Blejk z Dynastii

Charriol Men jest dzisiejszym, reprezentantem „haj klass” 😉 Perfumy znikąd, które zauważyłem już jakiś czas temu szukając w mainstreamie czegoś innego, mniej znanego. Czasem udaje się trafić jakąś perełkę, która zauroczy, choć częściej niestety natrafiamy na ścianę z mizerności i przeciętniactwa. Co ciekawe marka nie jest anonimowa googlom, a strona internetowa firmy podaje: „Founded in 1983 by Philippe Charriol in Geneva, CHARRIOL is an international luxury brand that specializes in fine Swiss timepieces, jewelry, and accessories” i to wyjaśnia całkiem sporo w kwestii pochodzenia marki. Opisywany Charriol to zapach przyzwoity, ani wybitny ani kiepski, ma w sobie jednak coś co zwraca uwagę.

Cała kompozycja opiera się na bardzo słodkim, landrynkowatym, nawet lekko mdławym motywie przewodnim, za który w głównej mierze odpowiadają kwiaty. Jest to bowiem zapach stricte kwiatowy, nieszczególnie męski choć także nie damski (uniseksem bym go jednak nie określił). Otwiera się delikatną (jak całość zresztą) gruszką, która następnie oddaje pola kwiatom, przy czym jej posmak unosi się dość długo. „Landryny” rozpływają się dopiero w bazie, która jest piżmowo-ambrowa i jest dokładnie taka jakiej nie lubię. Ambra jest mdła i gryząca, ale zwracam uwagę na mój indywidualny odbiór tego składnika, na który w większości przypadków reaguje w ten sposób (choć zdarzają się chlubne wyjątki), cedru nie wyczuwam ale nie dziwić to nie powinno, bo w bazie aromat jest już bardzo chimeryczny.
To co intrygujące, czy chociaż ciekawe w Charriolu, to elegancja, która z niego emanuje – taka specyficzna, kojarząca się z drogimi samochodami, pięknymi domami i grubymi portfelami – szefów amerykańskich korporacji naftowych, ichnich Blejków Karingtonów (pisownia własna TM) i innych Kolbich. Zabawna konotacja, ale jest coś takiego w tej wodzie, że ilekroć ją wącham, moje myśli biegną w tamte urokliwe rejony, a wyobraźnia kreuje obrazy rodem z Dynastii. Również flakon podkreśla to wrażenie, wykonany i opakowany jest z pewną dozą przepychu, jakby celowo kapie złotem i luksusem i w sumie wygląda bardzo dobrze. Zresztą również techniczna strona perfum jest bardzo „amerykańska” – woń jest delikatna i zwiewna (wersja edt, bo istnieje również – zapewne cięższa – edp), a jej trwałość oscyluje wokół 6 godzin. Cena jest bardzo dobra, a jakkolwiek zapach nie należy do przesadnie oryginalnych i mocno czerpie z wcześniejszych doświadczeń innych twórców perfum, to myślę, że należy ocenić go jako „przyzwoity”.
Choć to zupełnie nie moje klimaty wonne.

Kompozycja: 3
Moc: 2(+)
Trwałość: 3(-)
Flakon: 4(+)
SOB: 3(-)

umysł: gruszka, cytryna, zielone liście
serce: liście fiołka, róża, nagietek
baza: cedr, ambra, piżmo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s