Pieśń marokańskiej pustyni… z głęboko zakurzonej szafy…

L’Air du desert marocain to kolejne (i ostatnie już) perfumy stricte niszowe, które do mnie dotarły. Tym razem produkcja niejakiego pana Tauera, który wydaje autorskie kompozycje, pod swoim nazwiskiem. Niektórzy zachwycają się jego zapachowymi pejzażami, spotkałem w sieci wiele przejmujących opisów, które sugerowały nieziemskie doznania, dotyczące również z marokańskiej pustyni. Niestety okazałem się głuchy na te wszystkie achy i ochy i w moim odbiorze L’Air to zapach brzydki i nieciekawy, żeby nie powiedzieć bardziej wprost – kiepski.

Nie czuję ani pustyni, ani powietrza, ani żadnego Maroka w ogóle. Zamiast tego od początku liniowa konstrukcja, w której moje skojarzenia biegną: perfumowo – do nie fajnego Zino, wrażeniowo – do bardzo starej, mocno zakurzonej szafy, stojącej na strychu równie leciwego domu, której nikt od dziesiątek lat nie otwierał, a w której zebrało się dużo brzydkich aromatycznie rzeczy. I taki „uroczy pejzaż”  przez cały czas. Bite 10 godzin, bo woda ma bardzo dobrą trwałość, przy równie wyraźnej projekcji. Jedyna rzecz, która może nasuwać jakieś niejasne skojarzenia w zamierzonym przez twórcę kierunku jest fakt, że zapach jest niesamowicie suchy, całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek słodyczy, aż „trzeszczy” w nosie. Nie umiem wyodrębnić, co składa się na taki mój, a nie inny odbiór woni, bo składniki są dosyć „normalne”, ale może to złożenie ich razem daje taki specyficzny efekt (?), niemniej w moim odczuciu, to zapachowy potworek.

Nie będę się rozpisywał, bo i nie ma nad czym. Masakry również nie zamierzam urządzać. W rachubę wchodziła jeszcze możliwość, iż próbka jest zleżała, niemniej sprawdziłem u źródła i jest z nią wszystko w porządku. W sumie trochę szkoda. Flakon również paskudny, ale ponoć to rodzaj standardu, czy też raczej obowiązującego trendu w niszy, nie wiem (bo widziałem już małe arcydzieła również na tej półce), co nie zmienia faktu, że dobrze koresponduje z turpistycznym zapachem. Mały update – Tauer przelewa swoje kompozycje w nowe flakoniki, o wiele ładniejsze. Dodaje więc ocenę w tej kategorii również za ten drugi, nowszy butelek. Chyba naładniejsza rzeczą w tych perfumach jest ich nazwa. To odrobinkę za mało…

Całkowicie nienoszalne.

Kompozycja: 2
Moc: 3(+)
Trwałość: 5
Flakon: 2(+)/3(+)
SOB: 2(-)

Nuty: kolendra, gorzka pomarańcza, cytryna, bergamotka, jaśmin, czystek, geranium, cedr,

Reklamy

7 comments

  1. Ojeeej, aż przykro czytać 🙂
    A mnie się ten zapach tak podoba, nawet się nad flaszką zastanawiałam.
    Ja przez suchość zapachu czuję w tym zapachu rozgrzane powietrze na pustyni w Maroku. Bo jak powietrze ma 55 C i wieje silny wiatr to właśnie jak napisałeś „trzeszczy w nosie”. I wydaje mi się, że ten dziwny, niepowtarzalny efekt udało się Taurowi odtworzyć.
    A w ogóle ładny blog. Jestem tu po raz pierwszy.
    pozdrawiam

    1. No cóż, wiem z własnego doświadczenia jak mało miło jest czytać negatywne opinie o zapachach, które nas zachwycają. Ale na nos niewiele poradzimy, wrócę za kilka lat, może wtedy to będzie coś innego dla mojego powonienia? Być może ten Tauer ma w sobie coś co mnie drażni, na co reaguję właśnie w taki sposób? Zastanawiałem się nad podobieństwem do suchego wiatru pustyni, możliwe, że gdyby nie to właśnie przenikające wrażenie, w tę stronę poszłyby moje skojarzenia? Dużo pytań, czas pewnie udzieli odpowiedzi 🙂 Dzięki za dobre słowo i pozdrawiam!

  2. Rozumiem dokładnie jaki masz problem z L’Air du Desert Marocain, bo mnie też kojarzy się nieco z takim pomieszczeniem typu stary pałacyk (muzeum), przesiąknięty różnymi zapachami. Jednak dla mnie jest to bardzo pozytywne. Dlatego ocena aż tak surowa nieco mnie zaskoczyła 😉

    A flakoniki Tauer teraz ma cudne, już od pewnego czasu: http://www.luckyscent.com/images/products/31401.jpg
    Stare faktycznie, bleeee… 😉

    1. Wiesz nie wiedziałem jaki flakonik jest „bieżący”, bo miałem odlewkę a w niszy nie siedzę, tylko starałem się opisać swoje wrażenia. Być może to kwestia też układania się na skórze, mam wrażenie że moja bardzo spłaszczyła ten zapach i w pewien sposób zrobiła mu krzywdę, ale na to nie mogę nic poradzić.

      1. Jeśli chodzi o flakonik, to doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie interesujesz się niszą, więc to było dla Ciebie tylko w ramach informacji 🙂

        Cóż, no nie wszystko jest dla wszystkich – i chyba dobrze, bo gdyby każdy zapach na każdej skórze pachniał tak samo… Ja czasem żałuję, że jakiś zapach nie pachnie na mnie tak jak powinien. Ale po chwili zastanowienia, stwierdzam że nie ma tego złego 🙂

  3. Belor, nie prowokuj lwa, bo lew to ja! 😉
    Z drugiej strony to fajno, że nie popadasz w zachwyty nad czymś, co Cię zwyczajnie nie zachwyca. Bo jest dla mnie jasne, że nie każdemu zapachy Tauera (jednak specyficzne) się spodobają.

    Dla mnie to prawdziwie urocza i radosna, niczym nieskrempowana nisza, coś zupełnie nadzwyczajnego i innego nawet od „reszty niszy”. Bardzo lubię zarówno opisywany przez Ciebie, jak i jego niesamowite kadzidło w Incense Extreme, gęstą lawendę w Reverie czy wspaniały wibrujący wetiwer w Vetiver Dance. Zaś jego Une Rose Vermeille uważam za jedne z najbardziej zmysłowych perfum kobiecych.

    Być może jest to jakaś forma potwierdzenia, że jednak nie po drodze Ci z perfumami niszowymi, choć chciałbym, żeby było inaczej. Może kiedyś jeszcze wpadniesz na coś, co Cię powali 😉 Czego Ci życzę 🙂

    Tymczasem „back to mainstream!” 😉

    1. O, złośniku, ironiczny 😛
      Nie wiem czy mi nie po drodze, bo nie zdecydowałem się świadomie na pójście w tę stronę jak wiesz. Pewnie w końcu to kiedyś nastąpi (to chyba naturalna ewolucja), ale póki co chcę jak najwięcej powąchać z mainstreamu, abyśmy razem z moim nosem dojrzeli do pewnych rzeczy. I pewnie znajdę tam wiele pachnideł, w których się zakocham 😉 Co do Tauera, to wąchałem tylko tę jedna rzecz, nie zrobiła wrażenia – fakt, ale to nie znaczy, że coś innego od „niego”, by mnie nie wtrąciło w osłupienie i zachwyt! Bronię się jak mogę, chociaż w głowie gdzieś tam bezwiednie tworzy się „niechciana lista” rzeczy, które chętnie bym powąchał… Ale jeszcze nie dziś, nie teraz, nie mój czas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s