125 lat Victorinoxa

Być może słyszeliście o Victorinox-ie specjalizującym się w scyzorykach i nożach? Oprócz tego firma ma na swoim koncie również zegarki – jak przystało na solidną, szwajcarską markę. Ale dodatkowo wydaje także perfumy pod brandem Swiss Army. Nie miałem do tej pory okazji zapoznać się z produkcjami w tej interesującej mnie kategorii, choć zapachy dostępne są bez trudności i w bardzo atrakcyjnych cenach. W końcu pojawiła się możliwość, choć trochę dziwna – tak to ujmijmy, bo opisywane właśnie perfumy, nie wydane zostały pod nazwą Swiss Army, jak by się wydawało że być powinny, ale własną –Victorinox. W dodatku jest to woda jubileuszowa, o nazwie „Victorinox – 125 Years Limited Edition”. Ale już zostawmy technikalia, co prawda nie jest łatwo znaleźć szersze informacje na temat tego specyfiku w sieci, niemniej podstawowe już macie.

Przechodząc do samego aromatu, to powiem, że początkowo miałem z nim spory problem. Nie mogłem zidentyfikować składników, ani nawet określić czym to pachnie, a sam aromat wrzuciłem do kategorii wodnych, badylastych, świeżych. Skojarzył mi się z Isseyem Miyakim, Jacomo Deep Blue etc. Chyba nie do końca słusznie, choć wąchając go przynajmniej w początkowej fazie nie mogę się temu wrażeniu oprzeć. Otwiera się mokro, zanurzonymi w niezbyt świeżej wodzie patykami (przesuszoną ale wilgotną trawą?), porostami. Bardzo szybko wyczuwalne staje się kakao, jednak nie w swojej suchej – pudrowej postaci, ale takiej przesiąkniętej, „rozmoczonej” – w klimacie całości. Nie dziwi siano wymienione w składzie, rzeczywiście – być może to ono odpowiada za pierwotne wrażenie? Nie mam pojęcia jak pachnie w perfumach modrzew, niemniej zejście jest bardzo przyjemne i słodkawe – przynajmniej tu wiadomo z czym do czego (tonka). Kompozycja jest bardzo ciekawa i powiem szczerze dość niecodzienna. Z pewnością w kategorii oryginalność wystawił bym wysoka notę, natomiast sama uroda woni jest sprawą dyskusyjną. Ani mi się podoba ani nie podoba. Zaciekawia i intryguje, choć generalnie nie są to rejony w które chętnie zapuszczam się nosem.

Sprawy techniczne wypadają średnio. Projekcja nie powala (delikatnie mówiąc), a trwałość oscyluje w okolicach 6-7 godzin. Nie mam pojęcia gdzie i czy w ogóle można te perfumy nabyć. Cena również pozostaje zagadką. I tak sobie myślę, że to chyba najbardziej enigmatyczny produkt z jakim miałem do tej pory do czynienia.

Kompozycja: 4(-)
Moc: 3(-)
Trwałość: 3(+)
Flakon: 3
SOB: 3(+)

Nuty:
kardamon, grejpfrut, kakao, modrzew, siano, bób tonka

Reklamy

3 comments

  1. Dla mnie Belor to także ,jak wspominałem już wcześniej ,przede wszysystkim mieszanka kakao i siana.Ogólnie rzecz biorąc,oceniając oba zapachy,wyżej oceniam jednak Charriol’a.

  2. O! To jedna z firm, której jestem wierna. Ich scyzoryków używam od lat, miałam ich plecak i multitoola (którego zgubiłam i kolejnego nie kupię, bo teraz sadzę się na Skeletoola). Zapach wypróbuję przez sympatię do marki. Choć… Nie przypuszczam, by okazał się mój.

    1. Możesz sprawdzić, to także nie mój klimat ale uważam że kompozycja dobra. Ta recenzja średnio mi wyszła, bo nie mam serca ani głowy do tej grupy zapachowej, takich sianowatych, mokrych 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s