diobeł, czyli Pikuś bez sterydów

Moje dotychczasowe spotkania z perfumami sygnowanymi nazwiskiem znanego lowelasa imć Antka Banderas kończyły się większą lub mniejszą katastrofą. Po kolejnym nie spodziewałem się niczego nowego i w sumie zaskoczenia nie było, bo Diavolo for Men to kontynuacja dotychczasowej „myśli” perfumeryjnej owego pana, czyli tanio, syntetycznie i nijak.

Wbrew nazwie nie ma tu nic diabelskiego. Inaczej, może i było ale przed rozcieńczeniem, bo Diavolo sprawia nieodparte wrażenie wody 2-u a może nawet 3 – krotnie rozcieńczonej w stosunku do jakiegoś – nieistniejącego zapewne – oryginału. I powiem wam, że szkoda, bo kompozycja sama w sobie nie jest zła, natomiast jej rozwodnienie całkowicie ją pogrąża.

W założeniu tym razem Banderas podjął się próby zmierzenia z zapachem z kategorii drzewnej z domieszką klimatów animalno-skórzanych.
Perfumy otwierają się klasycznym połączeniem mandarynki i bergamotki wzbogaconych tajemniczym aromatem „zielonych liści” – nikt nie wie czym one są, niemniej faktem jest, że nadają prym otwarciu przywodząc na myśl, niezbyt świeżą roślinność bagienną, choć nie jest to całkiem złe wrażenie – obiektywnie. Następnie po dosłownie kilu minutach na plan główny wynurza się silnie drzewno-skórzane serce… wróć! Przecie w sercu paczula, pieprz i geranium, więc o co kaman? A no już od tego miejsca dominuje skóra obecna w ostatniej nucie, nie wiem czy to celowy zabieg czy jakowoś zaburzona konstrukcja woni, niemniej mój nos przynajmniej – tak to sytuuje. Jest też geranium, ale pojawia się później i dodaje jedynie aromatycznego posmaku. Pod koniec, czyli w okolicach 5-6 godziny znać o sobie niemrawo daje także drzewo sandałowe, a przede wszystkim piżmo w wersji syntetyczno-metalicznej – niezbyt przyjemne i na pewno niskiej jakości.
Podsumowując krótko kwestię kompozycji – dyskwalifikują ją dwie cechy – mierna jakość składników, z których ją sklecono oraz rozwodnienie, woda wiele by zyskała na silniejszej koncentracji zarówno w kwestii samego aromatu jak i swoich właściwości użytkowych, które są kiepskie (wspomniana 5-6h trwałość i wyjątkowa nielotność).

Miał być diabeł, a wyszedł Pikuś-zdechlak. Antonio Banderas Diavolo for Men, to nic na co warto zwrócić uwagę.
I kropek

Kompozycja: 2
Moc: 2(+)
Trwałość: 3(-)
Flakon: 3
SOB: 2(+)

Nuty:
Umysł: bergamotka, mandarynka, zielone liście,
Serce: paczula, pieprz, geranium,
Baza: skóra, drzewo sandałowe, piżmo.

Reklama mroczna niczym pampers niemowlaka po pierwszym posiłku, pasuje do koncepcji idealnie! Szkoda tylko że nie tych perfum, a może tych..?

Reklamy

4 comments

  1. Tak, odpowiedź mnie zadowala 🙂
    Panowie, to nie jest tak, że w ogóle nie należy pisać o złych zapachach. Trzeba o nich pisać, ale niekoniecznie się tak rozpisywać. Stąd moja propozycja krótkich notek.Takie jest moje zdanie. Ale faktycznie, może się okazać, że Wam nie będzie o czym pisać , a mnie czytać. 🙂

  2. pełna zgoda, zresztą jaki byłby sens pisania w ogóle o perfumach jeśli każda recenzja byłaby pozytywna? czy w ogóle można by to nazwać recenzowaniem? masz rację Belor – chłodna a czasem miażdżąca krytyka to jedyny czynnik równoważący marketingowy bełkot wyrażany samymi superlatywami w reklamach… dlatego właśnie czytanie oficjalnych opisów perfum, zamieszczanych przez samych producentów i reklamodawców to iluzja i strata czasu… 😉

  3. Ja – kobieta lubię zaglądać na tę stronę. Lubię męskie zapachy i często na blogach szukam inspiracji. Rzadko też komentuję. Tym razem wtrącę swoje trzy grosze. Zauważyłam, że coraz więcej opisów dotyczy zapachów, jak się okazuje, złych. Czy nie szkoda na to czasu? Także naszego, czytelników. Nie lepiej skupić się na zapachach dobrych, bardzo dobrych, a tym nieudanym poświęcić krótką notkę w jakimś jednym zbiorczym komentarzu.
    Pozdrawiam i życzę coraz przyjemniejszych testów.

    1. Czasu z pewnością szkoda, rzecz w tym, że zanim porządnie coś przetestuję trudno wygłaszać jednoznaczne opinie. Na zapach kiepski poświęcam tyle samo czasu co dobry, choćby ze względu na minimalny choć obiektywizm, który warto zachować. Biorąc to pod uwagę, to wydaje mi się że skoro już poświęciłem swój czas jakiejś woni (nawet bardzo słabej), warto wrażenia opisać. A z innej jeszcze beczuły, to taka recenzja jest rodzajem ostrzeżenia przed perfumami, oczywiście subiektywnego, ale jednak.
      To nie jest też tak, że celowo testuję kilka kiepskich zapachów pod rząd. Sięgam po różne próbki i czasem po prostu trafi się coś dobrego, częściej jednak są to rzeczy przeciętne czy marne nawet. Niestety tak już jest z mainstreamem. Oczywiście mógłbym opisywać tylko zapachy dobre, ale obawiam się, że dość szybko musiałbym albo sięgnąć po niszę, albo po perfumy vintage, które są drogie (w obu wypadkach) i trudno dostępne.
      Niemniej dziękuję za ciekawą opinię, mam nadzieję że się do niej odniosłem w sposób zadowalający 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s