W pojedynkę, czyli Solo

Loewe Solo zakupiłem rzutem na taśmę. Zapachu praktycznie nie znałem, podobnie jak i innych z tego brandu. Jedynie przelotnie w perfumerii niuchnąłem raz czy drugi 7-ki, ale to zupełnie inna bajka. Solo natomiast wąchałem na blotterze i zapamiętałem tyle, że to świeży i leki aromat. Niemniej nadarzyła się okazja w niezawodnej ostatnio w tych kwestiach (okazyjne flakony w rewelacyjnych cenach) perfumerii internetowej (e-glamour, dobre to niech ma darmową reklamę), zakupić tester w cenie stanowiącej ułamek wartości rynkowej perfum. Z reguły takie „okazje” trwają bardzo krótko, więc po kilku minutach namysłu zamówienie było złożone.

Solo to słoneczny, pogodny i ciepły poranek w letni dzień. To także uniseks, adresowany chyba do wszystkich. Nie wyraża żadnych akcentów ni to męskich, ni specjalnie kobiecych, zupełnie ten temat pomija – po prostu pachnie sobie. Myślę, że to kompozycja kwiatowa i jakkolwiek nuty mogą mylić, to dominuje woń delikatna, miękka, słodka. Otwiera się dosyć „klasycznym” połączeniem bergamotki i mandarynki, mocno aromatycznym i intensywnym, zza którego w tle już już czai się anyż gotowy wychynąć w każdej chwili. I dość szybko przystępuje do ataku, bo późniejsze fazy zapachu zdecydowanie bierze we władanie właśnie ten akord, wspomagany jeszcze słodkościami w postaci cynamonu, różowego pieprzu i aldehydów. Zresztą, składników jest tak wiele, że bardziej się mieszają tworząc gęsty syrop, niźli dają wyodrębnić. Jest to jednakże mikstura dobrze zbalansowana i nieprzesłodzona w żadnym razie – klarowny to syropek. Zejście… cóż, dla mnie to kontynuacja a nie coś nowego w nosie, a w ogólności całą barwę tego Loewe postrzegam raczej liniowo i nie jest to żaden minus, zaznaczam. Pachnie po prostu ładnie. Nie odebrałem też wrażenia syntetyczności, wydaje mi się, że jakość wykonania wody jest co najmniej dobra, ale nie mam złudzeń co do użytej chemii – jest ona jednak niewyczuwalna i nie przeszkadza w żadnej mierze.

Perfumy są uniwersalne i sprawdzą się każdą porą, sugeruję jednak cieplejsze dni ze względu na ich swobodny, lekki charakter. Mają przeciętną trwałość – ok. 6-7h, przy czym tylko przez pierwsze 3-4h są wyczuwalne wyraźniej, kolejne godziny należą do tych bliskich sercu. Emisja subtelna, ale umówmy się, że wiosną czy latem, woda toaletowa pełni raczej funkcję odświeżającą dla nas niż reprezentacyjną na zewnątrz. Ogólnie, techniczna strona jest w normie, abstrahując oczywiście od stanu faktycznego, który jest nieco „smutną normą”.

Podsumowując lapidarnie – powiem – ok. Przeciętnie. Z pewnością warto było zapłacić te kilkadziesiąt złotych i nie żałuję, choć szczerze mówiąc większa suma byłaby bardzo źle zainwestowaną gotówką. No i na pewno nie wrócę i żalu nie będzie, ot jednorazowa przygoda toaletowa ale i takie są czasem potrzebne (mówimy o perfumach, przypominam).

Kompozycja: 3(+)
Moc: 3
Trwałość: 3
Flakon: 4(+)
SOB: 3(+) 

umysł:  bergamotka, cytryna, mandarynka,
serce: kminek, mięta, cynamon, lawenda, aldehydy, gałka muszkatołowa, anyż, różowy pieprz,
baza: wanilia, mech dębowy, piżmo, bursztyn, nuty drzewne.

PS. Na osobny temat zasługują (poniższe) spoty reklamowe, bardzo interesujące i jakkolwiek w mojej opinii rozmijają się z klimatem perfum, to należy im się 5 za pomysł. Są minimalistyczne, a świetne.


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s