Eryo

Yves Rocher, to obok L’Occitane marka reprezentująca tzw. „naturalne” podejście do kosmetyków – w tym perfum. Trudno ocenić na ile to hasło jest prawdą, a na ile czystym marketingiem, niemniej jest faktem, że perfumy obu firm pachną niezwykle „naturalnie” właśnie, w sposób bardzo przyjemny (pomijając nawet sam aromat). Po prostu – nie czuć chemii.

Dzisiejsza woda toaletowa trafiła do mnie przypadkiem. Wymiana za nietrafiony zakup. Jak się okazało i tym razem również nie trafiłem, niemniej posiadałem ją przez wystarczający czas, żeby podzielić się swoimi wrażeniami.

Eryo to kompozycja bardzo prosta. Od progu raczy nas słodką bergamotką z delikatnym posmakiem mięty i – niestety – już na tym etapie wyczuwalnym gdzieś w tle rozmarynem, który w gryzący sposób dochodzi do głosu po kilkunastu minutach. Serce zapachu, to wspomniany miks rozmarynu z nieśmiało wyłaniającymi się składnikami bazy, czyli głównie wanilią i odrobiną paczuli. Trzecia faza to w mojej ocenie najładniejsza część konstrukcji – delikatny imbir i paczula, osłodzone wanilią – grają razem bardzo ciekawy koncert, aż się chce wąchać. Ogólny wydźwięk kompozycji jest pozytywny, a przede wszystkim zdecydowanie męski. W dodatku świeży. Uważam to (ową „mięskość”) za wielki plus tych perfum, paradoksalnie zawdzięczany sprawnemu wykorzystaniu potencjału rozmarynu (którego nie cierpię tak a propos i przez który nie byłem w stanie ich używać), która to roślinka nadaje woni charakterystycznego, „zgryźliwego” posmaku.

W perfumach z lat ’80 chętnie sięgano po rozmaryn, często kompletnie przeginając (nie tylko z tym zresztą), natomiast użyty w Eryo – mimo, że to zapach z 2004r – kieruje myśli w stronę najlepszej w mojej opinii  dekady perfumiarstwa – dziewiątej (XX wieku dodajmy). Męskość definiowana w tym czasie była idealnym odzwierciedleniem tego jak sam ją postrzegam. Lata dziewięćdziesiąte wyzwoliły się z pachnideł, które pokazywały faceta dzikim, śmierdzącym cywetem i fekaliami, emanującym prymitywną siłą. Równocześnie przeciwstawiając mu obraz mężczyzny wciąż silnego, ale nie potrzebującego swojej męskości udowadniać otoczeniu brutalnością i niedomyciem. Kolejnym mało zabawnym przegięciem jest perfumeria dzisiejsza, która wyewoluowała z owej dziewiątej dekady w stronę, która z męskością jako taką ma już bardzo niewiele wspólnego, a raczej z jej uni czy też metroseksualną postwizją – nijaką, nudną, miałką, rozmytą – w gruncie rzeczy zniewieściałą. Dziś mężczyzna nie ryzykuje, nie walczy, nie zdobywa, ale jest „ładny i bezpieczny”. Jak się zastanowić to ewidentna antyteza (a może jedynie redefinicja, za którą nie wszyscy nadążają?). W tym kontekście perfumy z lat dziewięćdziesiątych stanowią złoty środek – podkreślam, pisze o swoich odczuciach, bo oczywiście w późniejszym okresie także można spotkać piękne i męskie pachnidła, choć prawdopodobieństwo natrafienia na nie jest znacznie mniejsze – pomiędzy dzikością serca i ciała, a wrażliwością i namiętnością duszy.
A czemu ma służyć ten przydługi wywód, zdający się niemieć związku z tematem?
Ano właśnie taki rodzaj męskości (90!), dzięki owemu nieszczęsnemu rozmarynowi, reprezentuje Eryo. I to jest paradoks do kwadratu, niemniej warto go tu przywołać. Jak sprzeczne uczucia potrafi wywołać kilka kropli wonnego płynu, prawda?

I wreszcie wracając do tematu „na poważnie”, to powiemy że perfumy mają dobrą trwałość i przyzwoitą emisje, natomiast nieprzyzwoicie brzydki jest flakon. Co zaskakujące przeczytałem o nim, że to: „Wyjątkowy zapach zamknięty we flakonie o wyjątkowo wyrafinowanym kształcie.” No ludzie! Trzeba mieć wyjątkowo pomięte poczucie humoru, żeby o tym kanciastym czymś powiedzieć, że jest „wyrafinowane” – ale uznajmy to za postmodernistyczny żart twórcy dopinający całość…

Podsumowanie? Jest dobrze, choć nie dla mnie. Szanse na powąchanie macie niewielkie, bo perfumy nie są już ani produkowane ani w sprzedaży, a butikowe zapachy bardzo trudno dostać – nawet z drugiej ręki.

Kompozycja: 4(-)
Moc: 3(+)
Trwałość: 4(-)
Flakon: 2(-)
SOB: 3

Nuty:
Umysł: bergamotka, mięta
Serce: rozmaryn
Baza: wanilia, benzoiny, paczula, imbir

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s