Experiment Ep. 7 – Narkotyczny

blackBlack Afgano od Nasomatto, to jedne z bardziej luksusowych perfum niszowych w ogóle. Otacza je szczególny nimb niedostępności, tajemniczości i „barely legal”. Ponoć (według producenta) jest to aromat oparty na haszyszu, czyli żywicy z liści konopi (nie tylko) indyjskiej najwyższej jakości, stąd ścisłe sterowanie dostępnością perfum na rynku. Ten prosty zabieg pozwala windować cenę do niebotycznego pułapu, pytanie na ile jest to kwestia wyjątkowości olfaktorycznej produktu, a na ile jego marketingu pozostaje otwarte.

Nie zamierzam się głębiej wbijać w ten niewątpliwie ciekawy wątek natomiast zrobię dwie uwagi, powiedzmy techniczne na wstępie. To prawda, że Afganistan jest największym na świecie producentem narkotyków ale opium a nie konopi, a z tego co pamiętam (paliłem dawno temu i mało – zaciągałem się) haszysz, czyli gruda pachnie inaczej.

Woń, którą roztacza czarny Afgańczyk jest jedną najbardziej gęstych jakie poznałem – oleista i kleista, a mimo to harmonijnie skomponowana z pewnością świadczy o dużych umiejętnościach nosa, który ją wymyślił i potrafił swój pomysł zamienić w materię, czyli niejakiego pana Alessandro Gualtieri. Aromat jest ciemny, z początku gorzkawy z czasem delikatnie się wysładza, czuć w nim przede wszystkim żywice i drzewa podlane karmelem. Trudno powiedzieć więcej ze względu na fakt „dużej ciężkości” Nasomatto. Być może w tle daje o sobie znać jeszcze kadzidło, ale stanowi tylko jeden z elementów, które nie bardzo mogą się przebić przez główny, agresywnie dominujący akord. Woda (a w zasadzie olejek, bo to najprawdopodobniej ekstrakt perfum) praktycznie rzecz biorąc nie rozwija się, zastyga w monolicie zapachowym, który z początku wciąga, wraz z upływającymi godzinami zaczyna jednak nużyć, a w końcu męczyć. To kompozycja, która sprawia przyjemność niczym bardzo dobre i bardzo słodkie lody, wykonane z najlepszych składników. Można się w nich rozsmakować, ale żywić się cały dzień? Nie da rady. Konstrukcja intryguje, ale nie zachwyca, podoba się, ale nie utrzymuje zainteresowania dłużej – jest zbyt jednorodna.

Marketing idzie w parze z jakością – doskonała wielogodzinna trwałość, ale dosyć cicha emisja aromatu, zapewne spowodowana dużą zawartością olejku zapachowego (to typowa przywara wszystkich gęstych i żywicznych perfum). Przez pierwszą godzinę wyraźnie wyczuwalna, później osadza się  na skórze, dając od czasu do czasu o sobie znać. Śliczny jest flakonik, z charakternym, zadziornym i wpisującym się chyba w szerszą konwencję korkiem. No i cena, porażająca ale to chyba nie powinno dziwić…

Black Afgano zrobił na mnie dobre wrażenie. To ciekawe perfumy, ładne kompozycyjnie, wykonane z dobrej jakości składników i co by nie mówić z charakterem. Podobają się tak paniom jak i panom, bez wyraźnej predestynacji w tym względzie. Czy jest to zapach haszyszu? Powiedziałbym, że nie tyle samego narkotyku, co ogólnie pewnego wyobrażenia na jego temat. Myślę, że w tym względzie dobrze oddaje ospały, ciężki klimat snów wywoływanych paleniem (niekoniecznie haszu).
A jednak, mimo, że perfumy należą do jednej z moich ulubionych grup zapachowych – nie porwały mnie, co nie znaczy że nie warto po nie sięgnąć – warto, jeśli was stać i wam się uda do nich dopchać.

Kompozycja: 4(+)
Moc: 4(-)
Trwałość: 5
Flakon: 5
SOB: 3(+)

Nuty:
Umysł: konopie indyjskie, nuty zielone,
Serce: żywice, drzewa, kawa, tytoń
Baza: kadzidło, oud

PS. Wybaczcie, że wyłamałem się nieco z konwencji testu i zamieściłem duże zdjęcie, ale jest na tyle piękne i naturalne, że nie chciałem go kastrować zmniejszaniem.

Advertisements

11 comments

  1. co do zdjęcia to powiedz swojemu głupiutkiemu koledze grafikowi, że to zdjęcie ma być takie – ta kobieta nie ma być wypucowana w PS – to zdjęcie ma budzić kontrowersje jak sam zapach – to nie fotka do magazynu life stylowego.

    1. akurat makijażu nie uważam za druzgoczący –
      aż takim ortodoxem nie jestem 😉 chodzi raczej i pgotoshopa, silikon, i inne współćzesne wynalazki. I nie przeszkadza mi „cellulit” na boczku tej pani (ani sam boczek), bo uważam że to jest naturalne i wcale nie wygląda źle 🙂

  2. hmmm nie łam się, gdyż kolega miał zapewne na myśli błędy techniczne i niedociągnięcia w rodzaju: brak tony blura, filtrów i wygładzania defektów skóry, widoczny cellulit, za grube ramiona i inne zaburzenia proporcji, które zapewne usunąłby przy paru kliknięciach myszą w fotoszopie… na Twoim miejscu bym się nie przejmował gdyż zdjęcie jest naprawdę ładne, bo naturalne… 🙂

    1. mniej więcej to właśnie miał na myśli – aspekty techniczne.
      ja juz chyba jestem na tym etapie w życiu, kiedy w kobiecie nie szukam idealnych kształtów, photoshopowej skóry etc ale naturalnego piękna 🙂

  3. he he duże zdjęcie ma odwracać uwagę od zapachu 😉 goła d… zawsze świetnie się sprzedaje, niezależnie od okoliczności, ale akurat Nasomatto marketing ma opanowany do perfekcji 🙂

    1. Wspomniałem o tym, ale nie wdrażałem się, bo to by pewnie przesłoniło kwestie samej kompozycji, która uważam za dobrą ale tylko tyle. A co do gołej dupy, to zdjęcie jest bardzo subtelne i naturalne, co ciekawe znajomy grafik totalnie zjechał tą reklamę wytykając mnóstwo błędów (technicznych) i podsumowując, że jest zjechane. Ukradł mi magię skurczybyk, bo mi się bardzo podobało 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s