Bambus na ostro

fragrance-bambooFranck Olivier Black Touch dostał ode mnie rekomendację „Mój Wybór”, bo to świetne, męskie perfumy podążające ścieżką wytyczoną przez Ziemię Hermesa, ale w końcu docierające w zupełnie inne rejony zapachowe. Sun Java, które miałem krótko i w sumie nie zrecenzowałem okazały się dosyć przeciętnym, aczkolwiek wyrazistym słodziakiem. Trzecie perfumy tej marki sytuują się gdzieś pomiędzy tymi dwoma, czyli nie są ani wybitne ani przeciętne – jest więc nieźle.
Jakoś tak wyszło, że zacząłem od końca, więc kontynuujemy ten sposób.
Woda ma dobrą trwałość i zadowalającą projekcję, w praktyce oznacza to, że jest wyczuwalna ok. 7-8h, a biorąc pod uwagę że zalicza się do świeżaków (aczkolwiek nieco nietypowych) – są to przyzwoite parametry. Kosztuje niewiele, a stosunek ceny do jakości jest bardzo dobry – nie czuć chemii, użyte składniki są odpowiedniej próby. Nietypowość „Bamboo” polega na tym, że zamiast ogórków, cytrusów i innych ozonów, przynosi bardzo ostrą, wręcz gryzącą woń w której główne skrzypce grają sosna i czarna porzeczka. Co zaskakujące całość utrzymana jest w tonacji, której bliżej do pachnideł z końca ósmej dekady niż współczesnych. Jest mocno, dość głośno i bez pardonu.

Praktycznie od początku dominuje motyw przewodni, czyli wspomniana sosna z porzeczką, przy czym cytrusy próbują nieporadnie dojść do głosu lecz szybko kapitulują. Następnie wyraźniej czuć porzeczkę podlaną jeszcze gałką i (być może, bo nie wyczuwam) nieśmiertelnikiem, a całość wieńczy zejście w którym jakby tego jeszcze było mało, kompozycja wzbogacana jest sosem jodłowo-waniliowym. Warto zauważyć, że nawet na chwilę woń nie staje się słodka, a baza przynosi z miękkość a nie słodycz. Finisz jeszcze mocniej przypomina mi podobne zwieńczenia perfum z lat osiemdziesiatych. Wrażenie w odbiorze całości jest monolityczne przypomina wizytę w lesie iglastym, trzeba się dobrze wwąchiwać by spod tego kłującego kocyka wydobyć inne składniki, ale owszem – są obecne. Przyznam, że taka konstrukcja perfum podoba mi się i jakkolwiek nie trafi raczej we współczesne gusta masowego odbiorcy, to doceniam odwagę i niestandardowe podejście do tematu Francka Oliviera.

Krótko podsumowując – Franck Olivier Bamboo, to świeża, zielona woda toaletowa, wbrew nazwie utrzymana w konwencji iglastej, sosnowej. Nie ma nic wspólnego z egzotyką, natomiast podjęty temat interpretuje interesująco.

Kompozycja: 4
Moc: 4(-)
Trwałość: 4
Flakon: 5(-)
SOB: 3(+)

Nuty
umysł: bergamotka, grapefruit, pomarańcza, mandarynka,
serce: czarna porzeczka, sosna, muszkat, nieśmiertelnik
Baza: ambra, żywica jodłowa, sandałowiec, cedr, paczula, wanilia

PS. Bardzo ładny jest flakon. Wykonany z przezrpoczystego szkła, z grawerami prezentuje się podobnie a może nawet lepiej niż ten z Black Touch.

Advertisements

2 comments

  1. Hej, w jakim kierunku ten zapach zmierz, jak byś mógł podać jakiś mniej więcej zapach zbliżony do tego, lub jakiś w podobnej tematyce. Czy on pachnie jak typowe wody kolońskie?

    1. Odpowiedziałem na FB ale powtórzę na wszelkiego wypadka, to jest taki szorstki rodzaj świeżości – niecytrusowy, w stronę trochę oldschoolu. Ostre sosny – kojarzące się trochę z romarynem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s