałem… Po chwili namysłu przed oczami (nosami?) ukazała mi się niedawno testowana Venezia ze swoim słodkim, migdałowym sercem. Różnice są zdecydowane, podobieństwo również.

Mam poczucie niedosytu po spotkaniu z Forever. To bardzo dobry zapach, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, niemniej szkoda że nie potrafiliśmy się jakoś dobrze dopasować. Niby pachnie ładnie, ale to nie do końca to czego oczekiwałem.
Trwałość przyzwoita, ale nie powala, ok. 6-7h. Projekcja raczej przeciętna. Ciekawy odrobinę „przegięty” flakon. Póki co – za wysoka cena.

Ogólnie – szkoda.

Ocena będzie subiektywna i dotyczy mojego odbioru perfum, ale wy powinniście zdecydowanie spróbować sami.

PS. Josh Beech, model będący twarzą kampanii reklamowej Forever, wypada w tej roli średnio. Z jednej strony jego twarz ma w sobie coś retro i może się kojarzyć z dawnymi gwiazdami kina, a co za tym idzie silnym męskim typem urody,  w dodatku szara „kolorystyka” dopełnia tego wrażenia, z drugiej… hm, to raczej współczesny, anorektyczny typ wychudzonego chłopięcia, który kojarzy mi się z zupełnie innym rodzajem zapachów. Ale może..?

Kompozycja: 4(-)
Moc: 3(-)
Trwałość: 4(-)
Flakon: 3(+)

Umysł: bergamotka, kumkwat, anyż gwiaździsty
Serce: pieprz, szałwia, bób Tonka
Baza: drzewo sandałowe, piżmo, wetiwer

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s