Breakfast at Tiffany’s

Perfumy Tiffany for Men przybyły do mnie w paczce z kilkoma innymi, wszystkimi utrzymanymi w klimacie czy też raczej należałoby powiedzieć, że bezpośrednio pochodzącymi z lat ’80. Tiffany to marka, z którą spotkałem się po raz pierwszy, nigdy wcześniej o niej nawet nie słyszałem, zapewne jak większość z was – co ciekawe pochodzi z USA i ma ponad 130 letnią tradycję. Perfumy są tylko dodatkiem do dość szerokiego portfolio akcesoriów wszelakich, jakie produkuje. Opisy na forum kolegi Four’a, który to stoi za tajemniczą wysyłką, sugerowały że oprócz retro znajdę tu coś noszalnego i nawiązującego już do kolejnej dekady. Rzeczywiście, coś w tym jest.

Aromat charakteryzuje bardzo duże bogactwo składników, które jednakże trudno wyodrębnić. Na pewno wyczuwalna (dla mojego nosa) jest gałka muszkatołowa, lawenda, wanilia i kwiaty – w różnych fazach rozwoju. Otwarcie stanowi nawiązanie do przeszłości, z której perfumy z jednej strony starają się wyrwać (pochodzą z 1989r), a z drugiej do przyszłości, gdzie nieśmiało zaglądają. Jest „trudniejsze” dla współczesnego nosa, ale nie razi i dość szybko przemija. Kolejna faza to właśnie wanilia z dodatkami. Czuć wiele różnych rzeczy, aczkolwiek wszystko jest ładnie wyważone i nic nie dominuje, ani nie narzuca się. Jest słodko, delikatnie oldschoolowo, i w sumie przyjemnie. Z pewnością mnogość ingrediencji nie idzie parą w gwizdek, to jest zresztą charakterystyczne dla pachnideł z tamtych lat. Baza jest dla mnie pewną zagadką, bo niestety pomimo dobrej trwałości woda ma rachityczną projekcję i później po prostu ciężko jest cokolwiek poczuć, a tym bardziej określić.

Zapach jest wyraźnie osadzony w estetyce ósmej dekady, jednak w żadnym momencie swojej ewolucji nie staje się nieprzyjemny czy nieładny. Mimo charakterystycznego sznytu dawnych lat, odnoszę nieodparte wrażenie, że jest nie tyle asesorem co protoplastą tego co nadeszło kilka lat później. A mianowicie słodkich, opartych na przyprawionej wanilii kompozycji. Widzę w tej wodzie ojca, tudzież dziadka świetnej Romy Laury Biagiotti.

Podsumowując, Tiffany for Men to dobre perfumy, stojące gdzieś „pomiędzy” – takie „perfumy drogi”. Mają w sobie sporo z dekady, w której powstały (choć „brody” nie uświadczyłem to wyczuwalne jest że to nie współczesna kompozycja), a równocześnie zahaczają już o nieco inny, miększy klimat lat dziewięćdziesiątych i takiego, późniejszego definiowania męskości. Jeśli nie jesteście olfaktorycznie zamknięci – warto się zapoznać.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 2(+)
Trwałość: 4(+)
Flakon: 3(+)
SOB: 3(+)

Nuty:
Umysł: lawenda, mandarynka, bergamotka, kardamon, cytryna,
Serce: gałka muszkatołowa, goździk, drewno sandałowe, cynamon, paczula, irys, jaśmin, cedr, róża, anyż,
Baza: bób tonka, ambra, mech dębowy, wanilia, kadzidło

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s