Trwałość perfum i ich (nie)testowanie

Ponieważ trwałość perfum jest sprawą skrajnie subiektywną, zależną od wielu czynników (skóra, temperatura, uwarunkowania zdrowotne i wiele innych – szerzej pisałem o tym tutaj) – nasuwa się pytanie czy w ogóle jest sens ją „testować” i poddawać ocenie?
Czy wymogi względnego choć obiektywizmu i rzetelności piszącego pozwalają na to?

Odpowiedź jak myślę, nasuwa się po zdefiniowaniu – pojęć „rzetelności” piszącego o perfumach (bloggera) i ujęciu jej „obiektywności” jako antytezy w tym temacie.

Co oznacza, że jestem rzetelny (w moim rozumieniu)? Składają się na to dwa aspekty:

  1. Nikt mnie nie opłaca, w żadnej formie (pieniądze, perfumy, reklama czy cokolwiek innego) – co pozwala mi zachować pełną niezależność w ocenie,
  2. Opieram się wyłącznie na własnych wrażeniach i doświadczeniu, które są subiektywne.

Dlaczego pisanie o perfumach uważam za antytezę obiektywizmu? Bo praktycznie wszystkie aspekty perfum są skrajnie subiektywne i podlegają wyłącznie ocenie opartej na indywidualnym guście, wrażeniach i doświadczeniu. Jedyną obiektywną rzeczą jest skład perfum podawany przez producenta w formie użytych odczynników chemicznych (nie nut!) – nie ilościowy i nieproporcjonalny (wiemy co jest ale nie wiemy jak i w jakich proporcjach połączone), a paradoks polega na tym, że w żaden sposób nie możemy tego ocenić (wszystkie perfumy mają wyszczególnione składniki po łacinie) i kompletnie nic z tego nie wynika – nie jesteśmy w stanie poddać analizie ich jakości inaczej niż „na nos”, czyli znowu wracamy do subiektywnej oceny opartej na guście i doświadczeniu.

W kontekście tego wydaje mi się oczywiste, że  trwałość perfum podlega w takim samym stopniu mojej ocenie jak  kompozycja, projekcja, a nawet flakon czy cokolwiek innego. Ba! Paradoksalnie będzie ona obiektywniej zmarkowana niż np wspomniana kompozycja, której ocena musi być związana z moim „podoba/nie podoba”, natomiast to czy zapach utrzymuje się na mnie 5 czy 10 godzin jest znacznie bardziej wymierne (choć oczywiście w skomplikowany sposób uwarunkowane mnóstwem czynników) i potrafię to określić, a nawet „udowodnić”.

Wszystko w perfumach jest czymś subiektywnym, opartym na wrażeniach i ich (re)interpretacji, a sam zapach wręcz osobniczym. Na każdym pachnie w mniejszym lub większym stopniu inaczej, w dodatku każdy czuję go odmiennie. Chcąc zachować choć pozory obiektywizmu należałoby każdy aromat wąchać/testować w laboratoryjnych warunkach, tylko na specjalnym blotterze, a ocenie poddawać samą kompozycję, choć nawet wtedy nie dało by się uciec przed własnym gustem, no bo cóż to znaczy, że „kompozycja jest dobra”? Że my tak uważamy, czy większość? Koło się zamyka. W dodatku czy to miało by jakikolwiek sens? Nie sądzę – bez przełożenia na realne używanie perfum taka ocena mogłaby mieć zastosowanie tylko w surowym ujęciu, bardziej artystycznym, pozbawionym cech użytkowych. Uważam perfumerię za dziedzinę sztuki, ale w przeciwieństwie do muzyki czy malarstwa – sztuki bardziej użytkowej (zbliżonej np. do architektury). Zapach czemuś służy, kiedy można go użyć. Oczywiście można spojrzeć na to inaczej, tylko owo „inaczej” nie leży w moim kręgu zainteresowań, zresztą nawet najbardziej niszowe zapachy, rzadko kiedy całkowicie pozbawione są „noszalności”, co zdaje się potwierdzać przede wszystkim utylitarny charakter perfum – zawsze pachniemy po coś.

Dygresja: Problemem perfumiarstwa jest również brak uznanych kanonów. Zapewne każdy interesujący się perfumami wymieni przynajmniej kilka uniwersalnych i pięknych „klasyków”, ale przecież dla każdego co innego będzie tym najbardziej przełomowym, znaczącym w historii, a dodatkową trudność nastręcza szybko postępująca dezaktualizacja w tej dziedzinie. Jest to o tyle ciekawe, że jakkolwiek zmieniają się same kanony zapachowego piękna, to z czasem zanika też  wartość użytkowa perfum, już po kilkudziesięciu latach przestają być one atrakcyjne dla współczesnych, a często stają się delikatnie mówiąc „trudne”, mimo że wciąż pozostają wspaniałymi kompozycjami, niejednokrotnie ocierającymi się o geniusz.  I znowu jakie kryteria oceniania przyjąć? Chanel no5 to ponadczasowe perfumy, ale wystarczy zadać proste pytanie: ile młodych kobiet obecnie chciałoby je nosić, czy chociaż uznało za piękne i porywające – by dostrzec na czym polega problem. A mimo to kompozycję należy czasem wbrew własnych preferencjom i gustom – ocenić wysoko, żeby to zrobić trzeba oprzeć się także na doświadczeniu, choć i ono nie gwarantuje obiektywności nawet w tym, elementarnym względzie. W swoim „Perfumes: The Guide” (współautorka – Tania Sanchez) znany w świecie perfum badacz Luca Turin poddaje ocenie sporo ponad 1000 popularnych zapachów i mimo doświadczenia i niewątpliwej wiedzy w zakresie, wiele z jego ocen jest bardzo kontrowersyjnych, żeby nie powiedzieć dobitniej – dziwnych. Ale to jest właśnie jego odbiór – subiektywny, abstrahując od wiedzy i doświadczenia.

Wracając do tematu. Mam oczywiście świadomość, że moja ocena trwałości zapachu jest skrajnie subiektywna i dotyczy tylko i wyłącznie mnie. Dlatego by zminimalizować osobniczość tego zjawiska po pierwsze jest ona wyraźnie oddzielona od pozostałych i w żaden sposób nie wpływa na ocenę samej kompozycji (oddziałuje na mój ogólny odbiór zawarty w „SOB”). I druga, niemniej ważna rzecz – jak często mogę (czasem do znudzenia) przypominam, że trwałość na „waszej skórze” może się znacznie różnić od tego co ja doświadczam, więc „polecam spróbować na sobie” – szczególnie chętnie sięgam po tę formułkę w przypadku zapachów o co najmniej dobrej kompozycji (w mojej subiektywnej ocenie oczywiście), aby przypadkiem nie zniechęcić kogoś do perfum, które na nim mogą być i piękne i trwałe, a na mnie ten drugi warunek nie jest spełniony. W ogóle ocena cząstkowa perfum daje pewien komfort, gdyż poszczególne elementy nie interferują ze sobą i jedyny punkt, gdzie się spotykają to „SOB”, ale to jest jak sama nazwa wskazuje – Subiektywna Ocena Belora.

Odnosząc się więc bezpośrednio do postawionego pytania – tak, oceniać trwałość. Tak samo jak wszystko inne w perfumach. I niech was nie zmyli ogólny wydźwięk moich przemyśleń, wbrew pozorom dobre zapachy są dobre a kiepskie kiepskie i nie jest to aż tak trudne do rozróżnienia, jak się może wydawać 😉

Reklamy

6 comments

  1. Mam w zasadzie identyczny punkt widzenia na kwestię oceny trwałości, jak i obiektywności oceny perfum w ogóle. Obiektywizm w tym zakresie to nie tylko mrzonka, a wręcz sprzeczność. Recenzent jakiegokolwiek dzieła opisuje własne na jego temat wrażenia, bo czyje wrażenia miałby niby opisywać? Wszystkie cechy pachnidła, łącznie z trwałością, oceniane są przez pryzmat własnych (subiektywnych) odczuć, gustów, wiedzy i doświadczeń. Wystarczy poczytać kilka blogów czy forów, by zobaczyć, jak w związku z tym bardzo różne są zarówno opisywane odczucia, jak i doświadczenia i wiedza piszących.

    Owszem – można próbować ocenić perfumy abstrahując od swych gustów. Sam wielokrotnie tego próbowałem, ale przyznam, że to trudne i nie jestem pewien, czy wiarygodne, i czy w ogóle o to mi chodzi w całej tej zabawie. Nie dalej jak kilkanaście dni temu w recenzji Chopard Noble Vetiver skrytykowałem ten zapach, bo mnie nie przekonał. Ale na samym końcu zaznaczyłem, że – znając obecne trendy i gusta – zapach ten może spodobać się wielu mężczyznom. Naprawdę tak uważam. Była to jednak pewna forma obiektywizmu, ale tylko jako uzupełnienie mojej czysto subiektywnej oceny.

    Wierzę też i mam nadzieję, że moje recenzje nie są traktowane jak wyrocznia. Rozumny czytelnik zdaje sobie przecież sprawę, że czyta moją subiektywną opinię, i że możemy się w swych opiniach różnić, czasem nawet skrajnie.

    Nie zgodzę się natomiast, że perfumiarstwu brak uznanych ogólnie kanonów. Europejskie perfumiarstwo ma swoją długą historię i wiele dzieł uznanych jako przełomowe, choćby ze względu na czas powstania, zastosowane składniki i czy samą kompozycję. Natomiast akurat nasza polska kultura tę dziedzinę sztuki (jak najbardziej użytkowej) zwyczajnie pomija, pewnie ze względu na brak tradycji i istotnych dokonań w tym zakresie (pomijając kilka ewenementów), uwarunkowania społeczne, a także zwyczaje.

    Na koniec dodam, że od siebie jako od perfumowego bloggera wymagam przed wszystkim rzetelności, a nie obiektywności. Jestem w tym względzie realistą i nie mylę swej roli z dziennikarstwem. To koniec końców ma być przyjemność, a nie rwanie włosów by za wszelką cenę zachować obiektywizm.

  2. widzę, że reprezenujemy skrajne odmienne stanowiska co do doboru, interpretacji i ważności kryteriów branych pod uwagę przy ocenie zapachów… u mnie zawsze pragmatyzm będzie próbował przejąć kontrolę nad romantyczną i spontaniczną sferą moich poglądów… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s