Cóż to Men?!

custo-barcelona-man-adcusto-barcelona-man-edtCusto Barcelona Men wyszły spod nosa jednego z najciekawszych kreatorów zapachów ostatnich czasów, niejakiego imć  Francisa Kurkdjiana. A postać to nieprzeciętna, bo ma na swoim koncie bardzo wiele kompozycji bardzo dobrych, które weszły już do kanonu perfumiarstwa, a nawet wybitnych. Z pewnością znacie te nazwy: Green Tea, Armani Mania, Narciso Rodriguez For Him i for Her, a także wiele perfum niszowych sygnowanych własna marką (APOM, Lumiere Noir) no i oczywiście Le Male i Fleur du Male. I właśnie do obu ostatnich najbliżej Custo Men.
Jest to zapach oparty na bardzo podobnym motywie przewodnim – kwiecie pomarańczy i w moim odczuciu, mieści się gdzieś w połowie drogi pomiędzy Le Male a Fleur du Male. Z pierwszego czerpie aksamitność, gładkość kompozycji, drugi daje mu balsamiczną kwiatowość, „lepkość” (powiedzmy że żywiczną). Również sama konstrukcja zapachu jest zbliżona, choć przyznać trzeba, że Custo sprawia wrażenie zapachu pełniejszego – jest rozwinięciem w dobrym tego słowa znaczeniu.
Po pierwsze gładko przechodzi przez wszystkie trzy fazy. O ile w przypadku Le Male (w większym stopniu) i Fleur (mniejszym) mieliśmy do czynienia raczej z monolitami, które tylko nieznacznie ewoluowały – Barcelona zmienia się wyraźnie. Na początku nos atakuje feeria kwiatowych (mocniej) i owocowych (subtelniej) barw, która sprawia wrażenie głośnej i niezrównoważonej, ale to tylko pozór. Serce to dominanta kwiatu afrykańskiej pomarańczy (nie pachnie podobnie do „naszej” – o, nie), tu podobieństwo do protoplastów jest spore, choć nie ma mowy o kopiowaniu własnych pomysłów – twórcom pokroju Kurkdjiana to się raczej nie zdarza (choć różnie to bywa). W swojej fazie schyłkowej woń wygładza się, staje subtelna i miękka do głosu dochodzi piżmo, bób i benzoes a w tle pobrzmiewają wcześniejsze akcenty, to również cicha i przytulna chwila z perfumami. Nie da się nie zauważyć płynącej silnym strumieniem przez cały czas trwania zapachu (a ten jest bardzo dobry – po sensownej aplikacji cały dzień) – słodyczy, wspólnej dla wszystkich trzech kompozycji. I trzeba to lubić, bo w przeciwnym wypadku pan z Hiszpan was udusi i zmiażdży. Dodam że jest to słodycz dosyć selektywna i przyjemna dawkowana zgodnie z linią: mocno – sporo – subtelnie, rozwijająca się wraz z poziomem emisji perfum, który w taki właśnie sposób w tej wodzie funkcjonuje.

Nie mam wątpliwości, że to dobre pachnidło, a nawet bardzo dobre. Kwestią otwartą pozostaje odpowiedź na pytanie czy to coś nowego, czy tylko powielenie wcześniejszego – przewijają się tu cukierkowe akordy także innych, podobnych klimatów (Joop homme czy Body Kouros), choć osobiście skłaniam się do opinii, że to „oddzielne” perfumy (mimo, że podobne i oparte na znanym już motywie przewodnim).

Z pewnością – perfumy nie dla wszystkich – są dość głośne, a nawet krzykliwe (ale zupełnie inaczej niż aromaty pokroju 1 Million – bardziej „niegrzecznie” niż hałaśliwe), niemniej dla młodego, nieszablonowego faceta (choć kwestia męskości tego zapachu to rzecz „specyficzna”) będzie jak znalazł.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(+)
Trwałość: 5(-)
Flakon: 3(+)
SOB: 4(-)

Nuty: jałowiec, neroli, bergamotka, limonka, kwiat pomarańczy, werbena, czarny pieprz, piżmo, labdanum, benzoin, bób tonka

Reklamy

2 comments

  1. Cześć :)!

    Bardzo dobra recenzja, bardzo dobrego zapachu. A w dodatku cieszącego się naprawdę znikomą popularnością; kilka miesięcy temu definitywnie zniknął już z oferty sieci S., gdzie nota bene i tak był upchnięty gdzieś w samym kącie, na wysokości butów. Co się zaś tyczy samej kompozycji, to w moim odczuciu jest to młodszy brat Fleur Du Male, z którym dzieli przewodni temat kwiatu pomarańczy. Jednak ta wyrazista i dość prominentna nuta została w Custo Man ciekawie przybrana w zielone akcenty (zresztą kolor i design flakonu bardzo dobrze korespondują z charakterem samego pachnidła) iskrzących cytrusów i werbeny. Natomiast baza jest tonkowo-żywiczna, naturalnie brzmiąca, bardzo udana, co jest raczej ewenementem w zapachach mainstreamowych. Custo Man niewątpliwie jest – tak jak piszesz – zapachem „niegrzecznym”, powiedziałbym nawet, że z pewną dozą szaleństwa i pozytywnej psychodelii. A to w połączeniu z zupełnie u nas nieznaną marką, skazało go na rynkową porażkę. Co zresztą nie napawa mnie smutkiem, bo jako posiadacz flakonu Custo Man mogę być tylko ukontentowany z absolutnego braku popularności tego Kurkdjianowskiego dzieła (nawiasem mówiąc wykończywszy po długim czasie flakon Fleur Du Male, nie miałem najmniejszych wątpliwości co to tego, czym go zastąpić).

    Pozdrowionka –
    Cookie

    1. Cześć Cookie 🙂
      Własnie,w tym rzecz – z reguły te dobre zapachy pozostają nieznane – czy to źle? Oczywiscie dl anas nie, z drugiej strony te perfumy mają niebezpieczną tendencję do znikania z rynku… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s