Horyzont Zdarzeń

Czasem mija dużo czasu, zanim perfumy które gdzieś tam w przeszłości mnie zaintrygowały w jakiejś postaci trafiają do mnie i mam możliwość bliżej im się przyjrzeć. Konfrontacje oczekiwań, wyobrażeń z rzeczywistością bywają bolesne, a często zaskakujące. Chyba najrzadsze jest połączenie zaskoczenia z niespodzianką. Horizon od Guya Laroche, którego właśnie skończyłem testować, należy do perełek – to doskonałe perfumy, podobnie jak poprzednie pachnidło tej marki, z którym miałem przyjemność obcować – Drakkar Noir.

W moim prywatnym rankingu (męskiego) perfumiarstwa, lata ’90 (a w szczególności ich pierwszą połowę) uważam za najlepszy okres. To czas, kiedy twórcy wyrwali się wreszcie z charakterystycznego dla ósmej dekady sposobu ujmowania męskiego piękna i zaczęli eksplorować nowe rejony, inaczej patrzeć na pewne rzeczy nie tracąc jednak do końca kontaktu z tym co właśnie przemijało. To co najlepsze dla przeszłości, a równocześnie w zupełnie nowym ujęciu. Często zupełnie świeże spojrzenie, z pobrzmiewającym w tle echem.

Właśnie taki jest Horizon – perfumy powstałe w 1993r nie mają w sobie nic z nieprzyjemnych akcentów przeszłości, a wciąż silnie nawiązują do tego „kwiatowo-toaletowego” ujmowania świeżości – z lat poprzednich. To niezwykle rześki, „mokry” (ale nie morski!) aromat oparty na kwiatowym sercu, przyprawowym otwarciu i słodkawej, bardzo przyjemnej bazie. Tyle technicznie. Wrażenia z obcowania z horyzontem są więcej niż pozytywne. Zaskoczyła mnie jakość, a wspomniane odczucia są naturalne do tego stopnia, że zagadnięta koleżanka zapytana „jak to pachnie” odparła krótko z grymasem „jak woda toaletowa w kiblu”. Czy to dobra rekomendacja? Paradoksalnie tak! Nie jest to bowiem zapach z gatunku nowoczesnych, syntetycznych rozrywaczy serc niewieścich, ale właśnie taki zdecydowanie naturalny, niezwykle aromatyczny i świeży, nieco retro. Woda ujęła mnie swoim pięknym, choć nienachalnym rozwojem. Wyczuwalną klasą i odmiennością od wszystkiego co spotkacie na sklepowych półkach – nie ma możliwości, żeby ktoś pachniał choć podobnie. Oczywiście, że sama woń pozostaje kwestią gustu i jakkolwiek sam nie przepadam za kompozycjami kwiatowymi w szaletowym wydaniu, to przedstawione tu ujęcie bardzo mi się podoba – to także o czymś świadczy.

Skrapiając się dziełem Guya Laroche nie mam wątpliwości, że pachnę świetną wodą, zarówno kompozycyjnie jak i pod względem trwałości, bo parametry użytkowe oczywiście pozostają na poziomie lat osiemdziesiątych – perfumy są z tych „całodniowych” i jak przystało na casual dobra projekcja (nie miałem problemu z cieszenia się nimi wyraźnie przez cały czas emisji). Jeszcze jedno wrażenie, któremu nie mogłem się oprzeć zdominowało moją wyobraźnię – wydaje mi się, że Horizon to protoplasta takich zapachów, jak uwielbiany przez niektórych Narciso Rodriguez for Him, i podobne oparte na fiołkowym (kwiatowym) sercu. Myślę też że słyszalne są nawiązania do Szarej Flaneli, choć wedle mojej opinii, jest to zapach o klasę lepszy od wspomnianej.

Smutne jest tylko to, że perfumy są drogie i bardzo trudno osiągalne, a  najprawdopodobniej jeśli to się zmieni, to przejdą jakąś fatalną reformulację, która zamieni je w syntetycznego śmierdziucha niemającego nic wspólnego z oryginałem, tudzież inne „dostosowanie”  do dzisiejszych „standardów” (w przypadku wspomnianego na wstępie Drakkara, obcięto mu tylko skrzydła – wyciszając). Obym się mylił.
Polecam.

Kompozycja: 5(-)
Moc: 4
Trwałość: 5
Flakon: 5(-)
SOB: 4(+)

Nuty:
umysł: aldehydy, piołun, lawenda, mandarynka, strączyniec, mięta, bergamotka,
serce: cyklamen, goździk, jaśmin, kolendra, róża, igły sosnowe, geranium,
baza: skóra, drzewo sandałowe, ambra, paczula, piżmo, mech dębowy, cedr,

PS. Flakon jest bardzo ciekawy. Nawet miniaturka, która posiadam „dba” o jakość i utrzymana jest w linii „pełnej” butli (wygląda tak samo). To charakterystyczna, niebieska, oszroniona butelka, bardzo podobna do tego z Drakkara pomijając kolor i szron.

Spot, mimo leciwości – nie jest tandetny i ma w sobie pewną estetykę

Advertisements

2 comments

  1. Miałem niegdyś flakon Horizon. Kilka lat temu można je jeszcze było nabyć na allegro w zupełnie normalnych cenach. Zapamiętałem ten jako bardzo oryginalne, mocno ziołowe pachnidło. Nie potrafiłem odnaleźć w nim akcentów morskich/wodnych, o których sporo się pisze w necie, a na które wskazywałaby kampania reklamowa i kolor flakonu itd. Czułem w tym dużą niespójność. Po jakimś czasie flakon sprzedałem, czego w sumie nie żałuję. Nie zmienia to faktu, że dotąd nie spotkałem nic, co by mi go przypominało.

    1. wiesz, ja też nie odlazłem nic wodnego/morskiego i dlatego nie wspomniałem o tym w recenzji. jest mocno przyprawiony (szczególnie na początku), choć postrzegam go generalnie silnie kwiatowo i bardzo aromatycznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s