Skóra lekko zzieleniała, ale wciąż dobrze leżąca

Sięgam po kolejną próbkę, którą mam możliwość testować dzięki uprzejmości kolegi Four’a z naszego forum. I następna pochodząca z trudnego dla mojego nosa okresu w perfumiarstwie, czyli ósmej dekady poprzedniego stulecia.
Tym razem jednak tragedii greckiej nie było, bowiem Trussardi Uomo z 1983r, to klasyczny męski, skórzany szypr, który pomimo swojej silnie zaznaczonej „retro-wności”, daje się nosić nawet i dziś, co już samo w sobie jest pewnym sukcesem.

W moim mocno zsubiektywizowanym odbiorze noskowym, zapach jest bardzo liniowy i praktycznie od początku do końca pachnie tak samo (chociaż niezupełnie). W aromacie dominują dwie ingrediencje, a mianowicie wspomniana skóra (bardzo surowa), która tworzy jakby bazę oraz mech dębowy (i prawdopodobnie jałowiec), który nadaje jej „zielonego”, obrośniętego wilgotnym grzybem (tak, tak – mąkla tarniowa, to rodzaj grzybków, też się zdziwiłem) – posmaku. I w zasadzie to wszystko. Pomimo ogromnej (co także jest charakterystyczne dla owego czasu) ilości składników – jest jednostajnie. Czasami do głosu próbuje dojść delikatnie słodkawa woń (miód?), ale jest to tylko ślad, słabo wyczuwalny, bo generalnie kompozycja jest raczej wytrawna. Co ciekawe baza ciemnieje, nie wiem za sprawą czego tak się dzieje, niemniej to co dochodzi do nosa jest cieliste i mocne, być może to kwestia labdanum (a może właśnie dopiero wtedy silniej wychodzi mech?) – późne zejście nie nastroiło mnie optymistycznie i było zdecydowanie mniej komfortowe niż serce, choć bardzo charakterne. Kompozycyjnie jest to pachnidło trudne dla współczesnego mężczyzny, jednak zdecydowanie mniej niźli inne konstrukcje z tamtych lat.
Jeśli przychodzi mi coś do głowy, kiedy wącham to jest to widok dojrzałego faceta z kilkudniowym zarostem w skórzanej kurtce, jeżdżącego chopperem i żyjącego w nieco innym świecie niż ten nasz – dzisiejszy. Być może to czas, który już odszedł, ale wciąż są ludzie, którzy właśnie w  tym odnajdują swój oddech.

Oczywiście bardzo dobra jest trwałość, ale „tylko” zadowalająca projekcja wskazująca na bardziej casualowy charakter wody. Trudno osiągalne, bo dziś już praktycznie tylko w sieci – perfumy nie przetrwały próby czasu (i reformulacji – więc może to i dobrze) i nie są dostępne na półkach sklepowych. Za to niedawno wypuszczono „nową wersję”, czy też jak byśmy ładnie powiedzieli „interpretację”, która tyle ma wspólnego z protoplastą co jeżyk z karnością.

Krótko mówiąc – taka ciekawostka, mnie zapach trochę zmęczył i chyba też znudził. Za to nie zabił, a to plus 😉

Kompozycja: 3(+)
Moc: 4
Trwałość: 5
Flakon: 5
SOB: 3(-)

Nuty:
umysł: aldehydy, jagody jałowca, lawenda, bazylia, kminek, bergamotka, majeranek
serce: miód, goździk, cynamon, korzeń kosaćca, wetiwer, cedr, róża
baza: labdanum, skóra, bób tonka, paczula, piżmo, mech

PS. Jeszcze coś. Na szczególną uwagę zasługuje flakon – klasyczny w kształcie, ale za to oprawiony skóra – nie wiem czy prawdziwą – krokodylą. Jakby nie było to robi wrażenie i świetnie koresponduje z zawartością.

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s