Laguną Dali malowany

Za każdym razem, kiedy sięgam po perfumy klasyfikowane jako świeże, zastanawiam się czy będzie to kolejne „byle co”, czy też tym razem doznam przyjemnego uczucia zaskoczenia. Ciekawe, że jakkolwiek czasem rzeczywiście niespodzianki zdarzają się, to najczęściej dobre „świeże perfumy” nie są wcale przesadnie ładne. Nie wiem, czy to jakiś rodzaj dziwnej współzależności – banał kontra coś intrygującego (niekoniecznie klasycznie pięknego) lub po prostu banał i nic więcej. Biorąc do ręki ładnie wykonany tester Laguny Salvadora Daliego, przypuszczałem, że raczej nie będzie to „zwyklak”.
I nie pomyliłem się, ale zacznijmy jeszcze raz, tym razem – od początku.

Jak już zdążyliście się domyślić Laguna jest dzisiejszym przedstawicielem najbardziej popularnej grupy olfaktorycznej w naszym pięknym kraju (a zapewne nie tylko tu) – zapachów ogólnie mówiąc „świeżych”. Perfumy skomponowane ostatecznie w 2001r przez niejakiego Henri Bergia – jak możecie zobaczyć pod podanym linkiem kilka rzeczy ów nos ma już na swoim koncie, ale raczej żadnych szerzej znanych kompozycji.
Niektórzy obcując z wizją laguny w wykonaniu tej odrobinę osobliwej marki opisują swoje wrażenia poprzez pryzmat wanilii i tropikalnych owoców (np. kokosów). Powiem szczerze, że ja nic takiego nie czuję, a moje impresje płyną w zupełnie inny obszar. Z pewnością jest to aromat świeży, ale równocześnie nietypowo jak na grupę do której się go zalicza– zdecydowanie mocny i wyrazisty, i to bardzo pozytywnie go wyróżnia na tle podobnych. Podobieństwo, to kolejne słowo, które nie sprawdza się w przypadku Daliego, otóż na całe szczęście nie jest on podobny do niczego poza sobą. Znowuż to spora zaleta, aczkolwiek powiem szczerze, że oczywiście pewne skojarzenia w głowie się jednak lęgną i gdyby mnie ktoś zapytał co też perfumowo mi on przypomina… to bym oczywiście szczerze odpowiedział 😉
Pytacie – więc mówię – byłoby by to nieco cudaczne połączenie toaletowej, zielonej świeżości Giorgio (GBH) z sielskim klimatem Weekendu na wsi (Barberek). Dlaczego właśnie tak? Czas chyba spróbować scharakteryzować samą woń…

Psik i… słodko, owocowo, trochę waniliowo. Bardzo aromatycznie. Ale laguny nie widzę, nie czuję, nawet obszary nie te. Niemniej zachęcająco. Mija kilka minut i… zamiast lekko i radośnie – robi się drzewniej. Tabaka? Nie czuję, ale nie przeczę, że jest bo serce przynosi woń cięższą, okraszoną tylko w tle jaśminem. Zaczynam też odbierać to,
co zasygnalizowałem wcześniej, czyli nieco „toaletowy” posmak. W tym miejscu należy wam się chyba słowo wyjaśnienia. Są różne rodzaje świeżości, każdy pewnie ma swoją własną wewnętrzną klasyfikację, niekoniecznie uświadomioną ale przecież inaczej pachną dopiero co ścięte kwiaty, inaczej powietrze przesiąknięte orzeźwiającym tchnieniem, a jeszcze czym innym jest bryza płynąca od morza. Więc ja także mam takąż. Kiedy piszę „toaletowa” w tym znaczeniu kojarzy mi się ona z czymś w rodzaju powiewu z bardzo czystej, dopiero co umytej toalety, w której właśnie wyszorowano podłogę, zawieszono odświeżacz powietrza (koniecznie kwiatowy!) i ogólnie doprowadzono do takiego stanu, że aż chce się wejść i skorzystać (sposób sobie wybierzcie sami). I jest to przyjemne i pozytywne odczucie. Podobny jej rodzaj znajdziecie we wspomnianym Giorgio. Właśnie tak odbieram przez znaczną część jej emisji Lagunę, aczkolwiek jedna uwaga w tym miejscu – coś egzotycznego jest wyraźnie wyczuwalne, choć nie potrafię tego wrażenia doprecyzować i na pewno nie są to kokosy. Na uwagę zasługuje wanilia w tym zapachu, mimo że się mocno zaznacza nadając ciężaru, to jednak jest raczej tłem i to głęboko schowanym. Wierzcie, że to pozorna sprzeczność, ale trzeba samemu niuchnąc, żeby pojąć. I w sumie rzadkie to, a cenne. Samo zakończenie kompozycji jest bardzo odległe ciągnie się daleko, po opadnięciu akcentów „wyspiarskiego” i toaletowych, do drzew dochodzi jeszcze szałwia – ciekawy zabieg na koniec, bo niby po cóż szałwia, gdy się już na skórze cichnie i zamiera? A jednak! Do końca po swojemu. Ach, no i zapomniałbym!  Jest m(i)ęsko, bez dwóch zdań to zapach mężczyzny.

Wielką zaletą perfum Salvadora Daliego jest trwałość (praktycznie całodniowa) oraz ponadprzeciętna projekcja przez większość czasu. Wystarczy kilka chmurek rano i mamy „spokój” na cały dzień – beż żadnych kompromisów. Sporadyczna to cecha wśród świeżaków, ale jakże pożądana! I chwała za to. Cena bardzo atrakcyjna, bezproblemowa dostępność (mimo upływu 10 lat na rynku) – kolejny argument za. Flakon prosty i bez niespodzianek. Co więcej..?

I już na sam koniec, nawiązując do wstępnej przypowieści o urodzie tych „innych” perfum (tego rodzaju), właśnie z tym się spotkałem obcując z Laguną. Jest inaczej – niekoniecznie pięknie, ale na pewno niecodziennie. „Laguna” malowana przez Daliego wyglądała by pewnie nieco dziwnie… wydaje mi się, że artysta byłby zadowolony z analogicznej wizji twórcy tych perfum.
Warto podejść bliżej i spróbować.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 5(-)
Trwałość: 5
Flakon: 3(-)

PS. Nie skupiałem się na poszczególnych nutach, bo już chyba standardowo (niestety) – każde źródło podaje coś innego. W związku z tym wymieniłem te najczęściej powtarzające się.

Nuty
umysł: bergamotka, mandarynka, limonka,
serce: drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, jaśmin, tabaka
baza: szałwia, wanilia,

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s