inkaust

Magnetyzm eskadowy jest zapachem, z którym zawsze miałem pewien problem. Podchodziłem do niego kilka razy i za każdym razem efekt był ten sam – mój nos bardzo słabo go wyczuwał. Prawdopodobnie to specyficzna budowa aromatu powoduje, że akurat ten trudno mi uchwycić. Niemniej po testach globalnych mogę skrobnąć kilka subiektywnych, ale jednak nie „osobniczych” – słów, a ponieważ nie lubię zostawiać za sobą niedokończonych spraw, niniejszym to czynię.

Kompozycja powstała w 2004r, a jej twórcą jest znany nos Michel Almairac, twórca wielu świetnych perfum – Desire Dunhilla, Gucci ph, Joop ph, czy legendarny Chopard Heaven. Escada Magnetism, bo o tej wodzie mowa,  należy do grupy orientalno-drzewnej i ta kategoryzacja bardzo trafnie ją opisuje, bo rzeczywiście drzewa z delikatnym powiewem nieco nietypowego orientu (wszakże jednak) są w niej dominującymi motywami zapachowymi. Samą woń jest mi trudno opisać, zastanawiam się czemu – ale od początku tak było, trochę nietypowe to ujęcie, niemniej pierwotne wrażenie wskazywało drogę w stronę słodkiego, nieco pudrowego atramentu. Tak, wiem że brzmi to dziwnie, ale przez większość czasu, kiedy Magnetism trwa na skórze, właśnie w ten sposób go odbieram. Gdy się wwąchać głębiej myśli kierują się w kierunku wschodu, jednakże zupełnie inaczej niż w wypadku większości kompozycji orientalnych, nie czuć tu ani kuchni ani przypraw, tylko… no właśnie co? Może to balsam Tolu, może muśnięcia szafranu – nie wiem. W każdym bądź razie ten rys jest obecny, a dodatkowo uwypukla go przebijający się przez inkaustową zasłonę – pieprz. Jest sucho, praktycznie przez cały czas, wbrew temu że atrament jest przecież cieczą, to ten wyłaniający się z Escady niedawno wysechł na kartce papieru, której woń – poprzez obecną w nutach skórę zapewne – także daje się wychwycić. U kresu swych sił woda raczy typowo piżmowym finiszem, ciągnącym cichnący lajtmotiv w siódme, a nawet ósme godziny bytu.

Perfumy przypomniały mi inną kompozycję, a mianowicie piękne Encre Noire. Lalique prezentuje mokrą, wytrawną i mroczną wizję atramentu – Magnetism zaś stoi na przeciwnym biegunie – jest słodki, pudrowy i suchy, a do tego przytulny i ciepły. Dwa zupełnie różne obrazy poruszające „podobny” temat. Zapachy skrajnie inne, ale coś je łączy.

Szkoda, że mój organ górny ma takie kłopoty z usadowieniem tego zapachu, bo jest naprawdę ładny i bardzo przyjemny. Wady? Mogło by się więcej dziać, szczególnie od późnego serca, od którego to miejsca jest już bardzo liniowo. Chyba trochę za bardzo jak na mój gust, niemniej… Prawdopodobnie nie ma tu nic odkrywczego, ale biorąc pod uwagę, że to mainstream, to wypada docenić niezły, odróżniający od całej reszty pomysł, dobrą trwałość i ogólnie fajny koncept. Rynek, producent i czas także to docenili i od co najmniej 3 lat perfumy nie są już dostępne w sprzedaży.

Kompozycja: 4(+)
Moc: ?
Trwałość: 4
Flakon: 4(+)
SOB: 4

Nuty:
brazylijski pieprz, szafran, cedr, sandałowiec, skóra, ambra, tolu, piżmo

PS. Jest w tym zapachu coś takiego, co powoduje że zapada on w pamięć i mimowolnie czując  jego przebłysk np. na ubraniu – powraca się so niego myślami. To cecha tylko perfum dobrych.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s