51.3 N

DunhillHenri512a

Poza Desire, który jawi się niczym samotny rodzynek na pustyni, w portfolio marki Dunhill nie znalazłem do tej pory innego, choć trochę ciekawego zapachu. Z tym większą nadzieją i pozytywnym nastawieniem podszedłem do 51.3 N, o którym słyszałem raczej dobre opinie.

Kompozycja jest monolitycznym konceptem opartym, w głównej mierze na rabarbarze, który zdecydowanie dominuje od początkowej fazy aromatu (wraz z wcześnie gasnącym grapefuitem), szybko łącząc się z pozostałymi składnikami serca – szczególnie lawendą – tworząc słodką, bardzo mdłą owocowo-ozonową woń, która trwa w niezmienionej formie praktycznie do końca. Baza nie wnosi nic nowego, natomiast odbiera perfumom ten nużący akord, który dość trudno mi się wącha. Wanilia nadaje słodyczy przez większość czasu, a sandałowiec gra jedynie rolę nośnika (przedłużacza). Na szczęście, ten trzeci etap rozpoczyna się dość szybko – już po godzinie zapach osadza się blisko skóry, delikatnie się tam snując. Kompozycja nie jest szczególnie oryginalna, nie zaskakuje, niemniej można ocenić ją w miarę pozytywnie, nawet biorąc pod uwagę, że mój nos nie był w stanie jej zaakceptować. Ogółem poprawnie ale trochę nijako.
Całkowicie natomiast rozczarowują parametry wody. Pachnidło jest wyczuwalne przez ok. 1 godzinę, po czym dryfuje smętnie przy skórze w sposób uniemożliwiający jego detekcję, bez wcześniejszej operacji militarnej polegającej na próbie sięgnięcia nosem klatki. Po 5 godzinach następuje kapitulacja i jedyne co pozostaje to reaplikować lub podziękować.

Flakon, jak większość buteleczek Dunhilla jest męski, kanciasty – bez rewelacji ale może się podobać. A nawiązanie do Londynu w nazwie? Sam nie wiem… O wiele bardziej brytyjski klimat wyraża Burberry i gdybym miał wskazać jakiś „angolski, dżentelmeński” zapach, to bez wątpliwości byłby to ichni London. Tu nie odczuwam klimatu, tudzież żadnego bezpośredniego nawiązania do metropolii.

51.3 nie przypadły mi do gustu. Kompozycja nie porywa, strona techniczna nie cieszy, także cena nie zachęca. Perfumy nie są ani przesadnie męskie, ani też eleganckie, brakuje im wyrazu, a jedyne co można poczuć w całej rozciągłości to… nuda.
Myślę, że można znaleźć wiele ciekawszych propozycji, nawet w perfumeriach sieciowych (wśród nowszych pozycji) i w związku z tym nie polecam.

Kompozycja: 3
Moc: 2(-)
Trwałość: 2(+)
Flakon: 3
SOB: 2(+)

Nuty:
umysł: rabarbar, grapefruit
serce: różowy pieprz, cedr, lawenda, pieprz
baza: wanilia, drzewo sandałowe

Commercial plastyczny, bezdźwięczny i stonowany, i gdyby tylko perfumy chciały oddawać to, co kreuje film… Szkoda.

Advertisements

8 comments

  1. Wiesz, dostaję (kupuję, zdobywam) określoną pulę próbek i staram sie do nich podejść maksymalnie bez emocji, uprzedzeń i oczekiwań (nie zawsze się da). Nie wybieram bardziej interesujących, ale testuję wszystkie. Jeśli coś mnie autentycznie zachwyci – daję temu wyraz w recenzji i ocenach, jadnak najczęściej spotykam rzeczy nijakie i mierne, więc recenzje takie właśnie odczucia oddają. Wiesz, mainstream to jednak trochę co innego niż nisza, znacznie trudniej o rzeczy przynajmniej dobre, większość z tych ciekawych i wartościowych powstała x lat temu, a w nowościach coraz trrudniej o coś chociaż godnego uwagi. Czasem czuję niesmak, kiedy któraś z kolei próbka przynosi odczucia pt „O, Jezu, znowu… bleee” i to też da się pewnie wyczytać z tego co sobie dłubie, ale taki już jestem – nie ukrywam się z tym co myślę i czuję, a na swoim blogu nie ukrywam się zupełnie 😉
    Jest jeszcze jedna cenna rzecz z mojej perspektywy – jestem fair wobec siebie i czytelników 🙂

    1. Ja mam inną procedurę. Testuję dziesiątki, czasem setki zapachów: pobieżnie, potem nieco mniej pobieznie – i z tego wybieram te, o których chcę opowiedzieć i (co ważne), z którymi chcę spędzić te kilka godzin potrzebnych do testu.

      Też mówię i piszę to, co myślę i tez jestem fair wobec siebie i czytelników. Tylko wolę zachęcać, niż zniechęcać. Ale to mój wybór. Ja ogólnie nie lubię narzekać – takie przeniesione na rodzimy grunt amerykańskie positive attitude. 🙂 Jesli coś mi w życiu nie pasuję – staram się to zmienić.

      Ale ogólnie – lubię czytać także opinie krytyczne.

      1. Też dobra procedura, dzięki temu nie ma słabych zapachów 😉 Skupiasz się na pozytywach, nieco pomijając negatywy, rzeczywiście tyćke amerykańskie podejście. Chyba jestem bardziej osadzony w europejskim kontekście, nie tyle w kwestii narzekania, co krytycznego podejścia. Dzięki temu w zalewie tandety, tym mocniej cieszą mnie rzeczy wyjątkowe 🙂

  2. Jesteś chyba najbardziej oszczędnym w pochwałach recenzentem, jakiego znam. Ja się zawsze staram pisać o tym, co mnie zachwyca. Jakoś tak mi łatwiej i przyjemniej. A ty nie. Metodycznie, na zimno. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s