ajm blu dabu di dabu da

blue-labelSą takie perfumy, które wiodą prym wśród najlepiej sprzedających się na określone okazje. Co ciekawe, najczęściej to co podoba się większości z reguły niczym się nie wyróżnia oscylując gdzieś w okolicach przeciętności. Opisywany Blue Label od Givenchy jest dokładnie takim zapachem. Nie ma w nim nic szczególnego, w niczym wybitny nie jest, a jednak zaciągając opinii najczęściej usłyszycie, że „pachnie świetnie a laski to normalnie odpadają”.

Kompozycja prosta niczym myśl standaryzowanego dresa – (spora) garść cytrusów, dominują bergamotka z mandarynką w otwarciu tworzące słodki duet, dalej odrobinka ale li tylko co by było – pieprzu, plus rozmemłana niemiłosiernie „wetiwerowo-drzewna” baza. Całość składa się na „klasycznego” ozonowo-owocowego świeżaka, w mocno chemicznym sosie. Nic szczególnego, pachnie bo pachnie ale skrojone tak by się podobać wszystkim.
Nie wyróżniają także warunki fizyczne wody – średnia w tej grupie – ok. 5-6 godzinna trwałość przy umiarkowanej, ale zadowalającej projekcji woni, szału nie robią niemniej larum także nie ma co podnosić – marnie, bo marnie, ale tu wszyscy tak mają. Fajny jest flakonik, Givenchy wydał kilka pachnideł w podobnym szyku i to zaliczamy na plus. I w zasadzie tyle.

Podsumowując – przeciętność w świeżym, nowoczesnym, syntetycznym ujęciu – raczej dla młodziaka. Z pewnością +1 do lansu przy niuniach ale ciekawszym świata proponuję bardziej interesujące rzeczy.

Kompozycja: 3(-)
Moc: 3
Trwałość: 3
Flakon: 4
SOB: 2

umysł: bergamotka, hedione, grejpfrut, mandarynka,
serce: kwiat Davana, pieprz, kardamon,
baza: drzewo cedrowe, wetiwer, kadzidło.

Reklamy

11 comments

  1. Witaj Belorku, na wstępie chciałbym Ci pogratulować tego pięknego fragmentu: „Co ciekawe, najczęściej to co podoba się większości z reguły niczym się nie wyróżnia oscylując gdzieś w okolicach przeciętności” szapo ba, lepiej bym tego nie ujął… 😉

    po drugie nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś usłyszę, a konkretnie przeczytam refren z Eiffel 65, który to pomimo iż melodyjny i wpadając w ucho bawił miliony ludzi na letnich dyskotekach w kurortach – jednak symbolizuje pewną miałkość, tandetę i upadek, zwłaszcza muzyki pop, schyłku lat 90-tych… ale i do takiej muzyki czasem nostalgia każe wrócić, szczególnie jeśli dobrze się kojarzy z wakacjami i ukochaną u boku…

    1. A dziękuję, czasem coś nam wyjdzie 😉 tez jestem wiernym czytaczem twojego bloga 🙂
      Co do ajm nlu da bu di…, to trafiłeś, bo nostalgia to właściwe słowo, mi także pomijając sam zapach kojarzy się to z sympatycznym i fajnym czasem w życiu, kiedy dopiero stawiałem pierwsze swe krokiw nim. A w tytule uzyłem w tym pierwszym znaczeniu, o którym wspomniałeś 😉

    1. O jejuśku, no w drodze, w drodze 🙂 Umówmy się tak, skoro są wymagania, by była, to jeszcze jedna recenzja (po dzisiejszej Marbelli) się pojawi, bo właśnie testuję (The One D&G) i zaraz po nim S.T. Dupont ph Intense. Może być? Nio 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s