gęsty wschodni wiatr

chergui

Nie wiem jak pachnie pustynia – nigdy na niej nie byłem. Nie wiem jak pachnie wiatr, także ten wschodni, smagający bezlitośnie policzki, choć mogę sobie to wyobrazić. Nie poznałem wreszcie bogactwa aromatycznego arabskich kramów z przyprawami, niecodziennego klimatu i aury, które otaczają te miejsca, choć wiele o tym słyszałem. W związku  tym nie będę powoływał się na to wszystko opisując „CherguiSerge Lutensa, choć może byłoby w dobrym tonie. Zamiast tego powiem wam jak pachnie.

Bogato, ale bez przesady. W sposób niezwykle przemyślany i poukładany. Ilość składników nie jest ani za duża ani za mało, wydaje się idealnie zbalansowana. Co ważne, harmonia bezwzględnie dominuje w kompozycji – ani przez chwilę żadna z ingrediencji nie staje się hegemonem, choć wydawać by się mogło, że miód gra pierwsze skrzypce. Ale tak się tylko wydaje, bo słodycz przez cały czas jest pod kontrolą równoważących ją „gorzkości” – najpierw dużej ilości tytoniu, a potem skóry i subtelnie w tle przygrywającego kadzidła. Jest więc słodko, ale nie ma ulepu. Jest gęsto i balsamicznie, a selektywnie – wyraźnie daje się wyczuć co w danym momencie koncertu zapachowego, kreator zapragnął nam pokazać. Szczerze mówiąc, to odnosiłem nawet wrażenie pewnej hm… przestrzenności, mimo że przecież mam świadomość, że w pachnidłach tego rodzaju nie bardzo jest na nie miejsce. A jednak!

Chergui, to wyraziście orientalne perfumy. Perfumy, bo nawet w stężeniu eau de perfum i to mocno czuć. Zapach ciężki, trudem odrywający się od skóry, osiadający na niej jak lep, od którego woń ucieka wraz z każdym silniejszym powiewem wiatru. Utrzymuje się bardzo długo, praktycznie cały dzień, choć wspomniana waga, może wywoływać grymas niezadowolenia – jest specyficzna dla tego rodzaju zapachów i praktycznie zawsze występuje. Tak po prostu jest przy gęstych woniach, można się z tym nie zgadzać, ale nie da się tego zmienić. Obcując z dziełem Lutensa nie miałem żadnych wątpliwości, że to bardzo dobra zarówno kompozycyjnie, jak i jakościowo woda. Biorąc pod uwagę miód, przypominał mi się nieco inny „słodziak” oparty na tym składniku, mianowicie Back to Black” Kiliana. Jednak o ile tamten to głównie lekko mdły ulepek z dodatkami, to Serge ma znacznie więcej klasy i charakteru. Chergui jest błogi, uspokaja a równocześnie nie pozwala zasnąć, co jakiś czas wyrywając z tej błogości delikatnymi smagnięciami, przynoszonymi przez każdy silniejszy powiewem wiatru – dolatuje wtedy do nosa i cieszy swoją obecnością.

blackhoneytobacco

I dziwna rzecz, pomimo tego, że zapach należy do mojej ulubionej kategorii wonii balsamicznych, lepkich, zawiera w sobie słodycz silnie skontrastowaną (jak Eau de Baux), co uwielbiam, a jego parametry użytkowe są więcej niż dobre, mimo że to wszystko tak pięknie gra, to… nie przemówił do mojego serca, pozwolił o sobie zapomnieć.
Dlaczego..?

Kompozycja: 5(-)
Moc: 4(-)
Trwałość: 5
Flakon: 4
SOB: 4

Nuty: miód, piżmo, skóra, drzewo sandałowe, kadzidło, liście tytoniu, ambra, piżmo

PS. Jak wiekszośc orientalnych aromatów, w dodatku jak wiekszość kompozycji Lutensa i niszy w ogóle, to uniseks. Ale akurat w przypadku tego zapachu nie ma to żadnego znaczenia, uwierzcie 🙂

Reklamy

One comment

  1. Dobra recenzja. Kocham Chergui właśnie za ten miód i za zapach rozgrzanego w afrykańskim upale powietrza (choć tego ostatniego zapachu nie znam z autopsji, to tak właśnie Chergui mi się kojarzy – z esencją Afryki):)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s