Timbuktu

Timbuktu, to kolejne moje przypadkowe w sumie, spotkanie z perfumami na wskroś niszowymi. Z pewnością spotkanie ciekawe i bardzo pouczające, bo jakkolwiek nie przypadliśmy sobie do gustu, za sprawą pewnego incydentu, to jednak dowiedziałem się czegoś nowego i poszerzyłem swój horyzont perfumowy, właśnie dzięki niemu.

Przede wszystkim z informacji, które udało mi się mi się znaleźć w sieci, opisywane perfumy należą do konceptualnych projektów, które malują krajobrazy, klimat i odczucia twórcy na temat różnych miejsc na świecie. Timbuktu, to miasto i region w Mali, w północno zachodniej Afryce. Miejsce dosyć niezwykłe, o ciekawej historii i zapewne również niesamowicie pachnące. Tą aurę i aromat stara się przybliżyć woda toaletowa L’Artisan Parfumeur.

Nie jest słodko, ani trochę, nigdy. Zamiast tego jest suche, przyprawione kardamonem powietrze wirujące wśród piasków. Zadziwiające jak wiele można osiągnąć używając składników, które wąchaliśmy w wielu innych kompozycjach, a które nie sprawiały jak dotąd ekscytującego wrażenia. Połączenie różowego pieprzu i kardamonu (mango raczej nie czuję) jest niecodzienne. Wrażenie gorącego, afrykańskiego miejsca wręcz namacalne. Później kadzidło i papirus, bardziej chyba papirus. Nie wiedziałem jak pachnie, chyba nawet wyobrażenia nie miałem czym jest ten akord.  A jest niezwykle intrygujący. Niby to drzewo, a takie niedrzewiaste, papierowe jakieś jakby, trudnoopisywalne. Przez długi czas jest inaczej, odmiennie, przejmująco.
Niestety wszystko co dobre w końcu się kończy. I nie wiem czy to kwestia benzoesu, na który reaguję wprost alergicznie (mój nos go odrzuca), czy też specyficzne połączenie mirry, paczuli i wetiweru to powoduje, ale w pewnym momencie Timbuktu staje się dla mnie nie do zniesienia. Męczy i nuży, chce się je zmyć. Naprawdę szkoda, bo przez ponad godzinę to niecodzienne, specyficznie zmysłowe doświadczenie.

Perfumy wyróżniają się świetną jakością. Pachną bardzo naturalnie, są trwałe (praktycznie całodniowe) i mają niezbyt mocną ale wyraźną projekcję. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do kwestii technicznych. Charakterystyczny, wielokątny flakon może się podobać i na pewno niczego nie ujmuje całości.

Mam więc bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony, to bardzo interesująca woń, malująca sugestywne obrazy, o świetnej jakości. Z drugiej… odczucia, które trwają znacznie dłużej niż jestem w stanie zaakceptować.
Z pewnością jednak warto sięgnąć po buteleczkę, czy też próbkę i spróbować.

Kompozycja: 4
Moc: 3(+)
Trwałość: 5
Flakon: 4(-)
SOB: 2(+) (niestety)

umysł: ziarna różowego pieprzu, zielone mango, kardamon
serce: kadzidło, drzewo papirusu
baza: wetiwer, paczula, mirra, benzoes

PS. Jak przystało na perfumy niszowe, to oczywiście uniseks. Jednak z tych, które zlewają się z właścicielem i potrafią dodać zmysłowości niezależnie od płci, mimo że ją pomijają.

Advertisements

6 comments

  1. Nisza. Dobry kierunek. „Tam na pewno jest cywilizacja.” Dla kogoś zainteresowanego papirusem polecam Calamus Comme des Garcons. Autorstwa Bertanda Duchaufura zresztą 🙂 Niezapomniane wrażenie, niebanalne, choć jednocześnie atrudno wyobrazić sobie coś prostszego w wyrazie.

  2. I tak oto Szanowny Belor stawia pierwsze kroczki w perfumowej niszy. Nie ukrywam – czekałem na to 😉 Zacząłeś od wysokiego C, bowiem, nie tylko wg mnie, Timbuktu to jedne z najciekawszych pachnideł w ogóle oraz – obok Dzongkha – najdoskonalsze dzieło mojego idola (ostatnimi czasy) Bertranda Duchaufoura. To oczywiście wszystko kwestia gustu. Tak czy inaczej – genialne perfumy wg mojej skromnej oceny. Choć nie jest to typowy wetiwerowiec, to ten składnik gra bardzo ważną rolę w bazie. Papirus robi niezwykły, rzeczywiście papierowo-zielony klimat. Uwielbiam nosić Timbuktu, a ich flakon dumnie okupuje „główną” półkę. Zapach z mojej pierwszej 10-ki, a raczej nawet 5-ki 😉

    1. Wiesz, to trochę przypadek. Ray podesłał mi secik próbek i m.in. kilka niszowych rzeczy tam było, ale nie planowałem tego i nie zamierzam iść w tę stronę – póki co 🙂
      A co do Timbuktu, to robi wrażenie, bardzo realistyczny zapach, szkoda że coś mnie w nim później drażni, nie wiem co to w sumie, snuje domysły, bo przez dość długą chwilę pachnie świetnie. Choć bardziej ciekawie niż ładnie.

      1. Twoje określenie „bardziej ciekawie niż ładnie” wydało mi się prawdziwie trafną oceną, która pasowałaby do 90% perfum niszowych! 🙂

        1. A gdy te dwie rzeczy połączyć, to dopiero wychodzi coś pięknego i niecodziennego 🙂 Szkoda, że tak trudno o to, czasem jest ładnie ale dosyć banalnie, czasem ciekawie ale brakuje urody, często ani jedno ani drugie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s