Tasmeem znaczy wzór

rasasi-tasmeemJest taka grupa zapachów, które ze względu na ich aromatyczny charakter można określić słowem „arabskie”. Oczywiście stosując klasyczną terminologię, są to po prostu kompozycje orientalne, niemniej sam orient również jest pojęciem cokolwiek szerokim. Te „arabskie” wonie w większym stopniu przenoszą nas w rejony, które dla przeciętnego Europejczyka (czy ichniego Amerykanina) stanowią „instynktowne” czy pospolite wyobrażenie o zapachowym wschodzie. Innymi słowy orient może być nieco zeuropeizowany przedstawiony „po naszemu” jak i bardziej pierwotny – bez szczególnego schlebiania naszym zachodnim gustom.

Niewątpliwe niedawno debiutująca na naszych rynkach marka Rasasi reprezentuje ów silnie wschodni ryt w sztuce perfumiarskiej. Bogactwo, przepych i intensywna słodkość pozbawione uwzględnienia lokalnych preferencji, to wyznaczniki brandu, który przybliża nam to w swoim asortymencie. Intrygujące czy ten kierunek zostanie zachowany, znajdzie swoją niszę czy też wraz z czasem pachnidła Rasasi nieco się zmienią, złagodnieją i staną czymś w rodzaju nieco tańszego Amouage. To bardzo ciekawy wątek rozważań (przynajmniej dla mnie) i chętnie bym go rozwinął, szczególnie w końcowej części recenzji, niemniej postaram się jednak skupić na dzisiejszym bohaterze, co by przesadnie nie rozbijać konwencji recenzji. Przedstawiam wam – Rasasi Tasmeem.

Perfumy robią świetne pierwsze wrażenie, flakon jest estetyczny i dokładnie wykonany, żadnych niedoróbek. Atomizer działa pewnie, dozując konkretne chmurki, opakowanie i cały anturaż na piątkę. Kontynuując od tej strony powiem, że perfumy występują w konsystencji wody perfumowanej, co w wypadku Tasmeem przekłada się na bardzo dobrą ponad 10 godzinną trwałość na mojej skórze, z co najmniej dobrą projekcją – przez cały czas wyraźnie wyczuwałem zapach wokół siebie. Parametry użytkowe są więc na świetnym poziomie. Dodatkowo, oficjalna  cena za flakon w okolicach 140 zł jest bardzo atrakcyjna, a biorąc pod uwagę, że można nabyć go jeszcze taniej – jest wręcz rewelacyjnie.

Kompozycja to prawdziwie soczysty, intensywny i aż nadto – słodki orient. Jednak w przeciwieństwie do niektórych ujęć, które epatują kredą, pudrem i talkiem (szczególnie kiedy ich temat dryfuje w stronę Indii), tutaj nie ma ani śladu po tych „nieprzyjemnych” akordach (nawet kmin czy bylica – uznawane za te „trudne” ingrediencje użyte są w przyjazny sposób). Zamiast tego (nieprzyjemnego czegoś), Tasmeem serwuje nam przyprawy i – co spore zaskoczenie – różę. A to niespodzianka, bo sposób ujęcia tego mocnego i nachalnego – nierzadko – składnika jest mistrzowski. Wąchając pierwotnie Tasmeem, oczywiście docierało do mnie, że pachnie różowo-czerwono, ale dopiero po zapoznaniu się z nutami zdałem sobie sprawę, że to… co tworzy główną treść, to… róża!? Królewski kwiat doskonale komponuje się z całością kompozycji – nie narzuca się i choć stanowi wyraźny lajt motiv, to w żadnym momencie nie odnosi się wrażenia, że to stricte różany zapach. Oczywiście, to określony koncept i w tym sensie trudno porównywać go z innymi różanymi kompozycjami, niemniej ujęcie Rasasi jest i ładne i wyważone i męskie zarazem (czego nie można powiedzieć o innych tego rodzaju perfumach). W dodatku nie nudzi się i jest różnorodnie. Całość pachnie naturalnie bez śladu chemii, zmienia się wraz z czasem, choć nie ma tu raczej podziału na klasyczne nuty – to rodzaj „dojrzewania” woni.Arabian_Nights_Universal_Pictures

Rasasi Tasmeem, to bardzo ciekawe zjawisko egzystujące gdzieś pomiędzy klasycznym mainstreamowym rynkiem: relatywnie łatwa dostępność (choć póki co nie w perfumeriach stacjonarnych), niska cena – w formie, a nieco offowym, niecodziennym ujęciem kompozycji – w treści. Jakkolwiek w mój gust nie trafia tak mocno jakby mógł, bo nie przepadam za kompozycjami orientalnymi po całości, a w dodatku Tasmeem jest dla mego nosa nazbyt słodki i dosadny, to doceniam jego walory, bo obiektywnie rzecz biorąc to niezwykle solidna i naprawdę wyjątkowej urody woda.

Polecam.

Kompozycja: 5(-)
Moc: 4(+)
Trwałość: 5(-)
Flakon: 4(+)
SOB: 4(-)

umysł: Kardamon, kminek, bylica
serce: róża, irys
baza: drzewo sandałowe, paczula, ambra, piżmo, wanilia, tonka

PS Pomimo prób nie udało mi się znaleźć tłumaczenia słowa „tasemeem”, więc tytuł nic nam niestety nie powie. A szkodaż. Dzięki koledze biralowi (podziękował!) rozwiązana została zagadka znaczenia słowa „tasmeem”, otóż znaczy to tyle, co „wzór, wytrwałość”. Interpretacje pozostawiam wam.

Reklamy

11 comments

  1. Zgadzam się z Ungaro III, to piękny, męski i subtelnie różany zapach (przynajmniej wersja, którą wąchałem, bo producent przy nim manipulował). Co do Brita, to podchodziłem do niego dwukrotnie ale nie ujął mojego serca, niemniej bardzo lubię i cenię marke Burberry w ogólności (z przepięknym Londonem na czele). A Corso nie znam, jak będzi eokazja z przyjemnością sięgnę 🙂

  2. Nie znam tego zapachu ale za genialne ujęcie róży w męskich kompozycjach uważam Burberry Brit i Ungaro pour Homme III i jeszcze Corso Como.

  3. Gryx, interpunkcja i słowa pisane razem-osobno u mnie czasem szwankują (nie wspomagam się wujkiem google 🙂 , a i szkołę skończyłem kilkadziesiąt lat temu…), a bohater pisany przez „ch” zwyczajnie wali po oczach. No i uwagę zwróciłem nie przez złośliwość.

  4. Mr. Ed – piszemy „na co dzień” (taka mała złośliwostka ad „bohater”) 😉 Co do samego zapachu zaś, właśnie dzisiaj nim pachnę, prawdę mówiąc zupełnie straciłem głowę dla róży i kminu/kminku w tym wydaniu, zaiste piękna rzecz. PS. Setkę da się wyhaczyć już za 7 dyszek, trza ino dobrze powęszyć w sieciuni 😉

    1. Dla mnie też – szczególnie biorąc pod uwagę, że to bardziej jednak mainstream 😉
      Tasmeem, to jedyne perfumy marki które wąchałem. Do innych mi się nie pali ze względu na to, że generalnie nie przepadam za orientami, więc zawsze będzie miało to jakiś wpływ na recenzje, ale staram się minimalizować.

  5. Belorze, ładna recenzja. Mam zapas tej pięknej kompozycji, wspaniale się ja nosi i nie jest tak słodka, jak wiele innych, które testowałem. Jeśli chodzi o nazwę, „tasmeem” po arabsku oznacza „wzór”, bądź „wytrwałość”. W tym przypadku zapewne chodzi o drugie znaczenie.

  6. Mam resztkę z dekantu kupionego na forum, i – wprawdzie nie wiem jeszcze kiedy – kupię cały flakon. Świetna odskocznia od tych zapachów, których używam na codzień.

    P.S. Bohater piszemy przez samo „h”. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s