Desir de Rochas

Spotkanie z dość znanym i lubianym „Man” od Rochasa pozostawiło mnie obojętnym na wdzięki kawy w wersjach prezentowanych w owym pachnidle i jak do tej pory – kawy w perfumach w ogóle. To jedyny męski zapach Francuzów, który miałem (w sumie) przyjemność testować ale jakoś nigdy nie odczuwałem głębszej chęci do penetrowania rejonów olfaktorycznych prezentowanych przez tę markę. Niedawno nadarzyła się okazja, bo do zamówienia z perfumerii otrzymałem gratisową próbkę innej wody tej firmy, o której słów kilka staram się właśnie napisać i jest to tytułowy Desir de Rochas.

„Pożądanie” to słowo, które zobowiązuje. I to nie tylko w perfumach, ale w nich chyba w szczególności. Słysząc je spodziewamy się czegoś gorącego, namiętnego, wyzwalającego emocje… Wizja tego najdzikszego, najbardziej atawistycznego ludzkiego odczucia w wykonaniu Rochasa wydaje się być jej antytezą, jest bowiem bardzo spokojna, delikatna, wręcz senna. Patrząc na spot reklamowy i grających w nim aktorów odnoszę paradoksalne wrażenie, że dobrze koresponduje z zawartością flakonu. To jest „pożądanie” ludzi leniwych, jałowych, metroseksualnych.

Sama kompozycja jest skrajnie liniowa. Poza delikatnie zaznaczonym grejpfrutem i anyżem w otwarciu praktycznie przez cały czas dominuje jednorodny, subtelny aromat w znacznej mierze podparty drzewami (które jednak są dla mego nosa prawie niewyczuwalne, ze względu na marne walory użytkowe perfum). Kakao praktycznie nie funkcjonuje, co nie jest żadną stratą, bo za nim nie przepadam, wanilii niewiele tyle co by nadać całości delikatnie słodkawy posmak. Wszystko wymieszane, wymiksowane, sączy się zapachem leniwym, onirycznym, niewyraźnym.
Pachnie bardzo słabo (lekko, zwiewnie), zdecydowanie syntetycznie, a wciąż dość ładnie. Bo nie da się ukryć, że pomimo swojej banalności, wtórności i w sumie nudy, bo to przede wszystkim oferuje Desir – sama woń jest bardzo przyjemna, ciepła.

Fatalnie jest zarówno z trwałością jak i projekcją. Woda od początku jest bliskoskórna, daje się wyczuć ale raczej nie otoczeniu. Nie emituje się zbyt długo i po kilku godzinach nie ma po niej śladu. Jak się nad nią zastanawiam (a zbyt wiele się jednak nie zastanawiam, bo nie bardzo jest nad czym), to myślę sobie, że to idealne współczesne pachnidło „codzienne” – dla wszystkich, czyli dla nikogo – bezpieczne, przyjemne, nijakie.
W sumie nie ma o czym pisać – przeciętność, z której ktoś uczynił sobie kanon piękna.
Tylko nie wiadomo po co?

Kompozycja: 3(-)
Moc: 2(+)
Trwałość: 3(-)
Flakon: 3(+)
SOB: 3

Umysł: pomarańcza, grejpfrut, anyż
Serce: kakao, kardamon
Baza: wanilia, drzewo kaszmirowe, cedr

Koń jaki jest każdy widzi. Spot w klimacie całości, raczej usypia niż wzbudza
pożądanie.
Advertisements

3 comments

  1. Kompozycja zapachowa po prostu urzekła mnie już po pierwszym użyciu.Perfumy niezwykle ciepłe i zmysłowe,jednocześnie dość subtelne,Projekcja przy skórze jest raczej atutem.Zapach nie jest krzykliwy,nie męczy natarczywością i ma w sobie jakiś magnetyzm.Trwałość średnia,powiedzmy 4 na 5.

  2. Rzeczywiście pożądanie zobowiązuje. Choć czy ja wiem, czy _szczególnie_ w perfumach? Moim zdaniem są dziedziny, w których bywa bardziej… Zobowiązujące. 😉
    Sam zapach mnie pozostawił doskonale obojętną. Ot, takie nic specjalnego. Czyli ogólnie zgoda. 🙂

    1. Oczywiście, że gdzie indziej zobowiązuje bardziej 😉 Ale w perfumach „pożądanie”, powinno przynajmniej dawać „pożądany” efekt. A tu efektu nie ma żadnego, w ten deseń popłynęły myśli me 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s