Kabrioletem przez miętową łąkę

Cartier Roadster to zapach niezwykle prosty ale i wdzięczny zarazem. Co prawda jego charakter predestynuje go do noszenia raczej w ciepłe dni, niemniej w trakcie zimowych testów sprawdził się równie dobrze jak latem, co tylko podkreśla świetnie wyważoną kompozycję i uniwersalność.

Koncept na te perfumy jest ujmująco beztroski: „weźmiemy garść mięty, dodamy szczyptę słodyczy, podlejemy kropelką wetywerii i… voila, mamy Roadstera”! Łatwo powiedzieć, zdecydowanie trudniej zamysł zrealizować, ale… udało się w pełni. To co zdecydowanie odróżnia kreację Cartiera od innych, świeżych perfum, to właśnie owa mięta ale użyta jako motyw przewodni, a nie tylko dodatek. Kabriolecik to zapach, który serwuje nam tę bylinkę od początku do końca, w bardzo ładny, rzekł bym urzekający sposób. Najsamprzód jest to mięta lekka, zza zasłony której próbuje nieśmiało wychylać się bergamotka, słodka i niezwykle odświeżająca. Po chwili miętowość mocniejsza, intensywniejsza, bardziej „zadziorna” choć również nie tak krzycząca jak w pierwszych kilku minutach. Jest słodko, bo aromat bardzo wyraźnie opiera się na wanilii, a kończąc w trzecim akcie delikatnie do nosa dociera bardzo zamglona i niewyraźna (ale jednak) wetyweria. Jeśli się jednak nie wwąchacie, to dalej będzie to mięta i wanilia, nieco tylko „rozmiękczone”. Jak wiadomo mięta oprócz charakterystycznego sposobu w jaki ją odczuwamy, jest również delikatnie zielona (listek pachnie także „sobą”) i to również jest obecne w kompozycji.
Roadster jest chyba pierwszym poznanym mi zapachem, który tak jednoznacznie traktuje ten składnik i przedstawia jako głównego bohatera opowieści o fruwających molekułach. I powiem bez ogródek – robi to świetnie. Zapach jest po prostu bardzo ładny. I unikalny.

Nie zawodzą wszystkie te niby ważne, niby dodatkowe rzeczy, bez których każde perfumy nadawały by się tylko do kontemplacji intelektualnej, a mianowicie: trwałość – bardzo dobra, grubo ponad 8h, a woń dochodziła do noska praktycznie i po całym dniu noszenia. Emisja wody także stoi na zadowalającym poziomie, wyczuwałem aromat wyraźnie i nie musiałem się wysilać, żeby wiedzieć że pachnę. Co ciekawe zapach został skomplementowany przez osoby postronne, tudzież pokątne (choć nie mierzyłem), więc ta słodkawa prostota może (i zapewne tak jest w rzeczy samej) podobać się również paniom.

Jeszcze coś… pewne odczucie, którym – jak sądzę – warto się podzielić. Roadster to perfumy bardzo jasne, pozytywne, rozpościerające pogodną, odprężającą aurę. Nosząc je czułem się niezwykle komfortowo. Nie każda woń działa w ten sposób (niektóre wręcz odwrotnie), tym bardziej należy to docenić.
Ciekawy pomysł na flakon – nieco futurystyczny, podobanie się jest kwestią gustu zapewne, ale konceptu nie można odmówić.
Jeśli szukacie czegoś na ciepłe dni – jak najbardziej polecam.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 3(+)
Trwałość: 5
Flakon: 4(+)
SOB: 4

umysł: bergamota, mięta,
serce: mięta pieprzowa,
baza: paczula, wanilia, wetyweria

Reklama, podobnie jak nazwa i flakon (można go również ustawić w poziomie)
nawiązuje do motoryzacji, samochodów. Dlaczego? Interpretujcie sami. A spot dobry.
Reklamy

3 comments

  1. Może i fajny, ale tylko dla zdeklarowanych fanów mięty. Ja zdecydowanie wolę kiedy jest ona tylko dopełnieniem odświeżającym kompozycję. A tutaj najpierw Amol, a następnie guma Orbit. Miałem flakon ale odstąpiłem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s