Experiment Ep. 5 – Czerwony

MontalevetyverRed Vetyver od Montale, to perfumy które chciałem poznać. Intrygowały mnie porównania do Terre d’Hermes, które to pachnidło uważam za jedną z wielu charakterystycznych i świetnych kompozycji Jeana Claude Elleny. Intrygował fakt, iż niektórzy uważają go nawet za lepszy od Ziemi, a co chyba najważniejsze zastanawiałem się czy to konstrukt samodzielny, interpretacja tematu czy może kopia. Dwudniowe obcowanie z zapachem udzieliło odpowiedzi na wszystkie te pytania i nasunęło nowe spostrzeżenia.

Odpowiedź na ostatnie pytanie pojawiła się dość szybko, na etapie wąchania. Kompozycyjnie, co widoczne jest również w prawie identycznym składzie – Czerwony Wetiwer stanowi wierną kopię Terre d’Hermes. Jest to bardzo wyraźnie wyczuwalnie i jakkolwiek występują różnice, to dla większości odbiorców nie będą one zauważalne. Dla mojego nosa Vetyver jest zapachem mniej suchym, bardziej soczystym (ale nie wilgotnym!) i odrobinę wyraźniej zaznacza się w nim pewnego rodzaju zmienność. Terre odbierałem jako suchą i surową woń, pozbawioną ozdobników, które dla kompozycji Montale są czymś charakterystycznym, co sprawia, że jej odbiór obfituje w intensywniejsze, „bogatsze” – aromatyczne odczucia. Myślę, że wynika to z faktu, że sam zapach jest bardziej przyprawowy i gęstszy niż pierwowzór, w tym aspekcie to taka wersja „premium”. Wszystko o czym mówię, to tak naprawdę niuanse, składające się na wrażenia, bo mimo wszystko – Red Vetyver jest kopią, nieco poprawioną, może też ugrzecznioną, ale jednak tylko (lub jak kto woli – aż) – kopią.

To co czym zdecydowanie góruje nad swoim protoplastą to szeroko rozumiana jakość. Zarówno użytkowo – projekcja i żywotność aromatu są lepsze i stoją na wysokim poziomie, pełne 10 godzin bytności na ciele przy co najmniej dobrej emisji; jak też jakość użytych składników –  o ile Hermes sprawia wrażenie jakby był wizualizacją jakiegoś (bardzo ciekawego zresztą) wyobrażenia twórcy (co samo w sobie nie jest wadą), to wetiwerię żywcem ktoś wyrwał z gleby, doprawił, wycisnął sok i przelał do flakonu.

Jeśli Terre d’Hermes wam się podoba, to z pewnością w Montalowskiej wersji również zasmakujecie. Choć z tych dwóch kompozycji osobiście skłaniał bym się do pierwszej – klimat Ziemii jest nie do odtworzenia.

Testy tego zapachu nasunęły mi na myśl kila spostrzeżeń, nie związanych bezpośrednio z nim samym ale nieco szerszych, którymi jak się zapewne słusznie obawiacie – się podzielę. Myślę, że gdyby jakaś mniej znana firma mainstreamowa wypuściła coś podobnego, to pomijając jakość, najprawdopodobniej przeszło by to bez echa, a zapewne zostało by określone jako zwykła zżyna. Kiedy podobne działanie podejmuje znana firma z niszy… ba! To jest lepsze od oryginału. A przecież Red Vetyver nie próbuje nawet zadać sobie trudu pójścia drogą własnej interpretacji – po prostu kopiuje.

Wcześniej poznałem inne pachnidło podejmujące temat zapoczątkowany przez Ellenę w wersji Hermesa – Franck Olivier Black Touch. Mimo, że to woda wykreowana przez nieznaną markę a jej jakość jest średnia, to sama kompozycja jest w mojej ocenie najciekawsza z całej trójki. Czerpie ze źródła, ale idzie swoją drogą, trafiając w końcu w inne rejony zapachowe – mroczniejsze i bardziej intrygujące. Ponieważ jednak są to perfumy „tanie” (co dla niektórych jak się wydaje jest barierą psychologiczną nie do pokonania), jedyne na co może liczyć to właśnie na określenie „kopia”. Użycie lepszej jakości składników, poprawienie (i tak niezłych – biorąc pod uwagę cenę – ułamek wartości obu konkurentów) parametrów użytkowych (a także podniesienie ceny) spowodowało by, że były by to perfumy o klasę lepsze od Red Vetyvera.
Dopiero obcowanie z realną kopią pozwoliło mi mocniej docenić podjętą przez jakiegoś bliżej nieznanego „nosa” próbę interpretacji, a nie „ulepszenia”.

Pomijając jednak kwestie oryginalności lub jej braku i wracając do głównego wątku tematu, Montale Red Vetyver to bardzo dobre pachnidło, o ponad przeciętnych walorach, które naturalnie polecam, jeśli was na nie stać 😉

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4
Trwałość: 5
Flakon: 4(-)
SOB: 4(-)

Nuty: grejpfrut, wetiwer, paczula, cedr, balsam peruwiański

Reklamy

One comment

  1. Pingback: Szaroziem | belor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s