Przygoda w „Amazonii”, czyli próbka nr 1

Moje wcześniejsze spotkania z marką Davidoff generalnie kończyły się większym lub mniejszym rozczarowaniem (nie wspominając nawet o nieszczęsnym Zino). Chlubnym wyjątkiem jest świetny, ale naturalnie w związku z tym faktem –  już nieprodukowany Good Life (którego zresztą nie miałem okazji opisać). A dziś kolejny produkt tej massmarketowej firmy, czyli wariacja na temat innej dość znanej, męskiej kompozycji, a mianowicie Adventure – „Amazonia”. I biorąc pod uwagę, że protoplasta jest pachnidłem relatywnie przeciętnym (może i lepiej, że go nie recenzowałem), to w kategoriach nijakości epigon jeszcze go prześciga, to po prostu bardzo marne perfumy.

Kompozycje można określić krótko, dosadnie, aczkolwiek trafnie – odświeżacz powietrza. Właśnie taki jest aromat, którym raczy nos Amazonia – sztuczny, syntetyczny, słodki, „świeży”, mdły. Według opisu nut, w otwarciu jakoby gra cytryna, mięta i ostrokrzew, ale powiem szczerze, że nie ma w nim nic zielonego – podąża raczej w rejony pomarańczowe, stricte owocowe. Zresztą serce i baza niewiele zmieniają, bo cały zapach jest liniowy i praktycznie się nie rozwija. Co ciekawe, jakiś dowcipniś wpadł na pomysł, aby określić naszego bohatera nazwą „Amazonia” – równie dobrze mogłoby to być jakiekolwiek inne słowo: lodowiec, surykatka, tudzież insze, gdyż zwyczajnie perfumy z tytułową Amazonią nie mają żadnych konotacji – nawet w telewizorni jej nie widziały. Woń jest bardzo nudna i jedyne zastosowanie jakie mógłbym dla niej ewentualnie znaleźć, to zmieniacz aury we wnętrzu pojazdu, zresztą nawet przypomina te „choinkowe” tony zapachowe. Myślę, że w tej roli by się sprawdził, ale nosić to na sobie? Za żadne skarby!

Beznadziejna jest również trwałość na poziomie 4-5h, projekcja a raczej je brak, i oczywisty brak wyczuwalności bazy, którą trzeba dosłownie ściągać ze skóry nosem.

Porażka na całej linii. Jeszcze jedna, dwie tego typu kompozycje od Davidoffa i uznam tę markę za perfumeryjnego Quasimodo.

Kompozycja: 2(-)
Moc: 2(-)
Trwałość: 2
Flakon: 3
SOB: 2(-)

Nuty:
Umysł: cytryna, ostrokrzew, mięta,
Serce: przyprawy, liść palmy
Baza: cedr

naprawdę dziwię się temu facetowi, nakręcił świetne Long Way Round i nieco gorsze Long Way Down, a udział w reklamie tak marnego produktu jest dla mnie całkowicie niezrozumiały?

PS. Pewnie zastanawiacie się do czego pije tytułowe: „próbka nr 1„? Otóż jest to rodzaj zabawy, którą rozpoczęliśmy niedawno na forum, polegającej na opisywaniu wrażeń na temat nieznanych z nazw perfum. Mam trzy takie próbeczki, a ta jest pierwsza.

Reklamy

2 comments

  1. Amazonia niestety jest bardzo słaba. Co innego Adventure 🙂 Ma w sobie coś takiego, że mi, miłośnikowi klasyki się podobała. Nie wiem co to jest, ale z testowanych kiedyś w S. zapachów, właśnie Adventure był tym, który nawet mi się spodobał.

    1. szczerze mówiąc, znudził mnie adventure. jeśli już mam sięgać po coś jednoznacznie męskiego, to wolę żeby to właśnie takie było, i nie nudne. a adventure odbieram też dosyć syntetycznie w drażniący sposób.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s