Sen o dużej ilości wody

Całkiem ciekawy testerek w kształcie niebieskiej butelki. Napisy nieco mylące, bo po przeczytaniu nie wiedziałem czy to nazwa perfum, czy firmy która je wyprodukowała (a którejż to nie znam). Odpowiedź przyniosła pomocna fragrantica, zresztą dosyć zaskakującą, bo jak się okazało jest to woda Giorgio Beverly Hills. Zastanawiające, że do marki się nigdzie opakowanie nie przyznaje? A przecież wstydzić się nie ma czego!

Zapach należy do kategorii „citrus-aromatic”, ale chyba sensowniej byłoby powiedzieć, że to świeży wodniak z mocniejszymi akcentami. Hm, nie jest to moja ulubiona grupa olfaktoryczna we współczesnym perfumiarstwie, a mówiąc wprost jest jedną z tych omijanych szeroką paralotnią, niemniej do swojego obowiązku recenzenckiego podszedłem z należytą starannością i głęboko upchniętymi uprzedzeniami (już głębiej nie wchodziły).

A zatem. Wcześniejsze spotkania z wodami toaletowymi Giorgia pozostawiły po mnie wrażenie bardzo dobrej jakości, realizującej się zarówno w sferze technicznej (świetne moc i trwałość) jak i w samych kompozycjach (opisywane uprzednio Red i Giorgio). Niestety firma już nie istnieje, a spadkobiercą po niej jest koncern Elizabeth Arden.
I być może to tłumaczy brak nazwy na opakowaniu.

A wracając już do Ocean Dream Man, bo tak brzmi pełna nazwa, to jest z nim bardzo podobnie do poprzedników. Pomimo „aquatic type” są to perfumy o bardzo dobrej jakości – trwałość ok. 8 godzinna, to spory wyczyn w tej linii (dodatkowo na mej przysuszonej skórce), również projekcja nie zawodzi. A sam aromat?
Strzał z cytrusów na starcie, jak można się domyśleć, jednak już od początku utrzymanych w mocno „niebieskim” tonie. Dominuje mezalians cnotliwej mandarynki z puszczalskim grejpfrutem, przyzwoitek nagietek stoi z boku i się przygląda, ale trójkąta raczej nie będzie. Od początku wyraźnie zaznacza się morski klimat, jednak w przeciwieństwie do tego, co można spotkać u wielu „konkurentów z pułki”, nie ma mowy o żadnym „rozwodnieniu” woni. Jest wyraziście, ale równocześnie lekko chropowato, szczególnie kiedy środkowa część kompozycji dochodzi do głosu, i jak się pewnie domyślacie odpowiada za to szałwia (potrafi siać spustoszenie, ale dobrze użyta spisuje się świetnie). Mięty raczej nie wyczuwam, geranium… chyba skleja się z całością. W swojej bazie Ocean przemawia do nas delikatnym drewnem i raczej piżmowym, słodkawym finiszem. Zresztą słodko jest cały czas, ale chyba w żadnym momencie nie staje się to meczące, czy przesadzone. Odbieram konstrukcję tych perfum jako przemyślaną i zrównoważoną.
Sam zapach pozostaje kwestią gustu, jeśli lubicie takie świeże, morskie klimaty jednak z delikatnym pazurkiem – będzie wam się podobać. Jeśli nie? Nie wiem czy będzie – może tak, a może nie. A może morze.

Króciusieńko na koniuszku – jest dobrze. Dla zwolenników, ewentualnie szukających czegoś na lato w tę stronę – warto spróbować. Jakość bardzo dobra, cena doskonała.

Kompozycja: 4
Moc: 3(+)
Trwałość: 4(+)
Flakon: 3(+)

umysł: mandarynka, grejpfrut, nagietek,
serce: mięta, geranium, szałwia,
baza: drewno sandałowe, piżmo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s