jeden milion więcej v2.0

Wydany w 2008 „1 Million” był swoistym „przełomem” na skostniałym rynku perfumeryjnym. To w gruncie rzeczy paradoksalne pachnidło zapoczątkowało nowy nurt i tchnęło odrobinę „świeżości” w dreptający w miejscu od kilku lat mainstream. Paradoks polega na tym, że Paco Rabanne zaproponował coś dokładnie przeciwstawnego do obowiązującego standardu, czyli zamiast cichego, bliskoskórnego, nijakiego i o marnych parametrach użytkowych zapachu zaproponował prawdziwą moc i trwałość prawie dorównującą pozycjom z ósmej dekady, olbrzymią dawkę słodyczy plus coś co osobiście odbieram jako nachalność, czy nawet bezczelność – z jednej strony. Z drugiej zaś kompozycyjnie nie pokazał nic nowego – sięgnął po sprawdzone, oklepane tematy zapachowe, które w wielu miejscach wcześniej wąchaliśmy – linia aromatyczna jest bardzo prosta, jednostajna, nieco syntetyczna i na dłuższą metę nużąca, a zasadza się na utopionych w hektolitrach wanilii kwiatach (róża, drzewo różane etc.) z domieszką owoców. A jednak to wystarczyło, aby odnieść gigantyczny sukces, o którym mogli tylko pomarzyć wielcy biznesu, od lat zjadający własne ogony w kolejnych flankerach i kopiach kopii (to dodatkowo uwypukla jak wielka jest skala zapaści dzisiejszej branży perfumowej). Nic dziwnego, że w ślad za Rabanne wesoło i ochoczo podążyła liczna grupa naśladowców. Z lepszym bądź gorszym skutkiem dodajmy i choć ekipa ta stale się powiększa, to sukcesu miliona nie powtórzył jak na razie nikt. I jeszcze jedno słowo wyjaśnienia – ów „przełom” nie ma w opisywanym przykładzie  wyraźnie pozytywnej konotacji, to wbrew pozorom bardzo trudne w ocenie zjawisko, gdy się jedną marność zastępuje czymś, co w gruncie rzeczy nie jest jednoznacznie lepsze (choć obiektywnie w pewnym, przytoczonym wyżej zakresie – jest).

Do takiej grupy „naśladowców” mógłby zaliczać się dzisiejszy zawodnik, a mianowicie Bugatti Design&Motion, gdyby nie prosty fakt, że powstał prawie 10 lat wcześniej niż wspomniany 1 Million. A więc mamy tu do czynienia z kolejnym paradoksem, bo sam Design&Motion mógłby być protoplastą i wzorem,  na którym się ów Paco „inspirował”. Mało znana marka, ma w swoim portfolio tylko trzy męskie pozycje, miałem okazję przelotem zapoznać się z Pure Black i było jeszcze ciekawiej, więc…
Ale wracając do tematu i zaczynając od końca jest bardzo typowo i charakterystycznie dla opisywanej powyżej grupy, czyli  siarczyście i z wykopem oraz trwale. Psikając się rano macie cały dzień z wonią zapewniony, podobnie jak i wasze otoczenie, więc naturalnie  używać tylko w zimie i ewentualnie późną jesienią, bo jest bardzo mocno i słodko.

Sam zapach także oscyluje wokół tego co zaproponował Paco w swojej koncepcji, zresztą wystarczy porównać skład obu i powąchać, żeby zobaczyć i poczuć niewątpliwe podobieństwa (z tą wspomnianą różnicą, że – podkreślam – TO jest pierwowzór). Treść kompozycji to dominujące drzewo różane, śliwka i tony wanilii. Na szczęście są także różnice, które w moim odczuciu przemawiają na korzyść Design&Motion – jak każdy pierwowzór jest to niewątpliwie pachnidło lepsze. Ma  odrobinę więcej ciepła w sobie, a nie tylko krzyku, ma także delikatnie wyczuwalny posmak skóry i ciekawiej się rozwija (bo w ogóle). Dodatkowo da się wyczuć coś trochę „brudnego”, jakby samochodowego – może to przebłysk smaru, albo choć takaż imaginacja?
Niestety powiela resztę schematów, czyli jest tu przesadna ilość słodkości, jest względnie jednostajnie i dosyć nachalnie – po 3 godzinach z D&M mój nos rzekł mi: pas, a po całym dniu czułem się mocno zmęczony tym spotkaniem. To czego brakuje wszystkim członkom klubu PR1M, to harmonia i spójność. Po takiej dawce mocy człowiek oczekiwał by w bazie jakiegoś ukojenia odrobiny spokoju, tchnienia choć wytchnienia, co by lirycznie rzecz ująć. A tu nic z tych rzeczy od punktu A do punktu B (ginącego w oddali) – zapachowy walec.

Było tak jak wyżej, ale po kolejnym teście co by być uczciwym muszę nieco zweryfikować opinię. Okazało się mianowicie, że Bugatek potrafi wykrzesać z siebie więcej niż jedynie liniowa słodycz. Zyskuje z czasem, kiedy już nos przyzwyczai się do kakofonii powodowanej przez wanilię wyłania się zza tego muru więcej ciekawostek. Najważniejszą jest fakt, że baza na którą narzekałem zmienia się i rzeczywiście można w niej wyczuć fragmenty czegoś innego – nieco metalicznego, gładszego z pewnością to promyki paczuli i cedru i przyznaję, że to bardzo miłe odczucie. Zaskoczyła mnie ta zmiana na tyle, że uznałem iż ta informacja wam się należy, szczególnie że zmienia wydźwięk całej recenzji i nieco podnosi ocenę w kwestii całości.

Bugatti Design&Motion to perfumy więcej niż przyzwoite. Może nie na pełne cztery (po przemysleniu stwierdzam, zę jednak nawet na więcej) ale i tak lepsze od wielu późniejszych naśladowców i jeśli lubicie taki rodzaj „pachnienia”, to lepiej sięgnąć po nie niż coś innego z tego rodzaju. Polecam raczej dla młodego chłopaka, do klubu ewentualnie do noszenia na dzień przy oszczędnej aplikacji w zimie. Jest wydajnie i niedrogo, powtarzam – jeśli lubicie głośne, słodkie zapachy, to zdecydowanie warto spróbować.

Jednak to nie dla mnie.

Kompozycja: 3(+) 4(+)
Moc: 5(-)
Trwałość: 5
Flakon: 3(+)
SOB: 3(+)

Nuty:
umysł: czerwona papryka, czarna jagoda, cytryna, mandarynka, kardamon
serce: gałka muszkatołowa, drzewo różane, śliwka
baza: skóra, wetiwer, cedr, paczula, bób tonka

Reklamy

5 comments

  1. Myślę, że mimo wszystko dobra pozycja, ciepła choć trzeba lubić słodkości.
    Na Pur3 Black też się czaję, jeszcze jakiś czas temu widziałem w stacjonarce teraz niestety trudno go dostać. Chętni do podesłania próbki do testów mile widziani 🙂

  2. również bardzo lubię (i noszę) i wysoko cenię Design&Motion, bo posiada głębię i indywidualny charakter, którego zabrakło wspomnianemu Paco… Design& Motion to w sumie rozwinięcie Pur3 Black, który nie wiedzieć czemu kompletnie się nie przyjął, a szkoda bo to naprawdę świetna kompozycja, która choć słodkawa, wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć… nie jest jest też D&M popularny, choć w pełni na to zasługuje z łatwością deklasując banalne słodziaki jakich pełno na rynku, więc i niewielu ludzi go nosi… dla mnie to zaleta 😉

  3. Polubił bym ten zapach, pomimo nieporęcznego flakonu, bo lubię słodkie perfumy, ale drażni mnie w nim bób tonka (niestety nie przepadam za nim). Również uważam, że Black Soul imperial to najlepszy krewny 1 Million jakiego dotąd poznałem.

  4. Jak tylko zobaczyłam fotę na „fejsie” wiedziałam, że muszę to przeczytać. Tak mało osób pisze o tym zapachu, a moim zdaniem zasługuje on na uwagę. Osobiście bardzo go lubię i uważam, że jest to idealny zapach dla kogoś, kto gustuje w perfumeryjnym mainstreamie, ale jednocześnie nie lubi używać tego, co wszyscy. Dotychczas nie postrzegałam perfum Bugatti jako pierwowzoru One Million, ale może rzeczywiście coś w tym jest…

    Podobnie jak Ty uważam, że Bugatti Design&Motion to bardzo przyzwoity zapach. Gdybyś pozostał przy swojej wcześniejszej opinii (którą następnie przekreśliłeś), wówczas zaczęłabym polemikę, ale na szczęście stało się inaczej 😉

    Moim zdaniem zapach ten spodobałby się faceto lubiącym takie perfumy jak Trussardi Inside, Givenchy Xeryus Rouge czy Lalique Hommage.

    Flakon jest bardzo nieporęczny – nie dziwię się, że tak nisko go oceniłeś.

    PS Co oznacza skrót SOB (przepraszam, mam zaćmienie ;-))

    1. Więc od końca SOB, czyli subiektywna ocena belora 🙂
      Flakon kwadratowy ale może się podobać, choć niewygodny – fakt. Myślę, że trafnie dobrałaś target, choć co do Hommage to bym dyskutował, bo wydaje mi się, że na trochę innych półkach stoją, toć Lalique jest znacznie bardziej „klasowym” zapachem.
      Wiesz, kiedy pierwszy raz spotkałem Bugatti, to a priori przyjąłem, że to jeden z paczki 1 Million – podobieństwo rzuciło mi się mocno w nos. Kiedy jednak zobaczyłem, że powstał 10 lat wcześniej byłem totalnie skosternowany?? Szczególnie, że na tym schemacie oparłem recenzję, więc pierwsza przebudowa dotyczyła faktu, że to raczej on jest prekursorem a nie na odwrót, to bardzo wiele zmienia (na plus oczywiście).
      Po pierwszym dniu noszenia ciężko było mi sę przebić przez wanilię, na szczęście drugi przyniósł inne odczucia. Pewnie kolejne jeszcze bardziej poprawiły by wrażenia, niemniej na tyle próbki niestety nie starczyło. Mimo to uważam jednak, że to całkiem udane perfumy na pewno lepsze od Miliona i pochodnych, choć tak na marginesie za najciekawszy zapach z tej „półki”, z jakim się zetknąłem uważam Black Soul imperial Tadka Lapidusa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s