Avi

Jak wiecie (bo nie dało się pewnie nie zauważyć), nie używam i nie testuję z zasady zapachów niszowych. Powodów jest kilka, być może w wolnej chwili (a więc gdzieś w okolicach roku 2046) napisze dlaczego tak, a nie inaczej, niemniej póki co – z jednym wyjątkiem – „udaje” mi się pozostać wiernym swojemu założeniu. Od czasu do czasu jednak coś mniej lub bardziej niszowego na blogu się pojawi, bo zwyczajnie jakaś próbka do mnie zbłądzić może. Zaznaczam jednak, że traktuję „niszę” dokładnie tak samo jak mainstream i stawiam tym zapachom dokładnie te same wymagania.
Ten wstęp miał za zadanie delikatnie wprowadzić was w klimat „bohatera” dzisiejszego wieczoru, a jest nim – Aventus wykreowany przez Creed.

Perfumy te zbierają dość skrajne recenzje. Od zachwytów, ocierających się o określenia takie jak „genialny”, czy „doskonały” poprzez obojętność, do – zdecydowanie rzadszej – wrogości czy też może sensowniej powiedzieć, określeń typu – „kiepski”. Po trzech dniach testowania na własnej skórze, sądzę że wyrobiłem sobie już jakieś zdanie na temat tej wody i jest ono na tyle ukształtowane, żeby się nim z wami podzielić.

Mimo bogactwa składników w poszczególnych nutach, w moim odbiorze Aventus to kompozycja o charakterze dualnym. Pierwsza część owego duetu to mocne, owocowe otwarcie z wyraźnie zaznaczoną czarną porzeczką. Słodkie, intensywne ale jakkolwiek lubię owocowe aromaty, to jednak niespecjalnie do mnie przemawiające. Zapewne większości z was bardzo się spodoba, choć przyznaję że dla mojego nosa jest co najwyżej poprawne, choć oczywiście nie da się ukryć, że ładne. Po kilkunastu minutach (w granicach dwudziestu) owocowy sok ustępuje miejsca… no właśnie czemu? Z pewnością wyraziście męskiej woni, której w moim odbiorze najbliżej do klasycznego połączenia lawendy z szałwią, ale najprawdopodobniej takie wrażenie sprawia rozbudowana nuta serca, w której dominuje coś suchego i lekko gryzącego (brzoza?). Jest to bardzo klasyczny rodzaj aromatu, kompletnie jednak niczym się nie wyróżniający. Baza jest całkowicie poza moim zasięgiem, po prostu nie jestem w stanie jej wyczuć.

Pojawia się pewien specyficzny „problem”, który łączy zagadnienie samej kompozycji z trwałością i projekcją perfum. Początkowo myślałem bowiem, że moc jest dość niska, bliskoskórna i nikt z otoczenia poza mną samym nic nie czuje. Okazało się, że jestem w błędzie, z którego wyprowadziła mnie znajoma komentarzem (po ok. 8 godzinach od aplikacji) „ale ty mocno pachniesz!”, a ja nie czułem wtedy już prawie nic?! Zachodzi więc w przypadku Aventusa silnie niekorzystne zjawisko bardzo szybkiej adaptacji nosa do zapachu – krótko mówiąc czują go wszyscy dookoła, poza tobą. I zaznaczam, że w mojej opinii jest to poważny minus. Trwałość jest bardzo dobra, co prawda jak powiedziałem prawie nic nie czuję (choć czasami docierają do nosa bardzo delikatne – jakby smużki zapachu, albo tak mi się zdaje), ale nie zmienia to faktu, że woda trwa na skórze praktycznie cały dzień. Nieco dziwaczne to przyznam szczerze i jakkolwiek spotykałem się już wcześniej z taką sytuacją, to chyba jeszcze nigdy, aż do tego stopnia.

Moja ogólna ocena Creeda jest raczej przeciętna. W kategorii owocowych perfum znam bardziej intrygujące i w moim odbiorze lepsze pozycje. Aventus przypomina mi opisywany kiedyś Quasar Adventure od JdP. Ma bardzo podobną konstrukcję, czyli soczyste otwarcie a potem męski, suchy środek, choć del Pozo oceniam wyżej, nie wspominając już nawet o wersji podstawowej Quasara.
Podsumowując – jest przeciętnie w nie męczący, nie bardzo nudny sposób, jednak co najwyżej na 3(+). A biorąc jeszcze pod uwagę cenę opisywanej wody, to… no nie ma o czym mówić.

Kompozycja: 3(+)
Moc: ?
Trwałość: 5(-)
Flakon: 4(+)

umysł: czarna porzeczka, włoska bergamotka, francuskie jabłka i królewski ananas
serce: róże, sucha brzoza, marokański jaśmin i paczula
baza: piżmo, mech dębowy, szara ambra, wanilia

Advertisements

9 comments

  1. Można i tak. Także staram się czerpać z życia pełnymi garściami, bo kocham żyć, ale chyba nie zdefiniował bym siebie przez pryzmat tylko tego 🙂 A i bardzo się obawiam, że Memoire Man, Epic, Lyric czy inny Montale mógłby sprawić, że nie zaznał bym spokoju, póty piękny flakon nie stanął by na moje półeczce… A ponieważ marzenia staram się realizować, a podobnie jak Ty perfumy traktuję jako jedną z życiowych radości (drugą miłością jest motocykl), to… w tym wypadku wybiorę jednak inne 😉

  2. sabbath, fqjcior nie kuście! 😉 Jest kilka powodów dla których świadomie trzymam się z dala od niszy. A co kiedy spodoba mi się taki amułaż jeden z drugim do tego stopnia, że na niego „zachoruję”? Pomijając że nie zdobędę raczej tysiąca złotych na flakon, to jednym z powodów trzymania się obok, jest również to, że taka cena wydaje mi się po prostu swego rodzaju aberracją. I chyba nie chciałbym tyle zapłacić za żaden zapach. A jak znam siebie, to…
    Sabbath, jesteś niezwykłą kobietą. Zresztą to da się wyczytać z twojego bloga, który wbrew pozorom sporo mówi także o tobie interesujących rzeczy, podziwiam Twoje zorganizowanie. Mi niestety zdarzyło się już zamienić chlebek na perfumy, póki co mogłem sobie na to pozwolić, ale ten czas się powoli kończy. Mam świadomość „nieroztropności” pewnych swoich działań, ale pomyśl… jeśli skusiłem się (nie raz…) na „mega okazję” za powiedzmy 100 czy trochę więcej (praktycznie nie mając już pieniędzy), to myślisz, że nie skusiłbym się na 500? No właśnie… 😉
    I jeszcze jedno – oczywiście, że pociągają mnie mocno zapachy niszowe, nie trzeba ich nawet wąchać, żeby wiedzieć że czai się tam wiele niespotykanych nigdzie indziej i pięknych rzeczy. No właśnie, możemy cały problem w tym, że ona tam są… 🙂

    1. Amułaż mnie jeden zauroczył. Na tyle, że chętnie miałabym flakonik. Ale nie za 1200 zeta za 12 ml. To jest powyżej mojej granicy rozsądku. Dlatego nawet nie planuję oszczędzania na niego. I z pełną świadomością piszę: nie uwiera mnie to, nie jest mi nawet żal. 🙂
      Nie jestem jakoś powalająco dobrze zorganizowana. Naprawdę. Po prostu znam swoje priorytety. Perfumy traktuję jak jedną z życiowych radości. I nie dopuszczę, żeby stały się ciężarem czy nałogiem. Nie z rozsądku. Z epikureizmu. Bo ja uwielbiam mnożyć sobie radości w życiu. Kubek, w którym danego dnia robię sobie kawę wybieram z przyjemnością, z podobną przyjemnością przeglądam płyty i rozważam, czego dziś posłucham. A fiolkę z nowym zapachem otwieram jak prezent – z ekscytacją i nadzieją na coś pięknego. Nawet jeśli nie będę mogła albo chciała kupić flaszki.
      Choć oczywiście masz rację. Zdarzają się zapachy, których pragniemy namiętnie. 🙂 Tu jednak możesz wybrać: poznać i marzyć, albo nie znać w ogóle. Ja wolę choć raz przeżyć tę radochę odkrywania nowego cuda. A potem jakoś to bywa. Czasem zabieram się do kupna flaszki przez rok i dłużej. Czasem mi przechodzi, czasem znajduję coś podobnego i tańszego )jak w przypadku black Cube). 🙂

  3. Ej! No przecież i ja traktuję niszę dokładnie tak samo, jak mainstream.
    I myślę sobie, ze nie ma sensu unikać poznawania czegokolwiek, choć rozumiem niechęć do zabijania się za superduper niedostępnymi hiperniszami w niszy. 😉
    Co do samego Avi – jestem w frakcji zdystansowanej. Szanuję, zauważam urodę, ale to nie mój typ zapachu.
    Zgadzam się natomiast z tym, ze jeśli zapach czują wszyscy, poza mną, to jest to poważny minus. Nie jestem perfumeryjnym altruistą – pachnę głównie dla własnej radochy. 🙂

    1. Dokładnie tak odnośnie „altruizmu” ;).
      A w kwestii unikania, serce mówi mi właź, rozum „chłopie, dwa razy debetu nie zaciągniesz”! 😉 A jednak jakoś mierzi mnie świadomość, ciągłego odlewkowania, flakon ma swoja magię… No i jest kilka innych powodów.

      1. Rozumiem Twoje rozterki, Belor. Jednak, choć flakon pełen perfum ma niewątpliwy urok, to jednak możliwość odlewkowania niszy i zapachów ekskluzywnych, przez co drogich, uważam za doskonałą sposobność na ich poznanie bez doprowadzania się do finansowej ruiny. Nie umiałbym sobie tego po prostu odmówić. Koniec końców przecież – jak mówisz – pachniesz dla siebie, a flakon lub brak flakonu zostawiasz w domu 😉
        Ja także nie lubię, gdy zapach czują wszyscy oprócz mnie, ale zdarza mi się to tak rzadko, że niemal nigdy. Owszem najczęściej jest tak pod koniec dnia, gdy mi wydaje się, że woń uleciała, a postronni są innego zdania. Wówczas potwierdza to trwałość i projekcję zapachu, do którego mój nos przez cały dzień zdążył się przyzwyczaić, co jest zupełnie naturalne i ma chyba nawet swoje naukowe uzasadnienie (adaptacja?).

      2. Belor, ale przecież poznawanie nie musi równać się posiadaniu.
        Mnie chodzi raczej o to, że im więcej zapachów poznasz, tym więcej masz ich do wyboru decydując się na flakon. I tym większe masz szanse, ze będzie to wybór naprawdę Twój, nie zaś wynik przypadku.
        Co do debetu: nie kupuje się perfum z debetu. To tylko pe4fumy. Z debetu to ja mogę kupić chleb albo benzynę.
        Ja rozwiązałam kwestię kupowania perfum w ten sposób, że co miesiąc przeznaczam pewną kwotę na wydatki zbędne. I wrzucam sobie tę kwotę na osobne konto, na którym czeka aż zrobię z niej dobry użytek. Jako kobieta nietypowa jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że nie robię zakupów kompulsywnych, nie czuję potrzeby posiadania pięciu torebek, dziesięciu kolorów cieni, dwudziestu par butów. To, co zostaje mi z wszystkich niekupionych ciuchów i kosmetyków, a także z nieodbytych wizyt u fryzjera i tipsistki (czy jak tam nazywa się pani czyniąca z paznokci szpony) mogę sobie przepuścić na alkohol. Pachnący także. 😉
        Nie stresuj się – poznanie niszy nie czyni z człowieka imbecyla. Tylko czasem wariata. 😉

  4. U la la! Belorze! Jesteś bardzo zasadniczy i konsekwentny w tym unikaniu niszy! Ale nie przejmuj się. Creed to właściwie nie jest nisza. To po prostu luksusowa marka perfumeryjna, lokująca się (sama) półkę wyżej niż Chanel, Dior itp.. Coś jak Guerlain (w dawnych czasach), tyle że powstało w Anglii. Także i tym razem szczęśliwie uniknąłeś niszy 😉

    Przyznam, że trochę mi smutno, że nie dane Ci było docenić Aventusa. Co do jego projekcji i trwałości, to tym razem mamy zbieżne obserwacje. Z tym, że ja czuję go na sobie przez cały dzień. Oczywiście nie bez przerwy, ale jednak cały dzień. Czuje go także otoczenie, czego byłem świadkiem wielokrotnie. Wzbudzał zawsze bardzo pozytywne uwagi (ale to na pewno nie sam Aventus, tylko ja :-).
    W ramach rozrywki sprawdź, co ten facet wygaduje nt. Aventusa i jego mocy:
    [url]http://www.youtube.com/watch?v=SBM1RYhtkIs[/url]

    Pozdrawiam (i z uwagą czytam)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s