Dziwak na eF

Nie miałem wcześniej do czynienia z marką Faconnable. Według informacji podawanych przez wikipedie, to brand w głównej mierze zajmujący się ogólnie rozumiana modą, ze szczególnym ukierunkowaniem na ubrania. Firma ma pewne tradycje, bo funkcjonuje na rynku od ponad 50 lat, także w interesującej mnie działce „perfumy” – wydała na świat kilka kompozycji – pierwsza w 1994r. Po pierwszym spotkaniu z ich perfumami czułem się nieco skonfundowany, choć pewne wnioski już się nasuwały. Drugi dzień testów rozwiał część wątpliwości, chociaż  poczucie „dziwaczności” tego z czym obcowałem – pozostało.

Faconnable pour homme to męski (?) zapach z 2002r. Umieszczony w nawiasie zapytajnik nie jest przypadkowy, gdyż perfumy ze względu na swój silnie kwiatowy charakter wyraźnie dryfują w stronę uniseksu, a nawet stricte damskiej woni.

Zacznijmy od plusów –  bardzo poprawnie i w zgodzie w regułami francuskiej szkoły skonstruowany jest sam zapach. Płynnie przechodzi przez trzy fazy, nic nie dominuje ani nie zaburza całości kompozycji. Pomimo generalnie nie zrozumianej przeze mnie koncepcji tego aromatu – rzeknę, iż opowiada on pewną historię, może niezbyt porywającą – ale jednak historię. Kolejny aspekt dotyczy faktu, że jakkolwiek sam zapach raczej nikogo nie porwie, jest bowiem dosyć dziwny, żeby nie powiedzieć – dziwaczny, to co by nie mówić jest „jakiś” – nawet jeśli trudno zakwalifikować go jednoznacznie jako dobry. Ostatnim plusem wartym przywołania jest bardzo ładny flakon, w kształcie małej piersiówki – choć to stanowi męski aspekt w całości.

Niestety minusów jest zdecydowanie więcej – marne, chociaż trzymające się dzisiejszychstandardów walory użytkowe. Emisja bliskoskórna, trwałość na poziomie 5-6h, przy czym przy skórze oczywiście dłużej. Wspomniana uniseksualność woni, jeśli perfumy są męskie, to naturalnie nie muszą wonieć mokrą kozą, niemniej miło by było gdyby po wejściu do pomieszczenia panie nie pytały „dziewczyny, która z was tak ładnie pachnie”…  a tu niestety tak to wygląda. Rozumiem, że wynika to z charakteru wody, niemniej nawet kwiaty można przedstawić naprawdę ciekawie nie ocierając się przy tym o kobiecość. Największą wadą Faconnable pour homme jest jednak sama kompozycja – kwiatowo-piżmowa, z zacięciem dziwacznym. Zapach otwiera się owocowo-wodnym akordem, z wyraźną mandarynką, przeplataną melonem i składnikami morskimi. Jednak trwa to dość krótko i szybko wyłania się kwiatowe serce – róża i pelargonia, z ozonowym ogonem ciągną się prawie do końca kompozycji. Brzmi to niezwykle kobieco, lekko syntetycznie i trochę mdle, a ogólne wrażenie jest nieciekawe. Baza aromatu, słabo i przy skórnie już tylko wyczuwalna, to klasyczne ambrowo-piżmowe zejście z charakterystycznym metalicznym posmakiem – niezbyt ciekawe, ale w stosunku do wcześniejszych etapów, bardziej komfortowe (pewnie dlatego też, że ledwie wyczuwalne). Całościowo kompozycja nie prezentuje się najlepiej – nie przekonuje i na pewno nie jest atutem perfum.

Chyba nikomu nie poleciłbym z czystym sumieniem Faconnable pour homme, nie sądzę by były w stanie spodobać się na tyle, by warto było ich używać dłużej. To takie trochę perfumowe dziwadło i raczej nie w pozytywnym sensie.

Kompozycja: 3(-)
Moc: 3(-)
Trwałość: 3(-)
Flakon: 4(+)
SOB: 2

Nuty:
umysł: kwiat pomarańczy, melon, mandarynka, mięta, nuty morskie,
serce: róża, pelargonia, cedr,
baza: drzewo sandałowe, piżmo, wanilia, ambra.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s