Farafarowa woda fiołkowa

Dziś będzie krótko, bo i perfumy są specyficznie konceptualne. W dodatku ich konstrukcja jest prosta niczym kompozycja artystyczna cepa. Przy czym nie jest to wadą. A w dodatku może być zaletą.

Chyba każdy zna Fahrenheita, a jak nie jego to miliony podróbek, które wyrosły na jego sukcesie niczym grzybki na wilgotnym suficie. Swego czasu ten zapach był prawdziwym przełomem, może nie tyle w całym perfumiarstwie, co w świadomości wielu „szarych” użytkowników perfum. Jak to pachniało! Ach, tak męsko i szorstko i seksownie zarazem! Łby tracili i panowie i dresowie, i kobietki wszelakie. Ale zostawmy przeszłość i ruszmy odrobinę teraźniejszość.

Fahrenheit Aqua – kolejna wariacja na temat, albo też specyfik, który bazując na popularności protoplasty ma za zadanie wyciągnąć pieniądze z naszych kieszeni. W sumie… ani jedno ani drugie. Aqua to dobry zapach, trwały z bardzo przyzwoitą projekcją. Nie czuć w nim wiele z oryginalnego Fahrenheita, natomiast duch przodka gdzieś tam orbituje w postaci mocy, charakteru, pazura, których nie sposób mu odmówić (choć znam takich co i to czynić próbują, choć mało przekonująco).

Sama kompozycja jest – jak wspomniałem – bardzo prosta: ostry fiołek w otwarciu, fiołek zmiękczony w sercu oraz fiołek dogorywający z odrobiną wetiweru w bazie zapachu. Zaczyna się mocno, po czym stopniowo ewoluuje w stronę delikatnego aromatu wody pofiołkowej. Co ciekawe, wszystko to ze wspomnianym już pazurem, a przecież jest to zapach który można zaliczyć do kategorii świeżych. Wbrew jakimś 90% tego co stoi na półkach perfumerii w tej działce, Aqua ma charakter. Zbudowanie całego zapachu w oparciu o jeden dominujący akord jest bardzo konceptualne i dosyć ryzykowne. Co wtedy kiedy klient nie przepada za fiołkiem? Lipa. Należę do tej grupy – ten kwiatuszek, mimo że dosyć niebanalny, bo i ani słodki ani „romantyczny”, jakoś nie pasuje nosu memu. A mimo tego „uprzedzenia” potrafię docenić klasę, którą prezentuje Dior w swojej kwiatowo-letniej propozycji, bo to bardzo solidna woda. Prosta, ale atrakcyjna. Myśląc o niej nie przychodzą mi namyśl jakoś epitety w rodzaju „piękna”, czy nawet „ładna”, nie – to zupełnie inny typ. Trudno go w sumie zdefiniować, bo zazwyczaj w takich sytuacjach używam określenia „ciekawy”, ale i to wydaje się nie bardzo tu pasować, przecież ta prostota aż razi w nos, więc? Sam nie wiem. I nie będę się silił na oryginalność,  czy rozbudowane pseudointelektualne metafory.
Fahrenheit Aqua
to po prostu dobre perfumy. I tyle.

Kompozycja: 4
Moc: 4
Trwałość: 5
Flakon: 4(-)

Umysł: grejpfrut, mandarynka
Serce: fiołek, bazylia, mięta
Baza: wetyweria, nuty skórzane

Reklamy aż dwie, ale obie warto zobaczyć, bo są bardzo dobrze zrobione i pasują do klimatu.

Połączenie ognia i wody, wokół tego motywu przewodniego oscyluje kampania reklamowa Aqua. Coś w tym jest, z pewnością pomysł. Dla niewprawionego nosa, to rzeczywiście jak połączenie ognia z wodą, przy czym ogień, to raczej duch starego farafara.

Reklamy

8 comments

  1. a ja uwielbiam fiołka, ale tego z Fahrenheita, nie z Grey Flannel’a,
    piękny jest również w Narciso Rodriguez for Him, Aque posiadam i bardzo mnie cieszy ten fakt, parametry użytkowe na bardzo dobrym poziomie, ma szanse stac się świezym klasykiem…

    1. Myślę, że Aqua ma szansę zadomowić się na rynku, bo to dobry zapach. Co do fiołka, to ten z GF to jest istna tragedyja. Oczywiście w obu zapachach są nieporównywalne, w Aqua jest znacznie świeższy i wyrazistszy, ale i tak raczej nie pokocham tego kwiatu.

  2. Serio da się tracił łeb dla Fahrenheita?! Wyznam, ze nigdy mnie nie ruszała to kompozycja. Ale tez nigdy nie testowałam z odpowiednim nabożeństwem. To jest problem z zapachami, które „wszyscy znają”. Nie chce się dać im szansy, bo skoro wszyscy, to ja też. 🙂
    A męski fiołek brzmi intrygująco. Niuchnę przy okazji.

    1. Ja też nie odleciałem na punkcie pierwszego farafay, i nawet go jakoś też nie testowałem 😉 Natomiast pamiętam te „achy i ochy” (wyrażającej się w ilości osób pachnących podróbami), kiedy się pojawił. A fiołek w Aqua jest ok, ale fanem tego kwiatuszka nie jestem – ani w męskich ani w kobiecych. Jakoś mnie męczy na dłuższą „metę”.

        1. Koncepcja i owszem. Ja nie lubię kobiecych zapachów kwiatowych, co prawda wącham je tylko na kobietach, niemniej chyba tylko raz wąchałem coś kwiatowego co mi się podobało i miało charakter.

  3. celna pointa… to chyba jedyny zapach z aqua w nazwie, który nie odstrasza banałem i naprawdę dzielnie trzyma fason… aqua nie jest jakąkolwiek ujmą dla słynnego przodka – jest jego godnym uzupełnieniem…
    bardzo cenię ten zapach i jeśli Visa pozwoli, kiedyś będzie mój… 🙂

    1. Też myślę, że to dobra rzecz, co można przeczytać zresztą 😉
      Ujmy jak najbardziej nie przynosi, zgadzam się w całej rozwiązłości.
      Początkowo odstraszała mnie właśnie ta „aqua” w nazwie a tymczasem farfał zrobił to po swojemu i z wykopem, szkoda że to tak rzadkie w tej grupie zapachowej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s