…a rich shade of burgundy and a dark shade of rose…

Wygląda na to, że nie mamy do siebie szczęścia. To drugi zapach marki Banana Republic, który przychodzi mi recenzować i drugi niezbyt udany. Co prawda jest lepiej niż przy poprzednim spotkaniu, niemniej wciąż mizernie i to w zasadzie pod każdym względem.

Pierwsze co rzuca się w oczy to flakon. Bez dwóch zdań to najmocniejszy akcent w tych perfumach. Wykonany z ciemnego drewna robi majestatyczne wrażenie. Przypomina trochę kałamarz, a może stempel w każdym bądź razie jest „silnym wizualnym atutem” produktu i bardzo zachęca do zapoznania się z zawartością. A ta niestety rozczarowuje.

Kompozycja Cordovana to miks kilku składników, dosyć jednolity i  liniowy, prawie niezmienny w czasie (poza słabnięciem), na który najwyraźniej składa się skóra (bladziutka), wetiwer (zdelikacony) w mniejszym stopniu irys i lawenda. Całość tworzy słaby, słodkawy sos, niewyraźny i miałki. Na starcie jesteśmy raczeni także bergamotką, niemniej ten element ulatuje w ciągu krótkiej chwili. Wyraźnym motywem przewodnim w konstrukcji wody jest akord skóry połączonej z delikatną nutką animalną, czyli odzwierzątkową. Ponieważ generalnie nie lubię wszelkich „animali” w perfumach, także i tu drażni mnie ona nieco choć nie mdli (jak zwykle bywa), ale trudno uznać to za plus, bo wynika tylko z faktu, że zapach jest bardzo słabo wyczuwalny i projektuje po prostu anemicznie. Największym grzechem samej woni jest to, że wieje od niej nudą… A potencjał jest, oj jest – jednak kompletnie niezrealizowany. I żeby nie było – nie zawsze musi się „dziać wiele” – potrafię docenić i cieszyć się zapachami spokojnymi, stonowanymi, bez fajerwerków ale z klasą. I w zasadzie to wszystko w odpowiedzi na pytanie: „jak to pachnie”. Syntetyzując – kiepsko.

Wspomniałem już o marnej projekcji, nie inaczej jest z trwałością, czy też sensowniej było by powiedzieć nietrwałością – wszystko co udało mi się uzyskać, to 5-6 godzin przy bardzo nieśmiałej emisji. No nie jest dobrze.
Zastanawiam się czy to rzeczywiście są tak kiepskie perfumy jak je maluję, czy też może zwyczajnie rozmijają się z moim gustem w stopniu większym niż inne? Fakty wydają się nieubłagane – z jednej strony fatalna strona techniczna z drugiej nijaki aromat, który nie trafia do mnie kompletnie. Ponieważ jednak ma być o moich wrażeniach, a te są jakie są – oceniam negatywnie. I nie polecam. Choć „obiektywnie” 😉 to nie są to jakieś szczególnie złe perfumy (są „złe” nieszczególnie). Pewnie nawet mogą się podobać.

Na koniec, co by jednak nie zostawić was z miażdżącym wrażeniem powiem, że jest jeszcze jeden jasny punkt w naszej bananowej republice (nie sądzicie, że to głupkowata nazwa?) – imię perfum. Cordovan, to rodzaj skóry, ale także koloru i wydaje się, że twórcy dobrze wybrali, bo zarówno zapach jak i barwa w jakiej jest utrzymany (także pojemnik) pasują idealnie do tej koncepcji. Jaka szkoda, że za formą (piękna estetyka) nie poszła treść (marna zawartość).

Kompozycja: 3
Moc: 2
Trwałość: 2
Flakon: 5(-)
SOB: 2(+)

Nuty:
liść figi, gałka muszkatołowa, skóra, bergamotka, lawenda, irys, wetiwer, jałowiec

Reklamy

7 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s