Afrodyzjak w wersji Kilian

Back to Black by Kilian Aphrodisiac„, taką przydługą nieco nazwę noszą perfumy, które dzięki uprzejmości rajskiego kolegi dane mi było testować. Kilian to marka raczej niszowa, w związku z czym w oczywisty sposób mi nie znana. Z tego co zdążyłem się zorientować firma wypuszcza swoje kompozycje w dwóch, różniących się dość znacznie seriach, a opisywany właśnie Black należy do „L’oeuvre Noire”. Trzeba powiedzieć, że sposób wydania perfum jest autentycznie piękny. Na flakonie – ubranym w klasyczną, aksamitną czerń rozpoczynając, a na opakowaniu (ślicznie zaprojektowane pudełeczko zamykane na kluczyk) w którym się on znajduje kończąc. Małe dzieło sztuki. Forma jest ważna, zobaczmy jednak co przynosi treść.

Zapach charakteryzują dwa słowa kluczowe – „black” oraz „aphrodisiac”. Zastanawiałem się w jakiej konwencji utrzymane będzie pachnidło, które tak otwarcie epatuje słowem „czarny”, co w przypadku perfum niesie wyraźnie określone konotacje zapachowe. W dodatku ów „afrodyzjak” sugerował pewną zmysłowość, dobitnie seksualny podtekst. W połączeniu obu tych zwrotów zawarta była obietnica czegoś niezwykle porywającego…
Jak to zwykle w życiu bywa rzeczywistość jest o wiele bardziej przyziemna.

Jest w tych perfumach czerń. Tyle tylko, że nie w ich aromacie, ale w kolorze w jakim są wydane. Flakon, opakowanie wszystko utrzymane jest w ciemnej tonacji i w zasadzie na tym kończy się tytułowy „Back to Black”, bo sama woń jest zdecydowanie jasna choć delikatnie chropowata i niejednoznaczna. Czy jest to rozczarowujące? Nie sądzę, po prostu – „chłyt małketingowy” i nawiązanie bardziej do formy niźli treści. A jak jest z owym afrodyzjakiem?

Sama woń oparta jest na dość prostej konstrukcji – miód plus dodatki. Jest ów miodek dominujący, od początku aż do końca nie cichnie, nigdzie się nie chowa, nie umyka, nie odstępuje miejsca. I jak na miód przystało – jest także bardzo słodki. To co zdecydowanie wpływa na woń to ilość użytych składników „dodatkowych”. Są one dobrze wyważone i dość mocno zmieniają podstawową barwę pszczelego nektaru, jednak nie wpływają na kierunek w którym biegnie całość. Zestawienie kilku bardziej męskich „czynników” aromatwórczych wpłynęło na wytworzenie ciekawego akordu przeciskającego się przez dziurki w ulu. Mój nos nie potrafi wychwycić szczegółów, niemniej z pewnością istotnie wybija się tytoń (w nieco specyficznej, „miękkiej” odmianie), mech, labdanum i migdały (jeszcze dosładzając). A przynajmniej tak mi się wydaje, bo praktycznie od początku do końca odbieram wodę Kiliana, jako monument – jednolity i jednorodny. Dzieje się coś, ale nie na tyle, żeby można to było wyłapać, odizolować i określić. Pierwsze skojarzenie po powąchaniu było cokolwiek dziwne – miód, do którego ktoś wrzucił grzyby (!) i posypał szczyptą przypraw. Wiem jak to brzmi, ale wierzcie (lub nie), że tak właśnie zadziałała wyobraźnia i zaznaczam, że mimo „dziwności” – było to wrażenie pozytywne.
Cała kompozycja jest uniwersalna, ładna, przyjemna. Podoba się kobietom i w tym zakresie z pewnością jest to „afrodyzjak”, jednak osobiście zupełnie inaczej postrzegam seksualność, a szczególnie męską jej sferę. Woda jest klasyfikowana „for men” ale sądzę, że bez obaw mogą ją nosić także panie, ma wyraźny „przechył” w stronę uniseksu. I może tu leży problem? W jaki sposób afrodyzjakiem może być coś, co nawet nie zbliża się do sfery seksualności? Nie znalazłem w „Back to Black”, także nic co by przykuło moją uwagę na dłużej. Co prawda to rejony olfaktoryczne daleko odbiegające od moich zainteresowań, ale nawet pomijając to, niczym mnie nie zaintrygował. Zapach jest chyba za bardzo oderwany od osoby, charakteru, człowieka – po prostu nie wyraża nic poza samym sobą. Jak to uniseks, zresztą.

Bardzo dobra trwałość, zależna wszakże mocno od aplikacji. Po solidnym ataku na atomizer uzyskałem w pełni satysfakcjonujące 10-12 godzin, z dobrą projekcją – choć przyznać trzeba że przez swoja ulepkowatość, woń należy raczej do przyciężkich, tzn. lewitujących blisko nosiciela. W tym wypadku nie jest to jednak wada. Cena jak przystało na produkt niszowy – powala. Oczywiście, że nie warto tyle płacić, aczkolwiek jeśli pieniądze traktujecie z przymrużeniem oka (bo je macie), to czemu nie? Dla kogo? Dla tego, komu się spodoba.

Kompozycja: 4
Moc: 3(+)
Trwałość: 5(-)
Flakon: 5(+)
SOB: 3(+)

Nuty: miód, bergamotka, malina, rumianek, kardamon, kolendra, szafran, cedr, wanilia, migdały, wetiwer, labdanum, tytoń, paczula, mech dębowy

Reklamy

2 comments

  1. Kolega z forum, znasz a łon już tam wie 😉

    Masz rację – mogą. Tyle, że ja pisałem bardziej w kontekście ich ogólnej odpinki od płci. Jak człowiek ma w sobie to coś, to każda „ładna”, dobrze dobrana rzecz będzie to jeszcze podkreślać. A jeśłi inuseks będze miał seksualny charakter to albo na kobiecie albo na facecie, ale ie wydaje mi się, żeby tak było w obu przypadkach. Czyli jednak przechył w którąś ze stron.

  2. Rajski kolega? O.o

    Czyżby Adam>? Ale żeby aż taki rajski? ;)))

    W kwestii uniseksów: myślę, ze mogą być bardzo seksowne. Perfumy przejmują sex appeal swojego nosiciela. Szczególnie takie nieokreślone. te możemy dookreślić sobą.
    Choć akurat Back To Black i na mnie powalającego wrażenie nie zrobiły. Za grzeczne. Zbyt ładne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s